WITOOMY  W KSIOONRZCE GOS'CI 2003
Welcome to the Guestbook 2003

WPISZ SIE SAM
Thank you for visiting our pages. We would appreciate it if you would sign our guestbook!





Druzyna Silesians wygrala Puchar PHL-Patriot Hockey League
SILESIANS
- Saturday, April 26, 2003 at 14:07:03 (CDT)


Druzyna "Silesians" wygrala puchar w lidze computerowej
PHL-Patriot Hockey League i mo dobra szanse na wygranie Mistrzostwa Ligi.

Team Manager "Silesians"
Dortmund-Katowice, - Saturday, April 26, 2003 at 14:04:17 (CDT)


Czy Kaszubi uzyskają w Polsce status mniejszości etnicznej?

Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie wystąpiło na początku września b.r. podczas posiedzenia sejmowej komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych z apelem o nadanie Kaszubom prawnego statusu mniejszości etnicznej.

Wedle szacunków Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w Polsce może żyć nawet 300 tys. osób, które uważają się za Kaszubów. Łączy ich wspólna tradycja i język, którym posługuje się coraz mniej osób. Jednak w żadnym z istniejących w Polsce spisów ani list mniejszości narodowych i etnicznych Kaszubi nie figurują. To "przeoczenie" wiązało się ze stanowiskiem samych Kaszubów, którzy nie zabiegali o status mniejszości. "Ze względów historycznych pojęcie to miało dla wielu Kaszubów negatywne konotacje. Dziś jednak elity kaszubskie dokonują świadomego wyboru i przyjmują określenie 'mniejszość etniczna', ponieważ chcą być objęte polityką państwa polskiego by, jak napisano w uzasadnieniu do projektu ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w RP, 'mieć poczucie pewności i bezpieczeństwa wynikające z faktu że ich prawa są określone w akcie normatywnym'" - mówił podczas posiedzenia komisji Artur Jabłoński, wiceprezes Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Jabłoński nie ukrywał też, ze podjęcie oficjalnych starań o nadanie Kaszubom statusu mniejszości etnicznej ma związek ze staraniami o Polski o przyjęcie do Unii. "Jeżeli nie będziemy mieli zagwarantowanych praw w polskim prawodawstwie, to nie będziemy ich mieli także w systemach unijnych" - mówił Artur Jabłoński. "Od kilku lat kultura kaszubska i samoświadomość Kaszubów przeżywają prawdziwe odrodzenie. Wiąże się to na przykład z rosnącą liczba szkół, w których język kaszubski jest przedmiotem nauczania, wydawaniem podręczników do nauki tego języka, rozkwitem literatury kaszubskiej. W niektórych kościołach na Kaszubach odprawiane są msze święte z kaszubską liturgią słowa. Powstały też w ostatnich 10 latach dwa tłumaczenia ksiąg Nowego Testamentu w tym języku oraz wydany został modlitewnik oraz przekład Księgi Psalmów" - dodał Jabłoński. Posłowie Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych, przychylając się do prośby Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, skierowali sprawę do rozpatrzenia w podkomisji. Prawdopodobnie w nowej Ustawie o Mniejszościach Narodowych Kaszubi będą już mieli status mniejszości etnicznej wraz z wszelkimi przysługującymi mniejszościom prawami.

(PAP, 10.09.2002)

Od redakcji „JS”: Czy identycznych uprawnień doczekają się także Ślązacy?



K. Potempa
Bytom, - Friday, April 25, 2003 at 19:33:34 (CDT)


Panie Jerzy , z tego co Pan pisze wynika , ze wszyscy zdobywcy Slaska czyli naplywowi obcy przybysze, zawsze starali sie zajmowac pozycje kierownicze na tym terenie . Dyskryminowali ludnosc rodzima tego regionu pozostawiajac jej role parobkow. Jednoczesnie narzucali swoja kulture i mowe , to znaczy germanizowali lub polonizowali tutejszych. Wreszcie rozprzestrzeniali swoje geny wchodzac w zwiazki z tubylcami. To polityka kolonialna , nasuwa sie takie porownanie .

Pan wspomina ze " Slask nie wrocil do Polski , bo Slaska Polsce nikt nie zabral " . Przypominam sobie ze slyszalem w szkole cos innego . Czy moze Pan poprzec swoja teze dowodami ????

Pozdrawiam serdecznie

K. Potempa
Bytom, - Wednesday, April 23, 2003 at 16:42:57 (CDT)


Panie K. Potempa zgadzam się w ogolnosci z ostatnia wypowiedzią.Jednak w swietle faktow historycznych to slask nie wrocil(nikt Slaska Polsce nie zabral.Prusy zabraly czesc Slaska Habsburgom) do Polski tylko zostal w czesci(tego pruskiego z kopalniami i hutami) w wyniku powstan slaskich dany Polsce przez uklad wersalski. Badzmy sprawiedliwi,Slazacy przed pierwsza wojna swiatowa byli dyskryminowani przez Niemcow. Olbrzymia wiekszosc stanowisk w przemysle od brygadzisty(przodowego) po dyrektora kopalni,huty czy fabryki to niemcy. Powstancy Slascy w okresie autonomie slaska byli jako tako traktowani. W 1939 r. Niemcy rozstrzeliwali ich i zsylali do obozow konc.
Po 1945 w wyniku ukladow Jaltanskich roku z nominacji PRL stanowiska dyrektorow i sekretarzy partii w zakladach pracy w olbrzymiej wiekszosci dawano ludziom naplywowym.Powstancy Sl. i Slazacy tylko w owczesnych mediach mieli uznanie. Tak naprawde bylo odwrotnie. Dopiero za Gen. Zietka cos sie poluzowalo.(chwala mu za to).To sa fakty. Zobaczmy jednak co moznaby zrobic w przypadku po przystapieniu do Unii Europejskiej?.

jerzy
Bielsko-Biala , Slaskie Polska - Sunday, April 20, 2003 at 14:44:09 (CDT)


W tym jest wiele prawdy co piszecie . Jezeli istnieje u wielu Slonzokow niechec albo nawet nienawisc, jezeli uznaja zwiazki z Polskoscia za hanbe, to ten stan zostal czyms spowodowany. Widocznie wielu z tych ludzi osobiscie, albo ich rodziny doznaly krzywdy ze strony Polski i Polakow. "Nie ma dymu bez ognia " jak mowi przyslowie. Jest jakas geneza tego stanu rzeczy , nieprawdasz ?
Tragika i paradoks tej sytuacji polega na tym ze jak do dzisiaj sie w Polsce glosi i powtarza do znudzenia , ziemie Slaska powrocily do " Macierzy " . Ta " Macierz " okazala sie macocha jak wielu Slonzokow wspomina . Nawet Wojciech Korfanty przywodca powstan na Slasku , musial uciekac z Polski na emigracje bo nie byl pewny czy ponownie nie bedzie represjonowany . Korfanty zrozumial ze postawil na zlego konia . On zrozumial chociaz pozno i z gorycza . ( wypowiedzi Korfantego po zwolnienie z wiezienia ze wzgledu na stan zdrowia, krotko przed jego smiercia ).

A dzisiaj , jaka jest sytuacja na Slasku, jak wyglada Bytom i inne miasta w okregu przemyslowym? Niedawno ukazal sie artykul w " Dzienniku Zachodnim" (z dnia 4 kwietnia 2003 ) gdzie autorka Maria Klimczyk pisze ze" Nieszczescie zaczelo sie w 1955 roku, gdy z filaru ochronnego pod Bytomiem wydobyto pierwsze tony wegla " .
Degradacja srodowiska naturalnego i straty w substancji miast spowodowane szkodami gorniczymi , i bezmyslnymi decyzjami wladz ( jak na przyklad wyburzenie czesci starego miasta w Bytomiu ) o tym wszystkim nalezy dyskutowac i szukac rozwiazan. Jakie perspektywy maja ludzie tego regionu a przedewszystkim mlodziez ?
Warszawska cetrala widzi ten region w dniu dzisiejszym jako obciazenie . Skonczyl sie czas wegla i stali . Jezeli nie ma dostatecznych srodkow finansowych na remonty domow , na regeneracje szkod ekologicznych , to mozna okreslic tego typu gospodarke jako rabunkowa. Powiedzmy sobie prawde.
Nie nalezy siac nienawisci , w ten sposob do niczego nie dojdziemy , jestem tego samego zdania . Nalezy wszelkimi srodkami ratowac Slask , a przedewszystkim wzbudzic u rdzennych mieszkancow tej ziemi zaufanie do Polski i Polakow . To zaufanie mozna jedynie odbudowac porzez konkretne dzialania ze strony centrali na rzecz poprawy sytuaji na Slasku. Czekamy na decyzje i czyny . Tylko w ten sposob mozna cos osiagnac. Jezeli nadal bedzie sie traktowac Slask jako kule u nogi to nic sie na lepsze nie zmieni , i skrajne sily wykorzystaja ta sytuacje destabilizujac caly region . Ja nie dostrzegam dotychczas niestety zadnyh zmian na lepsze .


K. Potempa
Bytom, - Sunday, April 20, 2003 at 13:54:39 (CDT)


Panie Rafale z Bytomia, Panie Jozku ze Slaska jestecie bardzo mili,ale w dyskusjach popełniamy zasadnicze bledy. to prowadzi do nikad. Juz wczesniej 13 kwietnia wspomnialem, w mojej wypowiedzi na temat Slaska, ze trzeba mniej mniej historii a wiecej otwarcia sie ku przyszlosci.
Po pierwsze: historia to zbior faktow a od ustalania faktow sa naukowcy, historycy i oni maja te fakty
wiarygodnie ustalac.
po drugie: z faktami sie nie dyskutuje, to ogolnie przyjeta zasada.
Natomiast przyszlosc z zasady jest dyskutowalna nawet i na temat ślazakow, mazowszan,kaszobow iin.
Ludzie z klasa dyskutuja bez zatrzeciewienia i nienawisci.
Po trzecie: dyskusja na aktualnie dyskytowana tematyke slazakow,kaszubow,kurpiow iin. musi odbywac bez naruszania prawa ujetego konwencjach miedzynarodowych i panstwa polskiego. I tutaj sa duze mozliwosci do dyskusji (a nawet legalnej zmiany prawa, tylko, ze te prawa trzeba znac.
Po czwarte: aby mowic i dyskutowac o przyszlosci trzeba miec swiadomosc faktow historycznych(naukowo pewnych).
Wkolejnym wystapieniu, chcialbym sie wypowiedziec odnosnie sytuacji na slasku, w swietle faktow historycznych od sredniowiecza az do pierwszej wojny swiatowej a potem dyskusja, do ktorej Wszystkich zapraszam.
Jurek z Bielska.

jerzy
Bielsko-Biala , Slaskie Poland - Sunday, April 20, 2003 at 12:51:34 (CDT)


Powiem krotko----ZENUJACE!
Mira
- Saturday, April 19, 2003 at 17:13:50 (CDT)


Ostatni spis ludnosci w Polsce , manipulacje i nieprawosci wobec czlonkow innych narodowosci . Informacje pod adresem :
http://www.raslaska.org/RuchAutonomiiSlaska/pol/0205/ManipulacjeSpisowe.htm

Karol
- Saturday, April 19, 2003 at 02:02:38 (CDT)



Oczywiście należy szanować odrębność. Ale absolutnie nie zgadzam się z tym ze Kaszubi mają te same problemy co Ślązacy. To nieprawda ze jezyk kaszubski nie jest uznawany z jezyk przez polskich jezykozanwców. Nie był w czasach PRL-u teraz się to całkowicie zmieniło. Nie ma żadnych problemów ani z ewentualnym wprowadzaniem tego języka do szkół, ani z pielęgnowaniem wlasnej kultury kaszubskiej.
Kaszubi za to bardzo się różnią od niektórych Ślazaków. Przede wszystkim nie pałają nienawiścią do Polski i nie uznawaja związków z polskościa za hańbę. A niektórzy własnie specjalizuja się w sianiu nienawiści na Śląsku (po obu stonach) . Powinni wiedzieć że w ten sposób do niczego nie dojdziemy.
Kaszubi spotykaja się z życzliwością i sympatią polskich mieszkańców tych ziem m.in. w wielu miejscowosciach funkcjonuja podwójne nazwy miejscowosci itd. w wielu kaszubskich szkołach nauczycielami języka kaszubskiego są przyjezdni zafascynowani tą kulturą. Jest wiele przykładów wzajemnego szacunku i życzliwości.
Kaszubi nie mają problemów ze swoją odrębnoscią.
Polecam tu artykuł do przeczytania:
http://www.nowe-panstwo.pl/archiwum/nr33/glowna/247_temat_tyg.htm
Zarzut ze Polska niszczy odrębność kulturową jest bezpodstawny. Polska absolutnie nie jest jednolita kulturowo. Często Ślązakom wydaje się ze tylko oni różnią się od mieszkańców pozostałej części kraju. To całkowicie fałszywe przeświadczenie. Od mieszkańców Mazowsza, różni się -nieraz dosć znacznie- Wielkopolska, Pomorze, przesiedleńcy z Kresów Wschodnich (np. z dawnej Wileńszczyzny czy Lwowa), żyjący dziś na zachodzie Polski czy np. Górale. Nie można mówić przecież że np. „standardowy Polak” mieszka w Warszawie, bo wtedy wszyscy inni musieliby nie być Polakami ! Walka o ujednolicenie byłaby irracjonalna i głupia. Nikt chyba nie powie że jest jakaś walka w Polsce z odrębnościa Górali czy Poznaniaków !
I ta różnorodność wystepuje niemal w każdym narodzie np. Mieszkaniec Bawarii bardzo się różni się od mieszkańca północnych Niemiec. Mieszkaniec Bretanii różni się od mieszkańca południowej Francji itd.itp.
Nie jest to powód do siania nienawiści.
Jeszcze raz się powtórzę: nie ma dziś w Polsce przeszkody do pielęgnowania własnej tradycji i kultury. Niektórzy mają jakieś zakorzenione uprzedzenia co do wolnosci pielęgnowania tradycji w Polsce, pewnie wynikajace z okresu zaraz po II wojnie światowej, ale są one bezpodstawne.
Pozdrawiam wszystkich

Rafal
Bytom, - Friday, April 18, 2003 at 07:59:32 (CDT)


Panowie! Troche spokojniej. Problem ślaski istnieje i niema woli ze strony władz rozwiązania go w obrębie państwa polskiego. Pytam dlaczego mogła być autonomia poI wojnie Światowej?. Świadomość odrębnosci językowej i kulturowej istnieje istnieje czy nam sie o podoba czy nie. Nie widze normalnego i spokojnego rozwiązania tej kwestii jak tylko w ramach Unii Europejskiej. Nic nam nie będzie groziło.
Pochodze z Bielska i pracowalem ok.40 lat na Śląsku i zawsze mialem pelne uznanie dla ślązakow (i tych z gornego śląska i tych z regionu bielsko-cieszynskiego) za ich etos pracy, wysoki stopien pracowitości i duże poczucie dyscypliny. Kierując dużym oddzialem produkcyjnym, miałem zawsze wieksze problemy,pod tym względem, z ludżmi napływowymi. Obecnie ta sytuacja się poprawiła na korzyść dawnej ludnosci napływowej. (mieszane małżeństwa i obecna młodzież to inni ludzie niz dawniejsi) Proponuję mniej Historii a wiecej spojrzenia w przyszlśc z wiekszym uznaniem odrebnosci poszczegolnych grup etnicznych.
Z Poważaniem Jurek

jerzy
Bielsko-biala, Slaskie Polska - Sunday, April 13, 2003 at 16:13:42 (CDT)


jezeli sa szkoly i placowki kulturalne dla mniejszosci niemieckiej, dlaczego Slonzacy nie walcza o to samo?

