WWWBoard New Message: Message 137: Karol Godula - poczoontek s'loonskigo przemysu
WWWBoard: Message 137
[ Follow Ups ] [ Post Followup ] [ ]
|
|
Posted by Peter Karl Sczepanek on 09/22/02 at 4:24 PM
Subject: Karol Godula - poczoontek s'loonskigo przemysu
Message Posted
|
|
|
Peter Karl Sczepanek Monheim/Rh, den 15.4.2002 Holzweg 40 40789 Monheim am Rhein GogulaPLGSwbczasu.doc Tel/Fax 02173-66742 e-Mail: in der Rheinischen Post: Silesia-Info: [email protected] www.rp-online.de www.Slonsk.de www.Slonsk.com www.Silesiana.gmxhome.de search: Sczepanek www.EchoSlonska.comTo właśnie jest G�rny Śląsk .Karol Godula i początek śląskiego przemysłu W pierwszej połowie XIX w. na Śląsku nastąpił rozkwit wielkiego przemysłu europejskiego. Prezentowany rozdział pokazuje czasy Franza Wincklera, a szczeg�lnie wyeksponowano tu sylwetkę g�rnośląskiego potentata przemysłowego Karola Godulli. Przedstawiona została r�wnoległość dziej�w „romantycznej” Polski Kongresowej i kapit-alistycznej pruskiej prowincji śląskiej. O tym co wydarzyło się po powstaniu listopadowym m�wi to opowiadanie, z mojej książki pt. „G�rny Śląsk w barwach czasu”: Przyjęcie w Rudzie w 1831 roku
Zima 1831 zjawiła się dość wcześnie na G�rnym Śląsku. Na początku października pojawiły się pierwsze przymrozki i spadł śnieg. Ludzie marzli okrutnie, nie mieli pieniędzy, gdyż bardzo skromne były zarobki, jakie wypłacał im Karol Godulla, zwany powszechnie „kr�lem cynku”. A przecież har�wka była ciężka przy wydobywaniu rudy i jej wytapianiu. W siedzibie „diabła z Rudy” mimo p�źnej pory nocnej paliło się światło, a była prosta świeczka kupiona za 2 grosze u Żyda Posenera w Rudzie. Mimo że Godula był właścicielem dużego majątku oraz zamku w Szombierkach, posiadał tytuł Oberamtmanna w służbie hrabiego Ballestrema z Pawłowic, to wciąż mieszkał samotnie w wiejskiej chacie krytą słomą. Godula był prawdziwym tytanem pracy. Posiadał ogromny majątek i nikogo nie dopuszczał do swoich interes�w, wszystko załatwiał sam. Wymagał od swoich poddanych, aby byli tacy sami jak on czyli pracowici, oszczędni, pilni, przestrzegający czystości i nie pijący alkoholu. Za dużo tego na raz. Pewnego październikowego dnia 1831 roku na rynku w Katowicach pojawiła się znacznie większa niż zwykle ilość żandarm�w pruskich w charakterystycznych „pikelhaubach”. Nie mieli wrogich zamiar�w, stanowili obstawę dla około 400 os�b, kt�rzy nocą nielegalnie przekroczyli graniczną rzekę Przemszę i tym samym przeszli z imperium rosyjskiego do Prus. W zebranym na rynku tłumie, opr�cz mężczyzn w mundurach Księstwa Warszawskiego stały kobiety i dzieci. Mundury mężczyzn świadczyły o bitewnym znoju. Były mocno podziurawione i na pewno nie grzały. Wszyscy patrzyli na rosłego mężczyznę, kt�ry w towarzystwie hrabiego Donnersmarcka, inżyniera Baildona, burmistrza Katowic oraz oficera żandarmerii żywo gestykulował. Był to Fryderyk Grundmann, z ramienia kr�la Prus inspektor Katowic, powszechnie znany jako Amtmann. Odłączywszy się od tego towarzystwa, Grundmann podszedł do przybysz�w i w ciepłych słowach zwracając się do nich obiecał im pomoc i opiekę w imieniu władz i kr�la Prus. R�wnocześnie przyrzekł, że żaden z nich nie zostanie oddany w carskie ręce, co uciekinierzy przyjęli z wyraźną ulgą i zadowoleniem. Kilka kobiet cisnęło się do Grundmanna z zamiarem całowania