Mietek na Slasku nie ma tak szczerze mowiac zadnych szkol niemieckich. Sa tylko stowarzyszenia. Tez trocha szkoda bo mlode pokolenie by sie przynamniej jezyka porzadnie nauczylo, w biznesie potrzebny. Niemcy jak wiadomo najwiekszy partner handlowy. To tak w woli korekty. Tutaj zarowno jak i jedni tak i drudzy musza walczyc o swoje aby ten region ratowac przed upadkiem. Tu sytuacja nie jest najlepsza.

Slonzok
- Monday, April 07, 2003 at 15:41:28 (CDT)


Jezeli ktos tonie w wodzie to nalezy mu podac reke i go uratowac . Nie wystarczy stac bezczynnie na brzegu i mowic : Ja tego czlowieka nie wrzucilem do wody , to nie jest moja wina . Ktos kto nie udziela w takiej sytuacji pomocy staje sie wspolwinny. To przyklad ktory obrazuje zachowanie sie wiekszosci wobec mniejszosci w Polsce.
" Dzisiaj sie nikogo nie przesladuje w naszym kraju " tak sie twierdzi . To nie wystarczy . W okresie komunistycznym dokonano wiele zla wobec mniejszosci , dzisiaj nalezy to zlo naprawic. Podac reke ginacym grupom etnicznym. Naprawic to co poprzednie generacje uszkodzily . Okazac dobra wole i gotowosc do prawdziwego dialogu .

Kaszubi o ktorych wspomina moj przedmowca, maja podobne problemy jak Slonzoki. Ich jezyk ktory przez wiekszosc naukowcow w polsce jest nazywany " gwara " degraduje sie dzisiaj do " Dialektu Polskiego ". Ta degradacja jest juz sama w sobie dyskryminacja Kaszubow i stanowi przesladowanie. Opinia tych wielu naukowcow jezykoznawcow Polskich jest podyktowana wyraznie celami politycznymi. Jak inaczej wytlumaczyc fakt ze wiekszosc naukowcow slawistow europejskich okresla jezyk Kaszubski jako odrebny od Polskiego. Kaszubski ich zdaniem nalezy do grupy zachodnio europejskich jezykow slowianskich obok Polskiego , Czeskiego , Slowackiego itd . Nastepnym problemem jest utworzenie szkol z nauka jezyka Kaszubow . Niemiecka mniejszosc w Polsce posiada 323 szkoly gdzie naucza sie Niemieckiego. Ukraincy sa ilosciowo podobnie reprezentowani jak Kaszubi i posiadaja w Polsce 103 szkoly z nauka jezyka Ukrainskiego . Sami Kaszubi maja tylko 19 takich szkol. Mniejszosc Niemiecka i Ukrainska jest uznana i w wiekszym stopniu zorganizowana jak mniejszosc Kaszubska . Jedyna nadzieja dla Kaszubow i Slonzokow jest przystapienie Polski do Unii europejskiej i z tym zwiazane zmiany w prawie.
Nalezy apelowac do opinii swiatowej o poparcie moralne , rzeczowe i finansowe dla tyc ginacych grup etnicznych. W internecie mozna znalesc wiele stron organizacji Kaszubskich i organizacji Slonzokow , ktore potrzebuja pomocy .
( Czy ktos moze ten tekst przetlumaczyc na Angielski i dodac do ksiazki gosci ????? Z gory dziekuje i pozdrawiam serdecznie ) .

K. Potempa
- Sunday, April 06, 2003 at 03:45:15 (CDT)


Jeszcze coś, problem nie leży w tym czy istniejecie ale
problem leży w tym czy jesteście narodem czy grupą etniczną.
Naprawdę nikt dzisiaj w Polsce
nikogo do niczego nie zmusza i nie przesladuje . Najlepszym tego przykłądem są np. Kaszubi. Bierzcie z nich przykład.

Rafal
Bytom, - Saturday, April 05, 2003 at 05:41:39 (CST)


Uznawanie mniejszosci to problem natury prawnej
a nie wynikajacy z przesladowan. Problemem jest to co mozna uznac za osobna
narodowosc a co nie (przypominam ze Miedzynarodowy Trybunmal Praw Czlowieka uznal ze narodowosc slaska nie istnieje.)
Ja osobiscie mam nadzieje ze wszytkie problemy zostana dla WSZYSTKICH pomyslnie rozwiazane.

Rafal
Bytom, - Saturday, April 05, 2003 at 05:11:26 (CST)


W zwiazku z pytaniem zadanym przez Rafala odpowiadam : Metody sie zmienily, sa bardziej wyrafinowane i subtelne, ale efekt jest ten sam. Jest wiele aspektow ktore maja na to wplyw .
Na przyklad prawodawstwo : Wladze Polskie do dzisiaj nie uznaly prawnie istnienie Slonskiej Mniejszosci . Praktycznie ignoruja i zaprzeczaja ze taka grupa etniczna w ogole egzystuje. Druga sprawa to brak w kraju ustawy o mniejszosciach. Do dzisiaj sejm nie zatwierdzil takiej ustawy, ktora by w sposob jasny regulowala stosunki pomiedzy mniejszosciami a administracja . To ma wplyw na status prawny wszystkich mniejszosci w kraju. Ta zwloka jest celowa.
Nawet gdyby taka ustawa zostala podpisana , Slonska Mniejszosc nie mogla by z niej korzystac gdyz poprostu w oczach centali takie mniejsosci nie ma .
My nie istniejemy rozumiesz , jestesmy widocznie fatamorgana . To sie dzieje dzisiaj i niech sie Tobie nie wydaje ze zyjemy w innej epoce .
Pozdrowienia

Potempa
- Thursday, April 03, 2003 at 14:29:46 (CST)


Kemal Ataturk tworca nowoczesnego panstwa Tureckiego powiedziol " Szczesliwy ten kto moze powiedziec o sobie : JESTEM TURKIEM " . Jednoczesnie popieral asymilacje i genocyd na Armenczykach , Kurdach i innych grupach narodowych wtore zamieszkiwaly w granicach tego panstwa . Do disioj walcza w Turcji grupy mniejszosci etnicznych o swoje przetrwanie. Kurdowie nie sa Turkami , a Palestynczycy nigdy nie bydom Zydami . A co bydzie ze Slonzokami ?????? Sczesliwy ten kto moze osobie powiedziec : Jestem Polakiem ?????? Dzienkuja pieknie za takie traktowanie .
Potempa
- Tuesday, April 01, 2003 at 06:30:19 (CST)


A ktoś morduje Slazaków ? Ktoś ich na siłę asymilizuje?
W dzisiejszej Polsce zadnych tych zjawisk NIE MA! Nikt nikomu zadnej krzywdy nie robi i na nikim zadnej presji nie ma. Nadal nie wiem czego oczekujecie.(wydaje mi sie że niektórzy zyja jeszcze w innej epoce.)

Rafal
Bytom , Slaskie Polska - Tuesday, April 01, 2003 at 03:55:33 (CST)


http://www.iraqpeaceteam.org/pages/al_kindi_hospital.html
http://www.aljazeerah.info/

freedom
- Sunday, March 30, 2003 at 16:52:17 (CST)


Trefioles w sedno sprawy Potempa - DZIYNKUJA CIE Gryfnie !!!
Tako jest ta prowda w Polsce dzisiejszy - !!!!!

Jozek
- Sunday, March 30, 2003 at 03:05:14 (CST)


Kemal Ataturk tworca nowoczesnego panstwa Tureckiego powiedziol " Szczesliwy ten kto moze powiedziec o sobie : JESTEM TURKIEM " . Jednoczesnie popieral asymilacje i genocyd na Armenczykach , Kurdach i innych grupach norodowych wtore zamieszkiwaly w granicach tego panstwa . Do disioj walcza w Turcji grupy mniejszosci etnicznych o swoje przetrwanie. Kurdowie nie sa Turkami , a Palestynczycy nigdy nie bydom Zydami . A co bydie ze Slonzokami ?????? Sczesliwy ten kto moze osobie powiedziec : Jestem Polakiem ?????? Dzienkuja pieknie za takie traktowanie .
K. Potempa <[email protected]>
- Saturday, March 29, 2003 at 17:29:53 (CST)


Jozek: Nikt w Polsce dzisiejszej nie jest prześladowany, nie ma fałszowanych wyborów ,istnieje wolność słowa , wolność zrzeszania itd. KAŻDY ma takie same prawa czy jest Ślązakiem czy Kaszubem. Naprawde nikt dzisiaj w Polsce nie jest prześladowany!
Nie wiem czego dokładnie oczekujesz. NIKT CI NIE ZABRANIA PIELĘGNOWANIA SWOJEJ ODRĘBNOŚCI.

Rafal
Bytom, Slaskie Polska - Saturday, March 29, 2003 at 12:44:14 (CST)


Mój Slask, moja Polska, mój swiat,-Jestem Slazakiem. To dla mnie tak oczywiste, jak to, ze bije we mnie serce i ze oddycham. Slaskosc mnie boli. Ten ból, czasem bardziej realny od bólu fizycznego, jest dla mnie dowodem na to, ze to cos istnieje.Przez wiele lat moja tozsamosc nie stanowila dla mnie problemu. Wychowalem sie na Slasku wiejskim, w otoczeniu, w którym moi pobratymcy stanowili ogromna wiekszosc. Slaskosc przez wiele lat byla dla mnie jedynym swiatem, jaki znalem. Nie zmienila tego nawet szkola. Dopóki chodzilem do szkoly w mojej miejscowosci, do kolegów sie godalo, do „pani” sie mówilo, ale tylko na lekcji, bo poza lekcja czasami nawet z „pania” mozna sobie bylo pogodac. Polska byla w telewizji, w szkole, w ksiazkach, byla czyms dalekim i egzotycznym. Slaskosc byla czyms tak naturalnym, jak powietrze, którym sie oddycha bezwiednie i którego sie nawet nie zauwaza, albo jak chleb, po który zawsze mozna bylo siegnac. Slask byl w naszej pracy na polu u dziadków, w opowiadaniach o staroszkach, którzy na gospodarce przezyli sto lat, w ómie, która opiekowala sie nami w zastepstwie rodziców, w parze golebi, która dziadek przeznaczal na obiad dla wnuków. Slask byl tez w zdziwieniu dziadka, który chcial sobie „wyrobic emeryture” pracujac w PeGeeRze i nie mógl sie nadziwic dialektycznemu cudowi komunizmu - „jak to sie dzieje, ze oni chodza pijani, tyle dobra marnuja, a ciagle maja pieniadze i prosperuja”. Tylko czasami glosy doroslych zamienialy sie w szept, gdy ujkowie wieczorami rozprawiali o sluzbie w trzech armiach, wspominali o tym, jak bylo za Niymca, a jak za staryj Polski.Czasami ta egzotyczna polskosc objawiala sie, jako cos wrogiego naszej slaskosci, np. w postaci naslanych z Czestochowy na urzedy „Poloków”, albo nawiedzonych nauczycieli polonizatorów. Ale to byly raczej problemy doroslych, zaslyszane w podsluchanych mimowolnie rozmowach. Zreszta byla jeszcze jedna bardzo istotna okolicznosc. O to wszystko mozna bylo obwinic komune. Gdy zaczynalem dorastac wybuchla w Polsce „Solidarnosc”. To sprawialo, ze slaskosc z polskoscia latwo bylo mi pogodzic. Moje pierwsze brutalne odczucie polskosci nastapilo, gdy po ukonczeniu szkoly podstawowej poszedlem do ogólniaka w miescie. Nie przyszlo mi do glowy, zeby moja etnicznosc przed kimkolwiek ukrywac. I spotkalo mnie odrzucenie. Moja slaskosc i wiejskosc zostaly wydrwione. Pierwsze lata nauki w ogólniaku zapamietalem jako doswiadczenie upokorzenia. Najbolesniejsze bylo to doznane ze strony rówiesników. I tu sie zacialem. Nie wiem dlaczego, ale uparlem sie, ze nie bede sie ani mojej mowy, ani mojego wiejskiego pochodzenia wstydzil. Mysle, ze odczuwalem jakies poczucie osobistej godnosci, które nie pozwolilo mi wyprzec sie siebie. Kosztowalo mnie to wiele bólu, ale przetrwalem. Bylem od nich zdolniejszy, pracowitszy, twardszy. Mimo tego mocnego negatywnego doswiadczenia nie nastapil we mnie jakis radykalny konflikt miedzy polskoscia i slaskoscia. Znowu o wszystko obwinialem komune. Przeciwko komunie bylismy wszyscy, bez róznicy polskojezyczni i slaskojezyczni. Bylismy po jednej stronie barykady, po drugiej byli tzw. „oni”. Bohaterstwo, poswiecenie, zaangazowanie dla Sprawy, to wszystko pociagalo, imponowalo. Wiekszosc moich ówczesnych znajomych przewinela sie przez oaze. Na pielgrzymkach spiewalismy „Piesn konfederatów barskich”, nocami sluchalismy „Wolnej Europy” i z wypiekami na twarzy szeptalismy sobie plotki o tym, gdzie ukrywa sie Zbyszek Bujak. Polske idealizowalismy. Latwo bylo to zrobic, bo tej wolnej Polski nie bylo. Wydawalo sie nam, ze jak tylko sowieci sie wyniosa, bedzie u nas raj na ziemi. Pamietam, ze kiedys na lekcjach polskiego przerabialismy publicystyke Edmunda Osmanczyka, który z pozycji polskiego patrioty, a jednak dosc krytycznie, wypowiadal sie o Polakach, porównujac ich z Niemcami, którzy wlasnie przegrali wojne. Wpisywalo sie to dosc dobrze w propagande schylkowego okresu komuny, propagande szukajaca przyczyn upadku panstwa w „wadach narodowych”. Pamietam, ze wtedy jako jedyny odwazylem sie zaprotestowac i zawziecie polemizowalem z polonistka. Bylem jak Gabriel Basista, w filmie „Sól ziemi czarnej” ogladajacy Polske z daleka, przez lunete, jak marzenie, jak ludowa basn. Jedyna Polska, jaka wtedy znalem, to kilka wsi z moich okolic plus patriotyczno-heroiczna mitologia. I ta wolna Polska do nas przyszla, zostala nam podarowana za darmo, jak manna z nieba zrzucona Zydom na pustyni. Ta wolna Polska do nas przyszla i rozczarowala. Rozczarowala mnie tak samo, jak pokolenie Gabrielów Basistów, do którego nalezal mój pradziadek powstaniec. I okazalo sie, ze z tych naszych wszystkich idealów nic nie zostalo. Nagle Polacy zaczeli sie modlic do sukcesu, idac do niego po trupach sasiadów, zamiast prostoty wybrali zycie lekkie, latwe, przyjemne i glupie, a poswiecenie i solidarnosc zamienili na zasade „smierc frajerom”. I nie potrafilem wpasowac mojej slaskosci w swiat dobrze umotywowanych i „wartosci swej w pelni swiadomych” nosicieli telefonów komórkowych, cwanych polityków i pograzonego w marazmie proletariatu, którego aktywnosc zyciowa ogranicza sie do drobnych oszustw, walenia piescia w stól i krzyku „a mnie sie nalezy, a mysmy sobie wywalczyli”. I pomyslalo mi sie, czy czasem Osmanczyk nie mial racji. I moja polskosc topniala z kazdym nowym zwyciestwem postkomuny, z kazda nowa afera narodowo-katolickiej „prawicy”, by niedawno ostatecznie lec w gruzach. I zaczalem czuc te róznice. Nie wiem, czy jestem Polakiem. Wiem na pewno, ze nie jestem Polakiem standardowym, nie jestem takim Polakiem, jak inni. Górny Slask, przynajmniej ten, który znam i pamietam, jest inny. Moje rozczarowanie nie wiaze sie tylko z inwazja Mac-swiata. Wierzylem gleboko w to, ze wolna Polska wezmie moja slaska etnicznosc w obrone. Przeciez przed wojna Slask mial szeroka autonomie. Nic takiego sie nie stalo, a pod pewnymi wzgledami jest gorzej, niz za komuny. Pamietam, ze w czasach komunistycznych Slask budzil pewien respekt. Przedstawiano Slazaków jako ludzi ciezkiej pracy, prostych, ale twardych i godnych szacunku. To wszystko zmienilo sie po roku 1990. Nastala wprawdzie pewna moda na slaskosc, ale slaskosc ta odarto calkowicie z jej ducha, sprowadzajac ja do swoistego slaskiego zoo, w którym mozna sobie poogladac rózne okazy prymitywnego folkloru. (I jest calkiem mozliwe, ze tylko takie zoo nam pozostanie, bo to prawdziwe zoo ponoc bankrutuje). Dzisiaj Slask postrzegany jest jako zatruta czarna dziura zasiedlona jakimis zdegenerowanymi pólglówkami. Tak samo, jak przed laty, upokorzenie jest czestym doswiadczeniem mówiacego po slasku i przyznajacego sie do swojej etnicznosci. Mysle, ze Polacy nigdy Slaska nie zaakceptowali takim, jaki on jest, nie uznali go za czesc swojej polskosci. Polacy zawsze traktowali Slask jako teren, który dopiero ma sie na ich polskosc nawrócic. Polacy nigdy nie uznali za swoja naszej mowy. Gdyby bylo inaczej, nauczyciele polonisci nie byliby trenowani, jak unikac slaskiego akcentu („ ... musisz mówic tak, zeby nikt nie poznal, ze jestes ze Slaska”) i jak oduczac dzieci mówienia po slasku. Gdyby bylo inaczej, p. redaktor Smolorz nie musialby sie skarzyc, ze urzednicy w katowickim magistracie notorycznie przekrecaja jego nazwisko zamieniajac jego slaskie brzmienie na mniej drazniace dla polskiego ucha „Smolarz”. Polacy nigdy nie uznali za swoja historii naszej ziemi. W szkolnych podrecznikach do nauki historii znajdziemy wiecej informacji o rewolucji francuskiej i ekspansji kolonialnej Anglii niz o dziejach Slaska, które przez szesc wieków toczyly sie calkiem odmiennie od dziejów panstwa polskiego. Dlatego po dwunastu latach demokracji slaskie miasta nadal zaludnione sa ludzmi wykorzenionymi, w ogóle nie znajacymi czesto bogatej przeszlosci swych miejscowosci, ich zabytków i pomników kultury. Jesli naród przyrównalibysmy do rodziny, to jego spisane dzieje moglibysmy przyrównac do rodzinnego albumu ze zdjeciami, w którym dokumentuje sie najwazniejsze wydarzenia z zycia bliskich osób. W tym albumie, którym jest spisana historia Polski, nie ma zdjec ze Slaska. Wniosek cisnie sie na usta sam. Ludzie, którzy ten album ukladali nie uznali nas za swoich bliskich, za czlonków swojej narodowej rodziny. Polska przejmujac pod swoje zwierzchnictwo nowe ziemie na Zachodzie powinna byla sie poszerzyc nie tylko w sensie terytorialnym, ale takze duchowym. Pojecie polskosci powinno zostac rozszerzone o Slask taki, jakim on byl. Stalo sie jednak inaczej. Polska potraktowala Slask jako swego rodzaju „lebensraum” do zasiedlenia przez nowych standardowych Polaków. Chcemy ziemi, chcemy fabryk, chcemy domów, ale nie chcemy historii, kultury i jezyka mieszkanców tego terenu. Pod tym wzgledem dzisiejsza Polska nie rózni sie od Niemiec Bismarcka. Mój pradziadek przystapil do powstania nie po to, zeby Slask stal sie jeszcze jednym Mazowszem albo jeszcze jedna Malopolska. Ryzykowal zycie po to, zeby Slask mógl pozostac Slaskiem i zeby nasza swojskosc przetrwala. Jak mu sie wtedy wydawalo, dobrym sposobem na to bylo zwiazanie sie z Polska. Na poczatku bylem pelny zapalu. Dalem tej wolnej Polsce duzy kredyt zaufania. Czekalem, bo przeciez wszystkiego nie uda sie naprawic od razu. Czekalem dwanascie lat - okres wystarczajaco dlugi, zeby przynajmniej cos zaczac i w ten sposób wyrazic swoje intencje. Teraz moja wiara we wparcie ze strony Polski sie wyczerpala. Wiem, ze jesli sami sie nie upomnimy o swoje, zginiemy. Moja slaska etnicznosc jest dla dzisiejszej Polski klopotliwa historyczna zaszloscia, jakims „brakujacym ogniwem” ewolucji prowadzacej do pelnego „powrotu na lono narodu”. Wolna Polska ignoruje ta etnicznosc przy podziale administracyjnym, przy ukladaniu programów szkolnych. Slazaków wprawdzie nie wysiedla sie juz i nie zsyla na Ural, ale nie pozwala sie trwac naszej tozsamosci. Wolna Polska dazy do calkowitego zasymilowania mnie i moich pobratymców. Zasymilowania, czyli ujednolicenia w ramach ustandaryzowanej polskosci. Zasymilowania, czyli wydarcia slaskosci z serca mojego i moich ziomków. Proces ten nazywa sie eufemistycznie „integracja”. Nie jestesmy podmiotem wolnego polskiego panstwa, jestesmy w tym panstwie w dalszym ciagu przedmiotem. Podmiot to ktos, kto wspóldecyduje i ktos dla kogo to panstwo istnieje. Przedmiot to cos, z czym cos sie robi bez pytania go o zdanie. Najbardziej boli, gdy przykrosc spotyka nas ze strony bliskich. Mnie najbardziej boli, ze mojej slaskosci w wiekszosci nie akceptuja Polacy przyznajacy sie do wiary w Boga i wyznajacy poglady prawicowe. Moja slaskosc w duzej czesci nie jest akceptowana w polskim Kosciele. Z grubsza rzecz biorac polskosc mozna rozumiec na dwa sposoby. Mozna ja rozumiec w sposób szeroki i otwarty, tak jak to bylo w Rzeczypospolitej z czasów jej swietnosci. W tej Rzeczy-pospolitej miescil sie niemieckojezyczny Prusak Mikolaj Kopernik, ruska szlachta, zydowskie mieszczanstwo oraz wiele innych nacji i etnicznosci. W takiej Rzeczypospolitej doskonale zmiescilby sie mój Slask. Istnieje tez bardzo zawezone pojecie polskosci, które pojawilo sie po rozbiorach, a utrwalilo w wieku dwudziestym. Pojecie to kaze rozumiec polskosc jako jednakowosc, a w róznorodnosci etnicznej upatruje zagrozenie. „Racja stanu” uzasadnia wiec rozmywanie i niszczenie etnicznosci. W tak rozumianej polskosci nie ma dla mnie miejsca. W tym rozumieniu Polakiem nie jestem i nigdy nie bylem, poniewaz moja mowa, moja tradycja, moja swiadomosc nie przystawaly i nie przystaja do standardu. Niestety wolna Polska, na która czekalem, a szczególnie ta Polska prawicowa, prawdopodobnie ze strachu przed nowym, coraz wyrazniej przechyla sie ku temu zamknietemu i waskiemu rozumieniu narodowosci. Moja slaskosc jest wiec postrzegana jako niebezpieczna, a mój upór staje sie grzechem przeciwko narodowi. Patriotycznym i chrzescijanskim obowiazkiem Slazaka jest poddanie sie asymilacji. I widze, jak dzien po dniu ta moja swojskosc-slaskosc topnieje z jednej strony pod naporem Mac-swiata w polskim opakowaniu, a z drugiej pod wplywem prawicowych, narodowych fobii. Jaki wiec sens ma dla mnie bycie Polakiem? Jaki sens ma dla mnie naród, który mnie nie akceptuje. Po co mi ojczyzna bez jezyka, tradycji i dziejów moich ojców. Jesli organizujemy sie razem w jedno panstwo, to nie po to, zeby jedni narzucali cos drugim, ale po to, zeby nawzajem i razem chronic rzeczy, które sa dla nas drogie. Polskosc moglaby miec dla mnie sens, ale tylko wtedy, gdyby wspierala moja slaskosc i pomagala mi stawac sie w niej doskonalszym czlowiekiem. A to juz brzmi prawie jak zasada pomocniczosci, znana z katolickiej nauki spolekiej nauki spole wieksze sa moralnie godziwe, jesli nie zastepuja wspólnot mniejszych, ale wspieraja je w tych zadaniach, których mniejsze wspólnoty nie sa w stanie wypelnic. Tymczasem póki co polskosc wdziera sie w moje zycie i zamiast moja pierwotna slaskosc wspierac, brutalnie zada jej amputacji. Amputacja taka choc bolesna, jest mozliwa. Tylko po co na miejsce amputowanej slaskosci przyszywac ustandaryzowana polskosc. Tylko, czy po takiej amputacji mozliwa jest jeszcze jakakolwiek tozsamosc narodowa albo etniczna. Dla mnie tozsamosc nie moze byc czyms czysto utylitarnym („tam ojczyzna, gdzie lepiej”). Podstawa tozsamosci musi byc pewien zwiazek emocjonalny z jakas zbiorowoscia i jej kultura. Jesli mój zwiazek emocjonalny ze slaskoscia zostalby przeciety, jakakolwiek tozsamosc przyszyta na jego miejsce bylaby czyms sztucznym i bardzo plytkim. Tak pojeta polskosc bylaby rzeczywiscie tylko pewnym „interfejsem”, który umozliwia mi funkcjonowanie w otoczeniu Polaków i kontakt ze swiatem. Tak pojeta polskosc bylaby przy tym czyms zupelnie przypadkowym, gdyz wynikalaby tylko z tego, ze urodzilem sie akurat tu i akurat w tym, a nie innym czasie. Gdyby moi przodkowie zdecydowali sie zgermanizowac, bylbym Niemcem. Gdyby Prusy nie zabraly Slaska Austrii dwa i pól wieku temu, prawdopodobnie najbardziej naturalny bylby dla mnie „interfejs” czeski. Tylko jesli juz decydujemy sie na przeprowadzenie tej bolesnej operacji, to po co przyszywac akurat „interfejs” polski. Polski „interfejs”, byc moze jest lepszy od slaskiego, ale niesie ze soba swoje wlasne ograniczenia. Jesli mamy nasze dzieci uczyc jezyka, który nie jest nasz, to dlaczego ma to byc „jedno z mniej znanych afrykanskich narzeczy”. Czy razem z „interfejsem” mamy przyswajac sobie wszystkie polskie fobie przed Wschodem i Zachodem i uprzedzenia wobec sasiadów? O ilez lepszy bylby „interfejs” angielski albo niemiecki!Przeciecie zwiazku z tradycja przodków, w której czlowiek wyrastal, w istocie prowadzi do „zglobalizowania sie” i czesciowo do nihilizmu. Prawdziwa tozsamosc ksztaltuje sie przez setki lat, przechodzac z pokolenia na pokolenie. Nie da sie przeszczepic Mazowsza albo Malopolski na Slask. Chyba, ze godzimy sie na nihilizm. Mysle, ze tu jest jedna z najpowazniejszych przyczyn klopotów, jakie przezywa obecnie wolna Polska, a z nia Slask. O cóz wiec nam chodzi? Czy o pieniadze, czy o niepodlegle panstwo slaskie, czy o wyrzucenie z naszej ziemi obcych? Nie! Jak wszystko co zyje, po prostu chcemy trwac. Chcemy trwac nie tylko fizycznie. Chcemy trwac takze duchowo, a wiec chcemy, zeby trwaly rzeczy nam bliskie, nasza mowa, nasze obyczaje, nasza slaska swojskosc, dzieki której oswajamy otaczajaca nas przestrzen i mozemy czuc sie w niej dobrze, znajdujac w niej poczucie ladu, bezpieczenstwa i harmonii. Nie mozemy zgodzic sie na asymilacje. Nie mozemy zgodzic sie na bycie jakims niedoskonalym stanem przejsciowym na drodze do pelnej polskosci. Wiem, ze slaskosc istnieje i choc nie potrafie jej do konca sprecyzowac, chce ja zachowac. Nie interesuje mnie, czy ktos nazwie ja narodowoscia, etnicznoscia, jezykiem, dialektem, gwara, czy jeszcze jakos inaczej. Chce, zeby trwala! Jesli chcemy slaskosc zachowac, musimy to dazenie ukonkretnic. Ta nasza swojskosc wymaga doprecyzowania. Musimy sie zastanowic, co jest dla nas najwazniejsze, co chcemy zachowac lub twórczo przemienic, a czemu pozwalamy odejsc do przeszlosci. Wiadomo, ze nie da sie dzisiaj zyc tak, jak sto lat temu. Nasza nowa slaskosc musi byc na tyle elastyczna, zeby dostosowywac sie do nowych czasów i okolicznosci. Z drugiej strony musi byc w niej na tyle duzo naszej swojskosci, zebysmy mogli ja postrzegac jeszcze jako cos swojego, a nie juz jako cos obcego. Mysle, ze zadowalajaca odpowiedz na to pytanie nie zostala jeszcze podana. Byc moze dwanascie lat wolnosci, po których w dalszym ciagu nie wiadomo, czym okaze sie byc nowa Polska i czym Slask, to za malo, aby jakas dobra idea mogla sie wykluc. Mac-swiat proponuje nam wizje Slaska czysto ekonomiczna i utylitarna, Slaska traktowanego tylko jako pewna wspólnota interesów. Jest to wizja kraju bogatego, poprzecinanego autostradami, po których suna szybkie auta i pelnego nowoczesnych budowli, ale zupelnie wypranego z naszej swojskosci. No bo jak pogodzic ducha ograniczenia i ascezy, o którym pisal Bodzio, z dazeniem do sukcesu, jak pogodzic rodzinnosc z mobilnoscia, a nasz twardy jezyk z autoprezentacja. Narodowa prawica i Kosciól proponuja wizje Slaska jako czesci Polski podobnej do innych i zamieszkalej przez Polaków takich samych, jak w innych czesciach kraju. W tej wizji tez nie ma miejsca na nasza etnicznosc. Na Slasku maja po prostu mieszkac dobrzy, uczciwi ludzie - Polacy. Nasza etnicznosc ma sie roztopic w polskosci, mamy ja zlozyc narodowi w ofierze. Ale ja chce, zeby ona trwala. Tozsamosci etnicznej i narodowej nie daje sie wyjasnic jedynie wartosciami uniwersalnymi. Moja narodowosc jest wartoscia tylko dla mnie i moich pobratymców, nie ma ona wiekszego znaczenia np. dla Portugalczyka, podobnie jak jego portugalskosc nie jest istotna dla mnie. Gdybysmy mieli sie opierac jedynie na wartosciach wspólnych dla calej ludzkosci (uczciwosc, dobroc, pracowitosc) , nalezaloby zlikwidowac wszystkie narody, takze polski. Niektórzy dzialacze naszych lokalnych elit (Zwiazek Górnoslaski) cos tam bredza o jakiejs potrójnej tozsamosci polsko-niemiecko-czeskiej. Moze to i prawda, tylko ze doswiadczenie ostatnich lat pokazuje, ze ta mityczna tozsamosc jest jeszcze bardziej mglista i niekonkretna, niz moje opowiadanie o slaskosci-swojskosci. Jesli chce sie cos zrobic, najpierw trzeba skonkretyzowac cel. Poniewaz przez dwanascie lat ta konkretyzacja nie nastapila, potrójna tozsamosc stala sie pustym haslem do wykorzystania w przemówieniach wyglaszanych na organizowanych za pieniadze podatnika akademiach z okazji „kolejnej okraglej rocznicy”. Ludzie skupieni wokól Ruchu Autonomii Slaska chca chronic slaskosc poprzez wywalczenie autonomii dla regionu, a takze przez formalno-prawne zalegalizowanie istnienia naszej etnicznosci jako narodowosci. Obie te rzeczy budza zdecydowany opór ze strony Polaków. Autonomia i samorzadnosc sa rzecza dobra, tylko ze jesli chcemy autonomii, to zapewne nie dla niej samej, ale po to, zeby za jej pomoca cos osiagnac. Jesli chodzi tylko o wiecej pieniedzy, to ta wizja nie odbiega za bardzo od wizji Mac-swiata. Zapewne wiec chodzi o cos innego. Otóz wydaje mi sie, ze w istocie chodzi o ochrone tej naszej swojskosci, której jednak nie udalo sie zalozycielom stowarzyszenia skonkretyzowac. W tej sytuacji slowo „autonomia” stalo sie pewnym wytrychem, ersatzem, w którym wyczuwam strach przed obcymi i dazenie do odseparowania sie od nich. Sama autonomia, podobnie jak uznanie narodowosci, nic nam nie da, jesli nie bedziemy wiedzieli, co z tym zrobic. Spróbujmy wiec to nasze pragnienie zachowania swojskosci skonkretyzowac. Byc moze okaze sie wtedy, ze wiele mozemy osiagnac tymi narzedziami i srodkami, jakie juz mamy (np. samorzad gminny i powiatowy) bez antagonizowania ludzi nie poczuwajacych sie do naszej slaskosci, a zyjacych na Slasku obok nas. Do mnie najbardziej przemawia droga obrana przez Kaszubów. Uwazam, ze ostoja naszej nowoczesnej tozsamosci powinna stac sie mowa. Mowa ta musi jednak zostac uporzadkowana i przetworzona w jezyk literacki. Mojej slaskosci nie chce pojmowac jako cos zamknietego i majacego zastapic polskosc. Nie chce sie odcinac ani od kultury polskiej, ani niemieckiej, ani zadnej innej. Chce, aby moja slaskosc stala sie pewna „wartoscia dodana”, z której czerpac beda mogli inni. Do tej mowy dodalbym jeszcze pamiec o dziejach przodków, czyli historie, ale pelna, a nie wybiórcza. Marzy mi sie Slask nie zunifikowany, ale wieloetniczny, na którym zyja w zgodzie ludzie uwazajacy sie za Polaków, za Niemców, za Slazaków (niezaleznie od tego, czy nazwiemy ich narodem, czy nie), a takze wszystkie stany posrednie. Chcialbym, aby wszystkie te spolecznosci wzajemnie sie zaakceptowaly, uszanowaly swoje istnienie i umialy wspólpracowac dla wspólnego dobra bez dazenia do zasymilowania kogokolwiek. Chcialbym, zeby zamiast slowa „integracja” zaczeto uzywac slowa „zgoda”. Nie wymagajmy od ludzi deklaracji narodowych rozumianych w waskim sensie i wzajemnie sie wykluczajacych. Zyjac w spoleczenstwie wieloetnicznym czlowiek wchodzi w relacje z czlonkami róznych narodowosci, zaprzyjaznia sie z nimi, zakochuje sie. Po pewnym czasie zaczyna z nimi wspól-czuc, staje sie troche Niemcem, troche Zydem, troche Ukraincem. Mozna byc jednoczesnie Polakiem i Zydem, mozna byc jednoczesnie Polakiem, Slazakiem i Niemcem. To jest bardziej naturalne niz bycie tylko Polakiem. Wymaganie od takiego czlowieka jednoznacznego opowiedzenia sie po tej, czy tamtej stronie jest tak beznadziejne, jak wymaganie od dziecka rozwodzacych sie rodziców, by zdecydowalo, czy chce byc z mama, czy z tata. Skoro jednak wybierac mi kaza, staje zdecydowanie po stronie tego, co dla mnie bardziej wewnetrzne, pierwotne i naturalne - po stronie slaskosci. Polskosc przyszla do mnie jako cos wtórnego, a czesto tej mojej pierwotnej slaskosci wrogiego. Mysle, ze Slask taki, jaki mi sie marzy, bylby szansa takze dla Polski. Polacy niszczac nasza i inne etnicznosci, choc sami tego nie rozumieja, okaleczaja siebie i swój kraj. Moglismy i nadal mozemy byc „perla w koronie” i „sola ziemi czarnej”. Lecz jesli sól utraci swój smak, to czymze ja posolic ...Jozek