go w rękę, do czego Amtman nie dopuścił. Następnie zwr�cił się do zbierających się mieszkańc�w Katowic, aby przyjęli na pewien czas nowoprzybyłych do swych dom�w, zwłaszcza kobiety i dzieci. Potrzebujący opieki lekarskiej zostali skierowani do miejscowego szpitala. Po kilku dniach znaczna część uciekinier�w, uczestnik�w powstania listopadowego, została zatrudniona w Kr�lewskiej Hucie w Chorzowie, w Hucie Laura w Siemianowicach oraz w hucie inżyniera Baildona w Katowicach. Otrzymali oni r�wnież mieszkania i fundusze na zagospodarowanie się. Pozostałych uciekinier�w skierował Grundmann, z pismem przewodnim do Karola Goduli w Rudzie i Franciszka Wincklera w Miechowicach. Każda grupa miała przydzielonego urzędnika z Urzędu G�rniczego w Tarnowskich G�rach, kt�ry służył im jako przewodnik. Franciszek Winckler przyjął przybysz�w ze wschodu z otwartymi ramionami. Potrzebował robotnik�w w nowo otwartej kopalni rudy cynku w Miechowicach i w kopalni węgla kamiennego „Prusy” (dzisiejsza kopalnia „Miechowice”). Winckler rozpoczął r�wnież budowę osiedla mieszkaniowego i szpitala dla robotnik�w w pobliskim Bobrku. W ten oto spos�b Polacy, uczestnicy powstania narodowego, niemal z dnia na dzień znaleźli sw�j nowy dom i dobrze płatną pracę. Nieco gorzej powiodło się grupie przydzielonej do inspektora Goduli w Rudzie. Przybysze nie bez trwogi patrzyli na owianą diabelską tajemnicą drewniany dom, z kt�rego lada chwila miał wyjść ich przyszły pracodawca Karol Godula, o kt�rym zdążyli nasłuchać się już wielu dziwnych rzeczy. Pracownik Urzędu G�rniczego w Tarnowskich G�rach, mimo że dobrze znał „kr�la cynku”, przekraczał pr�g „diabelskiej chaty” z obawą i bez słowa wyjaśnień (ponieważ wiedział, że Godula nie lubił sł�w powitania, uważając je za zbędne) wręczył pismo przewodnie Grundmanna. Gdy Godula je zobaczył, powiedział : Grundmann nie ma tutaj nic do gadania, ale jego wysłannik�w mogę zobaczyć. Czekającym na podw�rzu ukazała się postać rosłego, blisko pięćdziesięcioletniego mężczyzny ubranego na czarno. Lewa strona jego ciała zdawała się być sparaliżowana, gdyż idąc kulał a gestykulował tylko prawym ramieniem, zaś czarny kapelusz zakrywał całkowicie część twarzy. Jednym okiem przyglądał się Godula przybyszom, kt�rym miał dać pracę i chleb. Na widok poszarpanych mundur�w, zwr�cił się do urzędnika: A c�ż to za niedobitki wojny siedmioletniej? To mężczyźni, kt�rzy walczyli z despotyzmem cara. Na pewno słyszał pan o walkach po tamtej stronie Przemszy. Tylko bez patosu, mości panie - rzekł Godula chrapliwym głosem - z wolnością bywa r�żnie i nie lubię wichrzycieli, kt�rzy występują przeciwko ustalonemu porządkowi państwowemu. Pod odpychającą powierzchownością biło jednak dobre serce, szczeg�lną słabość miał do dzieci i biednych. Zwr�cił się do zebranych : Zobaczę, co jesteście warci. Tutaj liczy się praca i tylko praca. Bumelant�w, nierob�w i pijak�w wyrzucam natychmiast. „Ordnung muss sein“! - Przyjmuję was. Zawoławszy swoich urzędnik�w wydał im odpowiednie polecenia, dotyczące zakwaterowania i przydziału mieszkań przybyszom z Polski. Polscy uczestnicy powstania listopadowego na zawsze pozostali na Śląsku, a ich potomkowie żyją tu do dziś w śląskich wsiach i miasteczkach. (a może też zachciało im się powalczyć p�źniej jeszcze o „lepsze” w 1919-1921 - od autora.)
|
|
|