Jozek
- Tuesday, March 25, 2003 at 05:37:01 (CST)


Mój Slask, moja Polska, mój swiat,-Jestem Slazakiem. To dla mnie tak oczywiste, jak to, ze bije we mnie serce i ze oddycham. Slaskosc mnie boli. Ten ból, czasem bardziej realny od bólu fizycznego, jest dla mnie dowodem na to, ze to cos istnieje.Przez wiele lat moja tozsamosc nie stanowila dla mnie problemu. Wychowalem sie na Slasku wiejskim, w otoczeniu, w którym moi pobratymcy stanowili ogromna wiekszosc. Slaskosc przez wiele lat byla dla mnie jedynym swiatem, jaki znalem. Nie zmienila tego nawet szkola. Dopóki chodzilem do szkoly w mojej miejscowosci, do kolegów sie godalo, do „pani” sie mówilo, ale tylko na lekcji, bo poza lekcja czasami nawet z „pania” mozna sobie bylo pogodac. Polska byla w telewizji, w szkole, w ksiazkach, byla czyms dalekim i egzotycznym. Slaskosc byla czyms tak naturalnym, jak powietrze, którym sie oddycha bezwiednie i którego sie nawet nie zauwaza, albo jak chleb, po który zawsze mozna bylo siegnac. Slask byl w naszej pracy na polu u dziadków, w opowiadaniach o staroszkach, którzy na gospodarce przezyli sto lat, w ómie, która opiekowala sie nami w zastepstwie rodziców, w parze golebi, która dziadek przeznaczal na obiad dla wnuków. Slask byl tez w zdziwieniu dziadka, który chcial sobie „wyrobic emeryture” pracujac w PeGeeRze i nie mógl sie nadziwic dialektycznemu cudowi komunizmu - „jak to sie dzieje, ze oni chodza pijani, tyle dobra marnuja, a ciagle maja pieniadze i prosperuja”. Tylko czasami glosy doroslych zamienialy sie w szept, gdy ujkowie wieczorami rozprawiali o sluzbie w trzech armiach, wspominali o tym, jak bylo za Niymca, a jak za staryj Polski.Czasami ta egzotyczna polskosc objawiala sie, jako cos wrogiego naszej slaskosci, np. w postaci naslanych z Czestochowy na urzedy „Poloków”, albo nawiedzonych nauczycieli polonizatorów. Ale to byly raczej problemy doroslych, zaslyszane w podsluchanych mimowolnie rozmowach. Zreszta byla jeszcze jedna bardzo istotna okolicznosc. O to wszystko mozna bylo obwinic komune. Gdy zaczynalem dorastac wybuchla w Polsce „Solidarnosc”. To sprawialo, ze slaskosc z polskoscia latwo bylo mi pogodzic. Moje pierwsze brutalne odczucie polskosci nastapilo, gdy po ukonczeniu szkoly podstawowej poszedlem do ogólniaka w miescie. Nie przyszlo mi do glowy, zeby moja etnicznosc przed kimkolwiek ukrywac. I spotkalo mnie odrzucenie. Moja slaskosc i wiejskosc zostaly wydrwione. Pierwsze lata nauki w ogólniaku zapamietalem jako doswiadczenie upokorzenia. Najbolesniejsze bylo to doznane ze strony rówiesników. I tu sie zacialem. Nie wiem dlaczego, ale uparlem sie, ze nie bede sie ani mojej mowy, ani mojego wiejskiego pochodzenia wstydzil. Mysle, ze odczuwalem jakies poczucie osobistej godnosci, które nie pozwolilo mi wyprzec sie siebie. Kosztowalo mnie to wiele bólu, ale przetrwalem. Bylem od nich zdolniejszy, pracowitszy, twardszy. Mimo tego mocnego negatywnego doswiadczenia nie nastapil we mnie jakis radykalny konflikt miedzy polskoscia i slaskoscia. Znowu o wszystko obwinialem komune. Przeciwko komunie bylismy wszyscy, bez róznicy polskojezyczni i slaskojezyczni. Bylismy po jednej stronie barykady, po drugiej byli tzw. „oni”. Bohaterstwo, poswiecenie, zaangazowanie dla Sprawy, to wszystko pociagalo, imponowalo. Wiekszosc moich ówczesnych znajomych przewinela sie przez oaze. Na pielgrzymkach spiewalismy „Piesn konfederatów barskich”, nocami sluchalismy „Wolnej Europy” i z wypiekami na twarzy szeptalismy sobie plotki o tym, gdzie ukrywa sie Zbyszek Bujak. Polske idealizowalismy. Latwo bylo to zrobic, bo tej wolnej Polski nie bylo. Wydawalo sie nam, ze jak tylko sowieci sie wyniosa, bedzie u nas raj na ziemi. Pamietam, ze kiedys na lekcjach polskiego przerabialismy publicystyke Edmunda Osmanczyka, który z pozycji polskiego patrioty, a jednak dosc krytycznie, wypowiadal sie o Polakach, porównujac ich z Niemcami, którzy wlasnie przegrali wojne. Wpisywalo sie to dosc dobrze w propagande schylkowego okresu komuny, propagande szukajaca przyczyn upadku panstwa w „wadach narodowych”. Pamietam, ze wtedy jako jedyny odwazylem sie zaprotestowac i zawziecie polemizowalem z polonistka. Bylem jak Gabriel Basista, w filmie „Sól ziemi czarnej” ogladajacy Polske z daleka, przez lunete, jak marzenie, jak ludowa basn. Jedyna Polska, jaka wtedy znalem, to kilka wsi z moich okolic plus patriotyczno-heroiczna mitologia. I ta wolna Polska do nas przyszla, zostala nam podarowana za darmo, jak manna z nieba zrzucona Zydom na pustyni. Ta wolna Polska do nas przyszla i rozczarowala. Rozczarowala mnie tak samo, jak pokolenie Gabrielów Basistów, do którego nalezal mój pradziadek powstaniec. I okazalo sie, ze z tych naszych wszystkich idealów nic nie zostalo. Nagle Polacy zaczeli sie modlic do sukcesu, idac do niego po trupach sasiadów, zamiast prostoty wybrali zycie lekkie, latwe, przyjemne i glupie, a poswiecenie i solidarnosc zamienili na zasade „smierc frajerom”. I nie potrafilem wpasowac mojej slaskosci w swiat dobrze umotywowanych i „wartosci swej w pelni swiadomych” nosicieli telefonów komórkowych, cwanych polityków i pograzonego w marazmie proletariatu, którego aktywnosc zyciowa ogranicza sie do drobnych oszustw, walenia piescia w stól i krzyku „a mnie sie nalezy, a mysmy sobie wywalczyli”. I pomyslalo mi sie, czy czasem Osmanczyk nie mial racji. I moja polskosc topniala z kazdym nowym zwyciestwem postkomuny, z kazda nowa afera narodowo-katolickiej „prawicy”, by niedawno ostatecznie lec w gruzach. I zaczalem czuc te róznice. Nie wiem, czy jestem Polakiem. Wiem na pewno, ze nie jestem Polakiem standardowym, nie jestem takim Polakiem, jak inni. Górny Slask, przynajmniej ten, który znam i pamietam, jest inny. Moje rozczarowanie nie wiaze sie tylko z inwazja Mac-swiata. Wierzylem gleboko w to, ze wolna Polska wezmie moja slaska etnicznosc w obrone. Przeciez przed wojna Slask mial szeroka autonomie. Nic takiego sie nie stalo, a pod pewnymi wzgledami jest gorzej, niz za komuny. Pamietam, ze w czasach komunistycznych Slask budzil pewien respekt. Przedstawiano Slazaków jako ludzi ciezkiej pracy, prostych, ale twardych i godnych szacunku. To wszystko zmienilo sie po roku 1990. Nastala wprawdzie pewna moda na slaskosc, ale slaskosc ta odarto calkowicie z jej ducha, sprowadzajac ja do swoistego slaskiego zoo, w którym mozna sobie poogladac rózne okazy prymitywnego folkloru. (I jest calkiem mozliwe, ze tylko takie zoo nam pozostanie, bo to prawdziwe zoo ponoc bankrutuje). Dzisiaj Slask postrzegany jest jako zatruta czarna dziura zasiedlona jakimis zdegenerowanymi pólglówkami. Tak samo, jak przed laty, upokorzenie jest czestym doswiadczeniem mówiacego po slasku i przyznajacego sie do swojej etnicznosci. Mysle, ze Polacy nigdy Slaska nie zaakceptowali takim, jaki on jest, nie uznali go za czesc swojej polskosci. Polacy zawsze traktowali Slask jako teren, który dopiero ma sie na ich polskosc nawrócic. Polacy nigdy nie uznali za swoja naszej mowy. Gdyby bylo inaczej, nauczyciele polonisci nie byliby trenowani, jak unikac slaskiego akcentu („ ... musisz mówic tak, zeby nikt nie poznal, ze jestes ze Slaska”) i jak oduczac dzieci mówienia po slasku. Gdyby bylo inaczej, p. redaktor Smolorz nie musialby sie skarzyc, ze urzednicy w katowickim magistracie notorycznie przekrecaja jego nazwisko zamieniajac jego slaskie brzmienie na mniej drazniace dla polskiego ucha „Smolarz”. Polacy nigdy nie uznali za swoja historii naszej ziemi. W szkolnych podrecznikach do nauki historii znajdziemy wiecej informacji o rewolucji francuskiej i ekspansji kolonialnej Anglii niz o dziejach Slaska, które przez szesc wieków toczyly sie calkiem odmiennie od dziejów panstwa polskiego. Dlatego po dwunastu latach demokracji slaskie miasta nadal zaludnione sa ludzmi wykorzenionymi, w ogóle nie znajacymi czesto bogatej przeszlosci swych miejscowosci, ich zabytków i pomników kultury. Jesli naród przyrównalibysmy do rodziny, to jego spisane dzieje moglibysmy przyrównac do rodzinnego albumu ze zdjeciami, w którym dokumentuje sie najwazniejsze wydarzenia z zycia bliskich osób. W tym albumie, którym jest spisana historia Polski, nie ma zdjec ze Slaska. Wniosek cisnie sie na usta sam. Ludzie, którzy ten album ukladali nie uznali nas za swoich bliskich, za czlonków swojej narodowej rodziny. Polska przejmujac pod swoje zwierzchnictwo nowe ziemie na Zachodzie powinna byla sie poszerzyc nie tylko w sensie terytorialnym, ale takze duchowym. Pojecie polskosci powinno zostac rozszerzone o Slask taki, jakim on byl. Stalo sie jednak inaczej. Polska potraktowala Slask jako swego rodzaju „lebensraum” do zasiedlenia przez nowych standardowych Polaków. Chcemy ziemi, chcemy fabryk, chcemy domów, ale nie chcemy historii, kultury i jezyka mieszkanców tego terenu. Pod tym wzgledem dzisiejsza Polska nie rózni sie od Niemiec Bismarcka. Mój pradziadek przystapil do powstania nie po to, zeby Slask stal sie jeszcze jednym Mazowszem albo jeszcze jedna Malopolska. Ryzykowal zycie po to, zeby Slask mógl pozostac Slaskiem i zeby nasza swojskosc przetrwala. Jak mu sie wtedy wydawalo, dobrym sposobem na to bylo zwiazanie sie z Polska. Na poczatku bylem pelny zapalu. Dalem tej wolnej Polsce duzy kredyt zaufania. Czekalem, bo przeciez wszystkiego nie uda sie naprawic od razu. Czekalem dwanascie lat - okres wystarczajaco dlugi, zeby przynajmniej cos zaczac i w ten sposób wyrazic swoje intencje. Teraz moja wiara we wparcie ze strony Polski sie wyczerpala. Wiem, ze jesli sami sie nie upomnimy o swoje, zginiemy. Moja slaska etnicznosc jest dla dzisiejszej Polski klopotliwa historyczna zaszloscia, jakims „brakujacym ogniwem” ewolucji prowadzacej do pelnego „powrotu na lono narodu”. Wolna Polska ignoruje ta etnicznosc przy podziale administracyjnym, przy ukladaniu programów szkolnych. Slazaków wprawdzie nie wysiedla sie juz i nie zsyla na Ural, ale nie pozwala sie trwac naszej tozsamosci. Wolna Polska dazy do calkowitego zasymilowania mnie i moich pobratymców. Zasymilowania, czyli ujednolicenia w ramach ustandaryzowanej polskosci. Zasymilowania, czyli wydarcia slaskosci z serca mojego i moich ziomków. Proces ten nazywa sie eufemistycznie „integracja”. Nie jestesmy podmiotem wolnego polskiego panstwa, jestesmy w tym panstwie w dalszym ciagu przedmiotem. Podmiot to ktos, kto wspóldecyduje i ktos dla kogo to panstwo istnieje. Przedmiot to cos, z czym cos sie robi bez pytania go o zdanie. Najbardziej boli, gdy przykrosc spotyka nas ze strony bliskich. Mnie najbardziej boli, ze mojej slaskosci w wiekszosci nie akceptuja Polacy przyznajacy sie do wiary w Boga i wyznajacy poglady prawicowe. Moja slaskosc w duzej czesci nie jest akceptowana w polskim Kosciele. Z grubsza rzecz biorac polskosc mozna rozumiec na dwa sposoby. Mozna ja rozumiec w sposób szeroki i otwarty, tak jak to bylo w Rzeczypospolitej z czasów jej swietnosci. W tej Rzeczy-pospolitej miescil sie niemieckojezyczny Prusak Mikolaj Kopernik, ruska szlachta, zydowskie mieszczanstwo oraz wiele innych nacji i etnicznosci. W takiej Rzeczypospolitej doskonale zmiescilby sie mój Slask. Istnieje tez bardzo zawezone pojecie polskosci, które pojawilo sie po rozbiorach, a utrwalilo w wieku dwudziestym. Pojecie to kaze rozumiec polskosc jako jednakowosc, a w róznorodnosci etnicznej upatruje zagrozenie. „Racja stanu” uzasadnia wiec rozmywanie i niszczenie etnicznosci. W tak rozumianej polskosci nie ma dla mnie miejsca. W tym rozumieniu Polakiem nie jestem i nigdy nie bylem, poniewaz moja mowa, moja tradycja, moja swiadomosc nie przystawaly i nie przystaja do standardu. Niestety wolna Polska, na która czekalem, a szczególnie ta Polska prawicowa, prawdopodobnie ze strachu przed nowym, coraz wyrazniej przechyla sie ku temu zamknietemu i waskiemu rozumieniu narodowosci. Moja slaskosc jest wiec postrzegana jako niebezpieczna, a mój upór staje sie grzechem przeciwko narodowi. Patriotycznym i chrzescijanskim obowiazkiem Slazaka jest poddanie sie asymilacji. I widze, jak dzien po dniu ta moja swojskosc-slaskosc topnieje z jednej strony pod naporem Mac-swiata w polskim opakowaniu, a z drugiej pod wplywem prawicowych, narodowych fobii. Jaki wiec sens ma dla mnie bycie Polakiem? Jaki sens ma dla mnie naród, który mnie nie akceptuje. Po co mi ojczyzna bez jezyka, tradycji i dziejów moich ojców. Jesli organizujemy sie razem w jedno panstwo, to nie po to, zeby jedni narzucali cos drugim, ale po to, zeby nawzajem i razem chronic rzeczy, które sa dla nas drogie. Polskosc moglaby miec dla mnie sens, ale tylko wtedy, gdyby wspierala moja slaskosc i pomagala mi stawac sie w niej doskonalszym czlowiekiem. A to juz brzmi prawie jak zasada pomocniczosci, znana z katolickiej nauki spolekiej nauki spole wieksze sa moralnie godziwe, jesli nie zastepuja wspólnot mniejszych, ale wspieraja je w tych zadaniach, których mniejsze wspólnoty nie sa w stanie wypelnic. Tymczasem póki co polskosc wdziera sie w moje zycie i zamiast moja pierwotna slaskosc wspierac, brutalnie zada jej amputacji. Amputacja taka choc bolesna, jest mozliwa. Tylko po co na miejsce amputowanej slaskosci przyszywac ustandaryzowana polskosc. Tylko, czy po takiej amputacji mozliwa jest jeszcze jakakolwiek tozsamosc narodowa albo etniczna. Dla mnie tozsamosc nie moze byc czyms czysto utylitarnym („tam ojczyzna, gdzie lepiej”). Podstawa tozsamosci musi byc pewien zwiazek emocjonalny z jakas zbiorowoscia i jej kultura. Jesli mój zwiazek emocjonalny ze slaskoscia zostalby przeciety, jakakolwiek tozsamosc przyszyta na jego miejsce bylaby czyms sztucznym i bardzo plytkim. Tak pojeta polskosc bylaby rzeczywiscie tylko pewnym „interfejsem”, który umozliwia mi funkcjonowanie w otoczeniu Polaków i kontakt ze swiatem. Tak pojeta polskosc bylaby przy tym czyms zupelnie przypadkowym, gdyz wynikalaby tylko z tego, ze urodzilem sie akurat tu i akurat w tym, a nie innym czasie. Gdyby moi przodkowie zdecydowali sie zgermanizowac, bylbym Niemcem. Gdyby Prusy nie zabraly Slaska Austrii dwa i pól wieku temu, prawdopodobnie najbardziej naturalny bylby dla mnie „interfejs” czeski. Tylko jesli juz decydujemy sie na przeprowadzenie tej bolesnej operacji, to po co przyszywac akurat „interfejs” polski. Polski „interfejs”, byc moze jest lepszy od slaskiego, ale niesie ze soba swoje wlasne ograniczenia. Jesli mamy nasze dzieci uczyc jezyka, który nie jest nasz, to dlaczego ma to byc „jedno z mniej znanych afrykanskich narzeczy”. Czy razem z „interfejsem” mamy przyswajac sobie wszystkie polskie fobie przed Wschodem i Zachodem i uprzedzenia wobec sasiadów? O ilez lepszy bylby „interfejs” angielski albo niemiecki!Przeciecie zwiazku z tradycja przodków, w której czlowiek wyrastal, w istocie prowadzi do „zglobalizowania sie” i czesciowo do nihilizmu. Prawdziwa tozsamosc ksztaltuje sie przez setki lat, przechodzac z pokolenia na pokolenie. Nie da sie przeszczepic Mazowsza albo Malopolski na Slask. Chyba, ze godzimy sie na nihilizm. Mysle, ze tu jest jedna z najpowazniejszych przyczyn klopotów, jakie przezywa obecnie wolna Polska, a z nia Slask. O cóz wiec nam chodzi? Czy o pieniadze, czy o niepodlegle panstwo slaskie, czy o wyrzucenie z naszej ziemi obcych? Nie! Jak wszystko co zyje, po prostu chcemy trwac. Chcemy trwac nie tylko fizycznie. Chcemy trwac takze duchowo, a wiec chcemy, zeby trwaly rzeczy nam bliskie, nasza mowa, nasze obyczaje, nasza slaska swojskosc, dzieki której oswajamy otaczajaca nas przestrzen i mozemy czuc sie w niej dobrze, znajdujac w niej poczucie ladu, bezpieczenstwa i harmonii. Nie mozemy zgodzic sie na asymilacje. Nie mozemy zgodzic sie na bycie jakims niedoskonalym stanem przejsciowym na drodze do pelnej polskosci. Wiem, ze slaskosc istnieje i choc nie potrafie jej do konca sprecyzowac, chce ja zachowac. Nie interesuje mnie, czy ktos nazwie ja narodowoscia, etnicznoscia, jezykiem, dialektem, gwara, czy jeszcze jakos inaczej. Chce, zeby trwala! Jesli chcemy slaskosc zachowac, musimy to dazenie ukonkretnic. Ta nasza swojskosc wymaga doprecyzowania. Musimy sie zastanowic, co jest dla nas najwazniejsze, co chcemy zachowac lub twórczo przemienic, a czemu pozwalamy odejsc do przeszlosci. Wiadomo, ze nie da sie dzisiaj zyc tak, jak sto lat temu. Nasza nowa slaskosc musi byc na tyle elastyczna, zeby dostosowywac sie do nowych czasów i okolicznosci. Z drugiej strony musi byc w niej na tyle duzo naszej swojskosci, zebysmy mogli ja postrzegac jeszcze jako cos swojego, a nie juz jako cos obcego. Mysle, ze zadowalajaca odpowiedz na to pytanie nie zostala jeszcze podana. Byc moze dwanascie lat wolnosci, po których w dalszym ciagu nie wiadomo, czym okaze sie byc nowa Polska i czym Slask, to za malo, aby jakas dobra idea mogla sie wykluc. Mac-swiat proponuje nam wizje Slaska czysto ekonomiczna i utylitarna, Slaska traktowanego tylko jako pewna wspólnota interesów. Jest to wizja kraju bogatego, poprzecinanego autostradami, po których suna szybkie auta i pelnego nowoczesnych budowli, ale zupelnie wypranego z naszej swojskosci. No bo jak pogodzic ducha ograniczenia i ascezy, o którym pisal Bodzio, z dazeniem do sukcesu, jak pogodzic rodzinnosc z mobilnoscia, a nasz twardy jezyk z autoprezentacja. Narodowa prawica i Kosciól proponuja wizje Slaska jako czesci Polski podobnej do innych i zamieszkalej przez Polaków takich samych, jak w innych czesciach kraju. W tej wizji tez nie ma miejsca na nasza etnicznosc. Na Slasku maja po prostu mieszkac dobrzy, uczciwi ludzie - Polacy. Nasza etnicznosc ma sie roztopic w polskosci, mamy ja zlozyc narodowi w ofierze. Ale ja chce, zeby ona trwala. Tozsamosci etnicznej i narodowej nie daje sie wyjasnic jedynie wartosciami uniwersalnymi. Moja narodowosc jest wartoscia tylko dla mnie i moich pobratymców, nie ma ona wiekszego znaczenia np. dla Portugalczyka, podobnie jak jego portugalskosc nie jest istotna dla mnie. Gdybysmy mieli sie opierac jedynie na wartosciach wspólnych dla calej ludzkosci (uczciwosc, dobroc, pracowitosc) , nalezaloby zlikwidowac wszystkie narody, takze polski. Niektórzy dzialacze naszych lokalnych elit (Zwiazek Górnoslaski) cos tam bredza o jakiejs potrójnej tozsamosci polsko-niemiecko-czeskiej. Moze to i prawda, tylko ze doswiadczenie ostatnich lat pokazuje, ze ta mityczna tozsamosc jest jeszcze bardziej mglista i niekonkretna, niz moje opowiadanie o slaskosci-swojskosci. Jesli chce sie cos zrobic, najpierw trzeba skonkretyzowac cel. Poniewaz przez dwanascie lat ta konkretyzacja nie nastapila, potrójna tozsamosc stala sie pustym haslem do wykorzystania w przemówieniach wyglaszanych na organizowanych za pieniadze podatnika akademiach z okazji „kolejnej okraglej rocznicy”. Ludzie skupieni wokól Ruchu Autonomii Slaska chca chronic slaskosc poprzez wywalczenie autonomii dla regionu, a takze przez formalno-prawne zalegalizowanie istnienia naszej etnicznosci jako narodowosci. Obie te rzeczy budza zdecydowany opór ze strony Polaków. Autonomia i samorzadnosc sa rzecza dobra, tylko ze jesli chcemy autonomii, to zapewne nie dla niej samej, ale po to, zeby za jej pomoca cos osiagnac. Jesli chodzi tylko o wiecej pieniedzy, to ta wizja nie odbiega za bardzo od wizji Mac-swiata. Zapewne wiec chodzi o cos innego. Otóz wydaje mi sie, ze w istocie chodzi o ochrone tej naszej swojskosci, której jednak nie udalo sie zalozycielom stowarzyszenia skonkretyzowac. W tej sytuacji slowo „autonomia” stalo sie pewnym wytrychem, ersatzem, w którym wyczuwam strach przed obcymi i dazenie do odseparowania sie od nich. Sama autonomia, podobnie jak uznanie narodowosci, nic nam nie da, jesli nie bedziemy wiedzieli, co z tym zrobic. Spróbujmy wiec to nasze pragnienie zachowania swojskosci skonkretyzowac. Byc moze okaze sie wtedy, ze wiele mozemy osiagnac tymi narzedziami i srodkami, jakie juz mamy (np. samorzad gminny i powiatowy) bez antagonizowania ludzi nie poczuwajacych sie do naszej slaskosci, a zyjacych na Slasku obok nas. Do mnie najbardziej przemawia droga obrana przez Kaszubów. Uwazam, ze ostoja naszej nowoczesnej tozsamosci powinna stac sie mowa. Mowa ta musi jednak zostac uporzadkowana i przetworzona w jezyk literacki. Mojej slaskosci nie chce pojmowac jako cos zamknietego i majacego zastapic polskosc. Nie chce sie odcinac ani od kultury polskiej, ani niemieckiej, ani zadnej innej. Chce, aby moja slaskosc stala sie pewna „wartoscia dodana”, z której czerpac beda mogli inni. Do tej mowy dodalbym jeszcze pamiec o dziejach przodków, czyli historie, ale pelna, a nie wybiórcza. Marzy mi sie Slask nie zunifikowany, ale wieloetniczny, na którym zyja w zgodzie ludzie uwazajacy sie za Polaków, za Niemców, za Slazaków (niezaleznie od tego, czy nazwiemy ich narodem, czy nie), a takze wszystkie stany posrednie. Chcialbym, aby wszystkie te spolecznosci wzajemnie sie zaakceptowaly, uszanowaly swoje istnienie i umialy wspólpracowac dla wspólnego dobra bez dazenia do zasymilowania kogokolwiek. Chcialbym, zeby zamiast slowa „integracja” zaczeto uzywac slowa „zgoda”. Nie wymagajmy od ludzi deklaracji narodowych rozumianych w waskim sensie i wzajemnie sie wykluczajacych. Zyjac w spoleczenstwie wieloetnicznym czlowiek wchodzi w relacje z czlonkami róznych narodowosci, zaprzyjaznia sie z nimi, zakochuje sie. Po pewnym czasie zaczyna z nimi wspól-czuc, staje sie troche Niemcem, troche Zydem, troche Ukraincem. Mozna byc jednoczesnie Polakiem i Zydem, mozna byc jednoczesnie Polakiem, Slazakiem i Niemcem. To jest bardziej naturalne niz bycie tylko Polakiem. Wymaganie od takiego czlowieka jednoznacznego opowiedzenia sie po tej, czy tamtej stronie jest tak beznadziejne, jak wymaganie od dziecka rozwodzacych sie rodziców, by zdecydowalo, czy chce byc z mama, czy z tata. Skoro jednak wybierac mi kaza, staje zdecydowanie po stronie tego, co dla mnie bardziej wewnetrzne, pierwotne i naturalne - po stronie slaskosci. Polskosc przyszla do mnie jako cos wtórnego, a czesto tej mojej pierwotnej slaskosci wrogiego. Mysle, ze Slask taki, jaki mi sie marzy, bylby szansa takze dla Polski. Polacy niszczac nasza i inne etnicznosci, choc sami tego nie rozumieja, okaleczaja siebie i swój kraj. Moglismy i nadal mozemy byc „perla w koronie” i „sola ziemi czarnej”. Lecz jesli sól utraci swój smak, to czymze ja posolic ...Jozek

Jozek
- Tuesday, March 25, 2003 at 05:36:35 (CST)


Mój Slask, moja Polska, mój swiat,-Jestem Slazakiem. To dla mnie tak oczywiste, jak to, ze bije we mnie serce i ze oddycham. Slaskosc mnie boli. Ten ból, czasem bardziej realny od bólu fizycznego, jest dla mnie dowodem na to, ze to cos istnieje.Przez wiele lat moja tozsamosc nie stanowila dla mnie problemu. Wychowalem sie na Slasku wiejskim, w otoczeniu, w którym moi pobratymcy stanowili ogromna wiekszosc. Slaskosc przez wiele lat byla dla mnie jedynym swiatem, jaki znalem. Nie zmienila tego nawet szkola. Dopóki chodzilem do szkoly w mojej miejscowosci, do kolegów sie godalo, do „pani” sie mówilo, ale tylko na lekcji, bo poza lekcja czasami nawet z „pania” mozna sobie bylo pogodac. Polska byla w telewizji, w szkole, w ksiazkach, byla czyms dalekim i egzotycznym. Slaskosc byla czyms tak naturalnym, jak powietrze, którym sie oddycha bezwiednie i którego sie nawet nie zauwaza, albo jak chleb, po który zawsze mozna bylo siegnac. Slask byl w naszej pracy na polu u dziadków, w opowiadaniach o staroszkach, którzy na gospodarce przezyli sto lat, w ómie, która opiekowala sie nami w zastepstwie rodziców, w parze golebi, która dziadek przeznaczal na obiad dla wnuków. Slask byl tez w zdziwieniu dziadka, który chcial sobie „wyrobic emeryture” pracujac w PeGeeRze i nie mógl sie nadziwic dialektycznemu cudowi komunizmu - „jak to sie dzieje, ze oni chodza pijani, tyle dobra marnuja, a ciagle maja pieniadze i prosperuja”. Tylko czasami glosy doroslych zamienialy sie w szept, gdy ujkowie wieczorami rozprawiali o sluzbie w trzech armiach, wspominali o tym, jak bylo za Niymca, a jak za staryj Polski.Czasami ta egzotyczna polskosc objawiala sie, jako cos wrogiego naszej slaskosci, np. w postaci naslanych z Czestochowy na urzedy „Poloków”, albo nawiedzonych nauczycieli polonizatorów. Ale to byly raczej problemy doroslych, zaslyszane w podsluchanych mimowolnie rozmowach. Zreszta byla jeszcze jedna bardzo istotna okolicznosc. O to wszystko mozna bylo obwinic komune. Gdy zaczynalem dorastac wybuchla w Polsce „Solidarnosc”. To sprawialo, ze slaskosc z polskoscia latwo bylo mi pogodzic. Moje pierwsze brutalne odczucie polskosci nastapilo, gdy po ukonczeniu szkoly podstawowej poszedlem do ogólniaka w miescie. Nie przyszlo mi do glowy, zeby moja etnicznosc przed kimkolwiek ukrywac. I spotkalo mnie odrzucenie. Moja slaskosc i wiejskosc zostaly wydrwione. Pierwsze lata nauki w ogólniaku zapamietalem jako doswiadczenie upokorzenia. Najbolesniejsze bylo to doznane ze strony rówiesników. I tu sie zacialem. Nie wiem dlaczego, ale uparlem sie, ze nie bede sie ani mojej mowy, ani mojego wiejskiego pochodzenia wstydzil. Mysle, ze odczuwalem jakies poczucie osobistej godnosci, które nie pozwolilo mi wyprzec sie siebie. Kosztowalo mnie to wiele bólu, ale przetrwalem. Bylem od nich zdolniejszy, pracowitszy, twardszy. Mimo tego mocnego negatywnego doswiadczenia nie nastapil we mnie jakis radykalny konflikt miedzy polskoscia i slaskoscia. Znowu o wszystko obwinialem komune. Przeciwko komunie bylismy wszyscy, bez róznicy polskojezyczni i slaskojezyczni. Bylismy po jednej stronie barykady, po drugiej byli tzw. „oni”. Bohaterstwo, poswiecenie, zaangazowanie dla Sprawy, to wszystko pociagalo, imponowalo. Wiekszosc moich ówczesnych znajomych przewinela sie przez oaze. Na pielgrzymkach spiewalismy „Piesn konfederatów barskich”, nocami sluchalismy „Wolnej Europy” i z wypiekami na twarzy szeptalismy sobie plotki o tym, gdzie ukrywa sie Zbyszek Bujak. Polske idealizowalismy. Latwo bylo to zrobic, bo tej wolnej Polski nie bylo. Wydawalo sie nam, ze jak tylko sowieci sie wyniosa, bedzie u nas raj na ziemi. Pamietam, ze kiedys na lekcjach polskiego przerabialismy publicystyke Edmunda Osmanczyka, który z pozycji polskiego patrioty, a jednak dosc krytycznie, wypowiadal sie o Polakach, porównujac ich z Niemcami, którzy wlasnie przegrali wojne. Wpisywalo sie to dosc dobrze w propagande schylkowego okresu komuny, propagande szukajaca przyczyn upadku panstwa w „wadach narodowych”. Pamietam, ze wtedy jako jedyny odwazylem sie zaprotestowac i zawziecie polemizowalem z polonistka. Bylem jak Gabriel Basista, w filmie „Sól ziemi czarnej” ogladajacy Polske z daleka, przez lunete, jak marzenie, jak ludowa basn. Jedyna Polska, jaka wtedy znalem, to kilka wsi z moich okolic plus patriotyczno-heroiczna mitologia. I ta wolna Polska do nas przyszla, zostala nam podarowana za darmo, jak manna z nieba zrzucona Zydom na pustyni. Ta wolna Polska do nas przyszla i rozczarowala. Rozczarowala mnie tak samo, jak pokolenie Gabrielów Basistów, do którego nalezal mój pradziadek powstaniec. I okazalo sie, ze z tych naszych wszystkich idealów nic nie zostalo. Nagle Polacy zaczeli sie modlic do sukcesu, idac do niego po trupach sasiadów, zamiast prostoty wybrali zycie lekkie, latwe, przyjemne i glupie, a poswiecenie i solidarnosc zamienili na zasade „smierc frajerom”. I nie potrafilem wpasowac mojej slaskosci w swiat dobrze umotywowanych i „wartosci swej w pelni swiadomych” nosicieli telefonów komórkowych, cwanych polityków i pograzonego w marazmie proletariatu, którego aktywnosc zyciowa ogranicza sie do drobnych oszustw, walenia piescia w stól i krzyku „a mnie sie nalezy, a mysmy sobie wywalczyli”. I pomyslalo mi sie, czy czasem Osmanczyk nie mial racji. I moja polskosc topniala z kazdym nowym zwyciestwem postkomuny, z kazda nowa afera narodowo-katolickiej „prawicy”, by niedawno ostatecznie lec w gruzach. I zaczalem czuc te róznice. Nie wiem, czy jestem Polakiem. Wiem na pewno, ze nie jestem Polakiem standardowym, nie jestem takim Polakiem, jak inni. Górny Slask, przynajmniej ten, który znam i pamietam, jest inny. Moje rozczarowanie nie wiaze sie tylko z inwazja Mac-swiata. Wierzylem gleboko w to, ze wolna Polska wezmie moja slaska etnicznosc w obrone. Przeciez przed wojna Slask mial szeroka autonomie. Nic takiego sie nie stalo, a pod pewnymi wzgledami jest gorzej, niz za komuny. Pamietam, ze w czasach komunistycznych Slask budzil pewien respekt. Przedstawiano Slazaków jako ludzi ciezkiej pracy, prostych, ale twardych i godnych szacunku. To wszystko zmienilo sie po roku 1990. Nastala wprawdzie pewna moda na slaskosc, ale slaskosc ta odarto calkowicie z jej ducha, sprowadzajac ja do swoistego slaskiego zoo, w którym mozna sobie poogladac rózne okazy prymitywnego folkloru. (I jest calkiem mozliwe, ze tylko takie zoo nam pozostanie, bo to prawdziwe zoo ponoc bankrutuje). Dzisiaj Slask postrzegany jest jako zatruta czarna dziura zasiedlona jakimis zdegenerowanymi pólglówkami. Tak samo, jak przed laty, upokorzenie jest czestym doswiadczeniem mówiacego po slasku i przyznajacego sie do swojej etnicznosci. Mysle, ze Polacy nigdy Slaska nie zaakceptowali takim, jaki on jest, nie uznali go za czesc swojej polskosci. Polacy zawsze traktowali Slask jako teren, który dopiero ma sie na ich polskosc nawrócic. Polacy nigdy nie uznali za swoja naszej mowy. Gdyby bylo inaczej, nauczyciele polonisci nie byliby trenowani, jak unikac slaskiego akcentu („ ... musisz mówic tak, zeby nikt nie poznal, ze jestes ze Slaska”) i jak oduczac dzieci mówienia po slasku. Gdyby bylo inaczej, p. redaktor Smolorz nie musialby sie skarzyc, ze urzednicy w katowickim magistracie notorycznie przekrecaja jego nazwisko zamieniajac jego slaskie brzmienie na mniej drazniace dla polskiego ucha „Smolarz”. Polacy nigdy nie uznali za swoja historii naszej ziemi. W szkolnych podrecznikach do nauki historii znajdziemy wiecej informacji o rewolucji francuskiej i ekspansji kolonialnej Anglii niz o dziejach Slaska, które przez szesc wieków toczyly sie calkiem odmiennie od dziejów panstwa polskiego. Dlatego po dwunastu latach demokracji slaskie miasta nadal zaludnione sa ludzmi wykorzenionymi, w ogóle nie znajacymi czesto bogatej przeszlosci swych miejscowosci, ich zabytków i pomników kultury. Jesli naród przyrównalibysmy do rodziny, to jego spisane dzieje moglibysmy przyrównac do rodzinnego albumu ze zdjeciami, w którym dokumentuje sie najwazniejsze wydarzenia z zycia bliskich osób. W tym albumie, którym jest spisana historia Polski, nie ma zdjec ze Slaska. Wniosek cisnie sie na usta sam. Ludzie, którzy ten album ukladali nie uznali nas za swoich bliskich, za czlonków swojej narodowej rodziny. Polska przejmujac pod swoje zwierzchnictwo nowe ziemie na Zachodzie powinna byla sie poszerzyc nie tylko w sensie terytorialnym, ale takze duchowym. Pojecie polskosci powinno zostac rozszerzone o Slask taki, jakim on byl. Stalo sie jednak inaczej. Polska potraktowala Slask jako swego rodzaju „lebensraum” do zasiedlenia przez nowych standardowych Polaków. Chcemy ziemi, chcemy fabryk, chcemy domów, ale nie chcemy historii, kultury i jezyka mieszkanców tego terenu. Pod tym wzgledem dzisiejsza Polska nie rózni sie od Niemiec Bismarcka. Mój pradziadek przystapil do powstania nie po to, zeby Slask stal sie jeszcze jednym Mazowszem albo jeszcze jedna Malopolska. Ryzykowal zycie po to, zeby Slask mógl pozostac Slaskiem i zeby nasza swojskosc przetrwala. Jak mu sie wtedy wydawalo, dobrym sposobem na to bylo zwiazanie sie z Polska. Na poczatku bylem pelny zapalu. Dalem tej wolnej Polsce duzy kredyt zaufania. Czekalem, bo przeciez wszystkiego nie uda sie naprawic od razu. Czekalem dwanascie lat - okres wystarczajaco dlugi, zeby przynajmniej cos zaczac i w ten sposób wyrazic swoje intencje. Teraz moja wiara we wparcie ze strony Polski sie wyczerpala. Wiem, ze jesli sami sie nie upomnimy o swoje, zginiemy. Moja slaska etnicznosc jest dla dzisiejszej Polski klopotliwa historyczna zaszloscia, jakims „brakujacym ogniwem” ewolucji prowadzacej do pelnego „powrotu na lono narodu”. Wolna Polska ignoruje ta etnicznosc przy podziale administracyjnym, przy ukladaniu programów szkolnych. Slazaków wprawdzie nie wysiedla sie juz i nie zsyla na Ural, ale nie pozwala sie trwac naszej tozsamosci. Wolna Polska dazy do calkowitego zasymilowania mnie i moich pobratymców. Zasymilowania, czyli ujednolicenia w ramach ustandaryzowanej polskosci. Zasymilowania, czyli wydarcia slaskosci z serca mojego i moich ziomków. Proces ten nazywa sie eufemistycznie „integracja”. Nie jestesmy podmiotem wolnego polskiego panstwa, jestesmy w tym panstwie w dalszym ciagu przedmiotem. Podmiot to ktos, kto wspóldecyduje i ktos dla kogo to panstwo istnieje. Przedmiot to cos, z czym cos sie robi bez pytania go o zdanie. Najbardziej boli, gdy przykrosc spotyka nas ze strony bliskich. Mnie najbardziej boli, ze mojej slaskosci w wiekszosci nie akceptuja Polacy przyznajacy sie do wiary w Boga i wyznajacy poglady prawicowe. Moja slaskosc w duzej czesci nie jest akceptowana w polskim Kosciele. Z grubsza rzecz biorac polskosc mozna rozumiec na dwa sposoby. Mozna ja rozumiec w sposób szeroki i otwarty, tak jak to bylo w Rzeczypospolitej z czasów jej swietnosci. W tej Rzeczy-pospolitej miescil sie niemieckojezyczny Prusak Mikolaj Kopernik, ruska szlachta, zydowskie mieszczanstwo oraz wiele innych nacji i etnicznosci. W takiej Rzeczypospolitej doskonale zmiescilby sie mój Slask. Istnieje tez bardzo zawezone pojecie polskosci, które pojawilo sie po rozbiorach, a utrwalilo w wieku dwudziestym. Pojecie to kaze rozumiec polskosc jako jednakowosc, a w róznorodnosci etnicznej upatruje zagrozenie. „Racja stanu” uzasadnia wiec rozmywanie i niszczenie etnicznosci. W tak rozumianej polskosci nie ma dla mnie miejsca. W tym rozumieniu Polakiem nie jestem i nigdy nie bylem, poniewaz moja mowa, moja tradycja, moja swiadomosc nie przystawaly i nie przystaja do standardu. Niestety wolna Polska, na która czekalem, a szczególnie ta Polska prawicowa, prawdopodobnie ze strachu przed nowym, coraz wyrazniej przechyla sie ku temu zamknietemu i waskiemu rozumieniu narodowosci. Moja slaskosc jest wiec postrzegana jako niebezpieczna, a mój upór staje sie grzechem przeciwko narodowi. Patriotycznym i chrzescijanskim obowiazkiem Slazaka jest poddanie sie asymilacji. I widze, jak dzien po dniu ta moja swojskosc-slaskosc topnieje z jednej strony pod naporem Mac-swiata w polskim opakowaniu, a z drugiej pod wplywem prawicowych, narodowych fobii. Jaki wiec sens ma dla mnie bycie Polakiem? Jaki sens ma dla mnie naród, który mnie nie akceptuje. Po co mi ojczyzna bez jezyka, tradycji i dziejów moich ojców. Jesli organizujemy sie razem w jedno panstwo, to nie po to, zeby jedni narzucali cos drugim, ale po to, zeby nawzajem i razem chronic rzeczy, które sa dla nas drogie. Polskosc moglaby miec dla mnie sens, ale tylko wtedy, gdyby wspierala moja slaskosc i pomagala mi stawac sie w niej doskonalszym czlowiekiem. A to juz brzmi prawie jak zasada pomocniczosci, znana z katolickiej nauki spolekiej nauki spole wieksze sa moralnie godziwe, jesli nie zastepuja wspólnot mniejszych, ale wspieraja je w tych zadaniach, których mniejsze wspólnoty nie sa w stanie wypelnic. Tymczasem póki co polskosc wdziera sie w moje zycie i zamiast moja pierwotna slaskosc wspierac, brutalnie zada jej amputacji. Amputacja taka choc bolesna, jest mozliwa. Tylko po co na miejsce amputowanej slaskosci przyszywac ustandaryzowana polskosc. Tylko, czy po takiej amputacji mozliwa jest jeszcze jakakolwiek tozsamosc narodowa albo etniczna. Dla mnie tozsamosc nie moze byc czyms czysto utylitarnym („tam ojczyzna, gdzie lepiej”). Podstawa tozsamosci musi byc pewien zwiazek emocjonalny z jakas zbiorowoscia i jej kultura. Jesli mój zwiazek emocjonalny ze slaskoscia zostalby przeciety, jakakolwiek tozsamosc przyszyta na jego miejsce bylaby czyms sztucznym i bardzo plytkim. Tak pojeta polskosc bylaby rzeczywiscie tylko pewnym „interfejsem”, który umozliwia mi funkcjonowanie w otoczeniu Polaków i kontakt ze swiatem. Tak pojeta polskosc bylaby przy tym czyms zupelnie przypadkowym, gdyz wynikalaby tylko z tego, ze urodzilem sie akurat tu i akurat w tym, a nie innym czasie. Gdyby moi przodkowie zdecydowali sie zgermanizowac, bylbym Niemcem. Gdyby Prusy nie zabraly Slaska Austrii dwa i pól wieku temu, prawdopodobnie najbardziej naturalny bylby dla mnie „interfejs” czeski. Tylko jesli juz decydujemy sie na przeprowadzenie tej bolesnej operacji, to po co przyszywac akurat „interfejs” polski. Polski „interfejs”, byc moze jest lepszy od slaskiego, ale niesie ze soba swoje wlasne ograniczenia. Jesli mamy nasze dzieci uczyc jezyka, który nie jest nasz, to dlaczego ma to byc „jedno z mniej znanych afrykanskich narzeczy”. Czy razem z „interfejsem” mamy przyswajac sobie wszystkie polskie fobie przed Wschodem i Zachodem i uprzedzenia wobec sasiadów? O ilez lepszy bylby „interfejs” angielski albo niemiecki!Przeciecie zwiazku z tradycja przodków, w której czlowiek wyrastal, w istocie prowadzi do „zglobalizowania sie” i czesciowo do nihilizmu. Prawdziwa tozsamosc ksztaltuje sie przez setki lat, przechodzac z pokolenia na pokolenie. Nie da sie przeszczepic Mazowsza albo Malopolski na Slask. Chyba, ze godzimy sie na nihilizm. Mysle, ze tu jest jedna z najpowazniejszych przyczyn klopotów, jakie przezywa obecnie wolna Polska, a z nia Slask. O cóz wiec nam chodzi? Czy o pieniadze, czy o niepodlegle panstwo slaskie, czy o wyrzucenie z naszej ziemi obcych? Nie! Jak wszystko co zyje, po prostu chcemy trwac. Chcemy trwac nie tylko fizycznie. Chcemy trwac takze duchowo, a wiec chcemy, zeby trwaly rzeczy nam bliskie, nasza mowa, nasze obyczaje, nasza slaska swojskosc, dzieki której oswajamy otaczajaca nas przestrzen i mozemy czuc sie w niej dobrze, znajdujac w niej poczucie ladu, bezpieczenstwa i harmonii. Nie mozemy zgodzic sie na asymilacje. Nie mozemy zgodzic sie na bycie jakims niedoskonalym stanem przejsciowym na drodze do pelnej polskosci. Wiem, ze slaskosc istnieje i choc nie potrafie jej do konca sprecyzowac, chce ja zachowac. Nie interesuje mnie, czy ktos nazwie ja narodowoscia, etnicznoscia, jezykiem, dialektem, gwara, czy jeszcze jakos inaczej. Chce, zeby trwala! Jesli chcemy slaskosc zachowac, musimy to dazenie ukonkretnic. Ta nasza swojskosc wymaga doprecyzowania. Musimy sie zastanowic, co jest dla nas najwazniejsze, co chcemy zachowac lub twórczo przemienic, a czemu pozwalamy odejsc do przeszlosci. Wiadomo, ze nie da sie dzisiaj zyc tak, jak sto lat temu. Nasza nowa slaskosc musi byc na tyle elastyczna, zeby dostosowywac sie do nowych czasów i okolicznosci. Z drugiej strony musi byc w niej na tyle duzo naszej swojskosci, zebysmy mogli ja postrzegac jeszcze jako cos swojego, a nie juz jako cos obcego. Mysle, ze zadowalajaca odpowiedz na to pytanie nie zostala jeszcze podana. Byc moze dwanascie lat wolnosci, po których w dalszym ciagu nie wiadomo, czym okaze sie byc nowa Polska i czym Slask, to za malo, aby jakas dobra idea mogla sie wykluc. Mac-swiat proponuje nam wizje Slaska czysto ekonomiczna i utylitarna, Slaska traktowanego tylko jako pewna wspólnota interesów. Jest to wizja kraju bogatego, poprzecinanego autostradami, po których suna szybkie auta i pelnego nowoczesnych budowli, ale zupelnie wypranego z naszej swojskosci. No bo jak pogodzic ducha ograniczenia i ascezy, o którym pisal Bodzio, z dazeniem do sukcesu, jak pogodzic rodzinnosc z mobilnoscia, a nasz twardy jezyk z autoprezentacja. Narodowa prawica i Kosciól proponuja wizje Slaska jako czesci Polski podobnej do innych i zamieszkalej przez Polaków takich samych, jak w innych czesciach kraju. W tej wizji tez nie ma miejsca na nasza etnicznosc. Na Slasku maja po prostu mieszkac dobrzy, uczciwi ludzie - Polacy. Nasza etnicznosc ma sie roztopic w polskosci, mamy ja zlozyc narodowi w ofierze. Ale ja chce, zeby ona trwala. Tozsamosci etnicznej i narodowej nie daje sie wyjasnic jedynie wartosciami uniwersalnymi. Moja narodowosc jest wartoscia tylko dla mnie i moich pobratymców, nie ma ona wiekszego znaczenia np. dla Portugalczyka, podobnie jak jego portugalskosc nie jest istotna dla mnie. Gdybysmy mieli sie opierac jedynie na wartosciach wspólnych dla calej ludzkosci (uczciwosc, dobroc, pracowitosc) , nalezaloby zlikwidowac wszystkie narody, takze polski. Niektórzy dzialacze naszych lokalnych elit (Zwiazek Górnoslaski) cos tam bredza o jakiejs potrójnej tozsamosci polsko-niemiecko-czeskiej. Moze to i prawda, tylko ze doswiadczenie ostatnich lat pokazuje, ze ta mityczna tozsamosc jest jeszcze bardziej mglista i niekonkretna, niz moje opowiadanie o slaskosci-swojskosci. Jesli chce sie cos zrobic, najpierw trzeba skonkretyzowac cel. Poniewaz przez dwanascie lat ta konkretyzacja nie nastapila, potrójna tozsamosc stala sie pustym haslem do wykorzystania w przemówieniach wyglaszanych na organizowanych za pieniadze podatnika akademiach z okazji „kolejnej okraglej rocznicy”. Ludzie skupieni wokól Ruchu Autonomii Slaska chca chronic slaskosc poprzez wywalczenie autonomii dla regionu, a takze przez formalno-prawne zalegalizowanie istnienia naszej etnicznosci jako narodowosci. Obie te rzeczy budza zdecydowany opór ze strony Polaków. Autonomia i samorzadnosc sa rzecza dobra, tylko ze jesli chcemy autonomii, to zapewne nie dla niej samej, ale po to, zeby za jej pomoca cos osiagnac. Jesli chodzi tylko o wiecej pieniedzy, to ta wizja nie odbiega za bardzo od wizji Mac-swiata. Zapewne wiec chodzi o cos innego. Otóz wydaje mi sie, ze w istocie chodzi o ochrone tej naszej swojskosci, której jednak nie udalo sie zalozycielom stowarzyszenia skonkretyzowac. W tej sytuacji slowo „autonomia” stalo sie pewnym wytrychem, ersatzem, w którym wyczuwam strach przed obcymi i dazenie do odseparowania sie od nich. Sama autonomia, podobnie jak uznanie narodowosci, nic nam nie da, jesli nie bedziemy wiedzieli, co z tym zrobic. Spróbujmy wiec to nasze pragnienie zachowania swojskosci skonkretyzowac. Byc moze okaze sie wtedy, ze wiele mozemy osiagnac tymi narzedziami i srodkami, jakie juz mamy (np. samorzad gminny i powiatowy) bez antagonizowania ludzi nie poczuwajacych sie do naszej slaskosci, a zyjacych na Slasku obok nas. Do mnie najbardziej przemawia droga obrana przez Kaszubów. Uwazam, ze ostoja naszej nowoczesnej tozsamosci powinna stac sie mowa. Mowa ta musi jednak zostac uporzadkowana i przetworzona w jezyk literacki. Mojej slaskosci nie chce pojmowac jako cos zamknietego i majacego zastapic polskosc. Nie chce sie odcinac ani od kultury polskiej, ani niemieckiej, ani zadnej innej. Chce, aby moja slaskosc stala sie pewna „wartoscia dodana”, z której czerpac beda mogli inni. Do tej mowy dodalbym jeszcze pamiec o dziejach przodków, czyli historie, ale pelna, a nie wybiórcza. Marzy mi sie Slask nie zunifikowany, ale wieloetniczny, na którym zyja w zgodzie ludzie uwazajacy sie za Polaków, za Niemców, za Slazaków (niezaleznie od tego, czy nazwiemy ich narodem, czy nie), a takze wszystkie stany posrednie. Chcialbym, aby wszystkie te spolecznosci wzajemnie sie zaakceptowaly, uszanowaly swoje istnienie i umialy wspólpracowac dla wspólnego dobra bez dazenia do zasymilowania kogokolwiek. Chcialbym, zeby zamiast slowa „integracja” zaczeto uzywac slowa „zgoda”. Nie wymagajmy od ludzi deklaracji narodowych rozumianych w waskim sensie i wzajemnie sie wykluczajacych. Zyjac w spoleczenstwie wieloetnicznym czlowiek wchodzi w relacje z czlonkami róznych narodowosci, zaprzyjaznia sie z nimi, zakochuje sie. Po pewnym czasie zaczyna z nimi wspól-czuc, staje sie troche Niemcem, troche Zydem, troche Ukraincem. Mozna byc jednoczesnie Polakiem i Zydem, mozna byc jednoczesnie Polakiem, Slazakiem i Niemcem. To jest bardziej naturalne niz bycie tylko Polakiem. Wymaganie od takiego czlowieka jednoznacznego opowiedzenia sie po tej, czy tamtej stronie jest tak beznadziejne, jak wymaganie od dziecka rozwodzacych sie rodziców, by zdecydowalo, czy chce byc z mama, czy z tata. Skoro jednak wybierac mi kaza, staje zdecydowanie po stronie tego, co dla mnie bardziej wewnetrzne, pierwotne i naturalne - po stronie slaskosci. Polskosc przyszla do mnie jako cos wtórnego, a czesto tej mojej pierwotnej slaskosci wrogiego. Mysle, ze Slask taki, jaki mi sie marzy, bylby szansa takze dla Polski. Polacy niszczac nasza i inne etnicznosci, choc sami tego nie rozumieja, okaleczaja siebie i swój kraj. Moglismy i nadal mozemy byc „perla w koronie” i „sola ziemi czarnej”. Lecz jesli sól utraci swój smak, to czymze ja posolic ...Jozek

Jozek
- Tuesday, March 25, 2003 at 05:34:49 (CST)


cze slazactwo !

Dorwalem sie do nowego kompa i znowu tu jestem!!
ale widze ze jakis gnoj pierdolony mnie z tad wyjebal !
a niewiem dlaczego !
Kurwa moze mi to ktos powiedziec !
Jak nie to nie znajde lepszych dupkow niz WY.
Spierdalam ,ale jeszcze tu wpadne.
Marco- fajnie co ,tak mnie nazwal kolega z budowy.
stawia w knajpie to mu pozwalam, ale jam mnie wkurwi to sie dowie co zniego za szmata.

marek
- Monday, March 24, 2003 at 14:24:56 (CST)


Czemu zaraz boli....
Niemcom to moglibyśmy być wdzieczni gdyby nam to dali. A nam to dali: Stalin , Roosevelt i Churchill więc jeżeli już mamy być komuś wdzięczni to im. ( i posrednio Hitlerowi króry do tego doprowadził rozpoczynając wojnę:)))
Po drugie tu nikt w 1945 się nie pchał, to były PRZYMUSOWE PRZESIEDLENIA.
Po trzecie zarzut żę ktoś wykorzystał Śląsk jest przesadzony . Tak sie sklada ze np. dzis Warszawiacy uważają, że oni muszą łożyć na ten biedny Slask. Każdy uważa że to jego region jest pokrzywdzony i Ślązacy nie są tu wyjątkiem.
Po czwarte np. przemysł Śląska bardzo się rozwinął po 1945 (ile powstało nowych kopalń i hut?)Częsciowo Śląsk zbudowali Niemcy i częściowo Polacy.
Po piąte nie wiem czy te NRD tak postawili Niemcy na nagi. Tam jest duzo problemów i ogromne bezrobocie.

Pozdrawaim wszystkich.

Rafal
Bytom, Slaskie Polska - Saturday, March 22, 2003 at 04:42:51 (CST)


To nie bzdury - ino szczera prawda co was tak zawsze boli !!!!!!!!
Jozek
- Tuesday, March 18, 2003 at 05:53:37 (CST)


Chcialem odpowiedzieć na te bzdury (przepraszam za dosadność stwierdzenia) ale musialbym Tobie chyba cala ksiazke napisac. :))) Szkoda mi czasu, mam lepsze rzeczy do zrobienia niz praca u podstaw. Pozdrawiam i zycze aby Twoje problemy znalazly szczesliwy final
Lach
Gdynia, Pomorskie - Friday, March 14, 2003 at 09:47:16 (CST)


Prosze bardzo Polaku !!!
Temu zescie ze wschodu mogli na Slask przyjsc - to mozecie byc teraz tylko Niemcom wdzieczni - zamieniliscie biedote i slomiane hatki na dobrobyt i murowane z wyposazeniem zostawione wam domy.
A na wasza Warszawe braliscie dosc pieniedzy od Slazakow na Slasku i wykorzystaliscie do cna w latach powojennych caly Slask, dlatego wasza stolica teraz taka piekna.
Mamy nadzieje ze teraz sie nareszcie tez za ten "WASZ" Slask nareszcie wezmiecie i troche wiecej o niego zadbacie, po prawie 50 latach tylko korzystania z niego. Na to bylby juz teraz swiety czas !!
Wezcie sobie z Niemcow przyklad - ktorzy w ciagu 12 lat juz tez to byle i juz nieistniejace NRD postawili na nogi, czego po 50 latach wladzy polskiej na Slasku powiedziec nie mozna.

Jozek
- Tuesday, March 11, 2003 at 16:46:03 (CST)


Bardzo podoba mi sie ponizszy tekst. Szczegolnie do gustu przypadly mi fragmenty o tym, jaki to Polska zrobila znakomity interes na ostatniej wojnie. Oczywiscie jako Lach z krwi i kosci dziekuje naszym zachodnim sasiadom za umozliwienie nam w 1939 roku zrobienia tego doskonalego interesu. Slowa te wypowiadam oczywiscie rowniez w imieniu mojej zachwyconej babci pozbawionej domu pod Tarnopolem (dom spalili szlachetni wojacy z Wehrmachtu - bohaterowie, a ten zloty wojenny interes nie pozwolil go odbudowac). Dziekuje rowniez w imieniu mojego dziadka, ktory po 6 latach w obozie nie powrocil juz nigdy do zdrowia. Tereny, ktorych Polska tak szczesliwie sie pozbyla rzeczywiscie byly straszne i jestesmy radzi za te perelki otrzymane w zamian. dziekujemy z calego serca. Szesc milionow Polaków bioracych bezposrednio i bardzo osobiscie udzial w tej transakcji tez dziekuje Wam o kochani sasiedzi. Koncze i ide na spacer po Warszawie, ktorą dzieki Wam moglismy sobie gruntownie odbudować. Danke, danke.
Lach
Gdynia, - Tuesday, March 11, 2003 at 10:48:25 (CST)


KAPITEL 1 - Geschichte

Diese Seiten hier sind ein ehrlicher Versuch den Leuten zu antworten, die mich immer wieder nach meinem ungewöhnlichen Namen fragen.

Es tut mir langsam Leid, jedem Einzelnen die ganze breit gefächerte Problematik so kurz und verständlich zu erläutern, daß jeder kapiert was gemeint ist. Die meisten geben nach ca. 5 min auf, entweder aus Desinteresse, Unverständnis oder Zeitmangel. Vielleicht hilft manchem diese Antwort in einer schriftlichen Form, die man immer wieder nachlesen und über die man diskutieren kann.

Mit der Antwort " ich sei ein gebürtiger Schlesier" können Sie nur wenig, eigentlich gar nichts anfangen. Sie schauen mich ungläubig an und machen einen Gesichtsausdruck als käme ich vom Mars. Anfangs ärgerte ich mich ein wenig darüber, bis auch ich feststellen mußte : "die können nichts dafür". Es ist nicht immer böswillig, es ist Unwissenheit gepaart mit Dummheit.

Hatte denn keiner denen in der Schule gesagt was ein " Schlesier" oder "Schlesien" ist ?

Sie wissen über alles mögliche Bescheid ( oder auch nicht ? - siehe PISA-Studie), aber über die Geschichte Deutschlands, speziell Ostdeutschlands kaum was.

Wie auch ? Nicht nur unsere Presse und Politiker, nicht nur unsere Lehrer und alles was sich dafür hält, aber auch die sogenannten "Geschichtsschreiber" und "Meinungsmacher" haben , die seit den 70-iger Jahren lancierte kommunistische Geschichtsverfälschung, übernommen. Es paßt Ihnen in den ideologischen Kram, weil sich diese Themen sehr gut für Ihre Zwecke instrumentalisieren lassen.

Selbst das Ausland staunt nicht schlecht, daß die Deutschen das alles so geschluckt und übernommen haben, ohne Einwände oder eine Gegenleistung oder Zugeständnisse. Denn die kommunistischen Regime existieren doch nicht mehr, aber viele dieser alten Behauptungen werden aufrecht erhalten.

Ich möchte ausdrücklich feststellen, daß diese von mir hier verfassten Zeilen kein Anfall vom blinden Nationalismus, Extremismus oder Terrorismus darstellen, sondern meine private und persönliche Meinung, nach der im Grundgesetz der Bundesrepublik Deutschland garantierten Meinungsfreiheit, wiedergeben.

Sie sind ein Ausdruck vom Patriotismus und einer ehrlichen Auseinandersetzung mit der eigenen, deutschen Geschichte und Herkunft.

Ich finde es aber auch deprimierend, daß ich mich jetzt schon für etwas entschuldige und so eine Art Erklärung abgeben muß, um bloß nicht unter den Verdacht eines Nazi -Sympathisanten oder sogar eines Nazis zu kommen.

Leider sind wir schon wieder so weit, das Andersdenkende nicht mehr frei ihre Meinung in der Öffentlichkeit sagen können, ohne befürchten zu müssen in verschiedenster Form angegriffen zu werden.

Übrigens, in den letzten 10 Jahren ist es spürbar schlimmer geworden.

Vor allem, wenn es bereits nur durch eine Meinungsäußerung und sogar ein Wort, mit nicht mal nationalen Hintergrund möglich ist, eine Art Massenhysterie und kollektiver Selbstzerfleischung von unseren Politikern und Medien genüßlich gegen deutsche Interessen oder einfach gegen den " gesunden Menschenverstand " zu inszenieren.
( z.B. die Haß -und Hetzkampagne gegen den Schriftsteller Martin Walser )

Irgendwie erinnert mich das ganze an meine Jugend im real existierenden Sozialismus, wo alle die, die mutig waren die Wahrheit zu sagen , diskriminiert und am Leib und Leben verfolgt wurden.

Noch muß Herr Walser nicht ins Gefängnis.

Es ist aber ein Zeichen der Dekadenz, wenn unsere Eliten, die das Volk international repräsentieren und national führen sollten, lieber Ferienhäuser auf Mallorca und in Kalifornien besitzen, ihre Kinder besser "Denglisch" als die deutsche Sprache beherrschen, keine Ahnung von der deutschen Geschichte haben und es bestimmten sozialen und politischen Kreisen dieser Bundesrepublik überlassen, der Bevölkerung ein schlechtes Gewissen wegen des Nationalstolzes einzureden.
Seite 1
Unser ehemaliger Bundespräsident Roman Herzog hat in einer von den Zuhörern mit viel Beifall bedachten Rede an die Vernunft und Gefühle der Deutschen appelliert. Er sagte : " durch Deutschland muß ein Ruck gehen ! "

Diese Beifall klatschenden Heuchler !

So lange unsere Kinder ohne gesunde Portion Nationalgefühls, ohne Ordnung, Disziplin, Moral, Gemeinsinn (soziale Kompetenz) , demokratische Grundwerte, ohne Vorbilder und Tradition sowie Liebe zur Heimat und den Menschen, ohne den Respekt vor den eigenen Eltern und in Gottlosigkeit erzogen werden, wird es keinen " Ruck" sondern einen lauten Knall und Rums geben. Unsere Dekadenz wird nach und nach unseren Wohlstand, Recht und Ordnung vernichten und was am gefährlichsten ist, unsere Demokratie zur einer Schein-Demokratie umfunktionieren.

Fast alles was jetzt verlangt wird um Deutschland wieder auf Vordermann zu bringen hat die 68-iger Generation 30 Jahre lang mit Erfolg bekämpft. Die Zeichen des physischen und moralischen Verfalls sind überall zu sehen.

Ich möchte jetzt hier an dieser Stelle dieses Thema nicht weiter vertiefen, denn es würde den Rahmen sprengen. Eines muß aber gesagt werden. Egal in welche Schublade des gesellschaftlichen Lebens der Bundesrepublik Deutschland sie greifen würden, es käme Ihnen " Sch..... e" entgegen. (entschuldigen sie bitte diesen Ausdruck, aber ich kann es mir nicht verkneifen es so hart zu formulieren!)

Die Bundesrepublik Deutschland darf sich nach der Meinung zwar nicht aller, aber doch der Mehrheit der politischen und sozialen Oberschicht, nur über die Schuld und Verbrechen des 2.Weltkrieges definieren.

Jeder Amerikaner, egal welcher Herkunft, ist stolz auf sein Land. Egal ob seine Vorfahren die Indianer ausgerottet haben oder nicht, egal ob die USA mit einer Atombombe 300000 Menschenleben auf einmal ausgelöscht haben oder in Vietnam Verbrechen begangen worden sind oder nicht.

Nur in Deutschland ist es möglich und auch irgend wie logisch, wenn ein Staatsoberhaupt sagt " er ist nicht stolz ein Deutscher zu sein ". Ein Herr Chirac oder George Bush würden nie auf so einen Schwachsinn kommen.

Jetzt kommen ein paar Superschlaue und sagen, man kann die eine Schuld mit der anderen nicht vergleichen und die Schwere der Schuld gegeneinander aufwiegen.

Richtig, lieber Freund !! Nur warum wiegt die deutsche Schuld immer doppelt so schwer ? Die Verbrechen an den Deutschen aber doppelt so leicht oder sind sogar selbstverständlich ? Nicht mal das Trauern um die deutschen Opfer ist erlaubt.( Sie waren doch alle Mörder und Verbrecher oder etwa nicht ??? Wehe dir lieber Freund, du antwortest was anderes! )

Also noch mal, ein Schlesier oder Oberschlesier ist ein Mensch aus den ehemaligen deutschen Ostgebieten.
(Allen, die nach 1974 in das Bundesgebiet einschließlich West-Berlins kamen, wurde der Status eines Spätaussiedlers zugesprochen)

Er ist ein echter Ostdeutscher. Das heutige Ostdeutschland, was früher die DDR war, ist eigentlich Mitteldeutschland.

Die " echten" ostdeutschen Länder sind nach dem Kriege durch den alliierten Rat, bestehend aus den USA, Großbritannien,Frankreich und der Sowjetunion, unter polnische und sowjetische Verwaltung gestellt worden. Die Zukunft dieser Gebiete sollte in einem Friedensvertrag mit Deutschland geregelt werden.

Von Anfang an haben die Sowjets mit Duldung der Alliierten, ein Status quo schaffen wollen. Es folgten massive Vertreibungen aus der angestammten deutschen Heimat. Man schätzt, daß ca. 10 Millionen Deutsche bis 1970 vertrieben worden sind. Noch bis 1980 wohnten vor allem in Oberschlesien ca.500 Tausend deutsche oder deutsch stämmige Oberschlesier, ohne die Möglichkeit ihr Volkstum und Volkszugehörigkeit frei und öffentlich auszuüben. Die deutsche Sprache, Schulen, Zeitungen, Kirchen waren strengstens verboten. Die Jugend wurde massiv polonisiert.


Seite 2
Noch 1964 hat Willy Brandt, die Lichtgestalt und Hoffnungsträger der deutschen Nachkriegs-Demokratie, als regierender Bürgermeister von Berlin, auf dem Schlesiertreffen in Essen zu den Vertriebenen gesagt, daß es ein Unding sei , wenn vor allem den jungen Polen erzählt wird, daß sie Schlesien behalten dürften. Man muß den Polen die Wahrheit sagen lautete die Devise und zwar : Schlesien ist deutsch, bleibt deutsch und Deutschland kann nicht auf Schlesien verzichten, denn die Schlesier haben ein Recht auf ihre Heimat und die Heimkehr.

Bereits 6 Jahre später im Jahre 1970 hat der gleiche Willy Brandt, inzwischen amtierender Bundeskanzler, ohne Not und Zwang, aus egoistischer Überzeugung (er wollte ein "guter Nachbar sein") Deutschland und Schlesier verraten und die ehemaligen Ostgebiete den Polen und Sowjets geschenkt. (Anerkennung der Oder-Neiße-Linie -Ratifizierung der Ostverträge durch den Deutschen Bundestag).

Es ist ein großer Irrtum zu glauben, die Ostpolitik Willy Brandts legte den Grundstein zum Zusammenbruch des Kommunismus und der Wiedervereinigung der BRD mit der DDR , in dem durch den bewußten Verzicht auf deutsches Land als eine Art Wiedergutmachung für deutsches Unrecht im 2.Weltkrieg, eine Versöhnung mit den östlichen Nachbarn zustande kommen konnte und diese wiederum zur Annäherung der verschiedenen Gesellschaftssysteme geführt hatte , bis schließlich zum Niedergang des Ostblocks.

Im Gegenteil. Die Ostpolitik Willy Brandts stärkte den Weltkommunismus auch durch die großzügigen Milliardenkredite und Bürgschaften der BRD an Polen und die Sowjetunion und verlangsamte so die Agonie des Ostblocks.

Die Kommunisten sagten : lasst uns von den Feinden ruhig Geld nehmen, zurückzahlen werden wir es sowieso nicht müssen.
(Sie sollten Recht behalten, denn nach den politischen Umwandlungen in diesen Ländern haben Deutschland und auch die Amis fällige Kredite in Milliardenhöhe z.B. den Polen, ganz erlassen.)

Die einzige Verbesserung, die diese Politik mit sich brachte, war die Reiseerleichterung für Menschen, vor allem von West nach Ost. Wegen des Zwangsumtausches eine willkommene Deviseneinnahmequelle für den ganzen Ostblock!
(Aus der DDR durften dann nur Rentner raus. Die Züge, die dann von Ost nach West fuhren nannte man im Volksmund " Mumienzüge")

Den Sieg der Demokratie über den Kommunismus brachte die Ökonomie.

Es waren praktische, wirtschaftliche Gründe, die den Verfall des Ostblocks eingeleitet haben. Auch die sehr Export abhängige,nach neuen Absatzmärkten suchende deutsche Wirtschaft, merkte nach einer gewissen Anfangseuphorie, daß spätestens Ende der 70-iger Jahre der Obstblock praktisch Pleite war.

Der Generalsekretär der KPdSU Michail Gorbatschow wollte eigentlich eine Stärkung des Kommunismus durch Reformen und nicht sein Untergang einleiten, was Gott sei dank durch die Eigendynamik dieses Umwandlungsprozeßes dann auch geschah.

Die Standhaftigkeit des demokratischen Blocks (vor allem der Amerikaner), die marode kommunistische Wirtschaft und der Freiheitsdrang der Menschen im ehemaligen Ostblock waren die Auslöser für die Zerschlagung des kommunistischen Systems.

Die " Appeasement"-Politik ( Beschwichtigungspolitik ) des Willy Brandts unterstütze die Machthaber und nicht die Regimekritiker in der DDR und anderswo. Solche Themen waren unangenehm und störend in den Gesprächen mir den Glaubensgenossen des real existierenden Sozialismus. Man wollte die ja nicht verärgern, lieber eine DDR-Staatsbürgerschaft anerkennen als sich mit Problemen rumschlagen.

Diese wiederum genossen die Huldigungen eines Willy Brandts. Man benutzte ihn als Beweis für die Richtigkeit des kommunistischen Weges bei der eigenen Bevölkerung. Die staunte nicht schlecht als so genannter " kapitalistischer Klassenfeind und Ausbeuter der Arbeiterklasse im imperialistischen Ausland" nach Warschau kam und auf die Knie fiel.

Die Auswirkungen dieser Politik waren verheerend, vor allem für uns, deutsche Oberschlesier in Polen.
Die Polen lachten über uns und sagten : " das Deutsche Vaterland (Altreich) will euch nicht mehr !


Seite 3
Der Großvater (selbst im Krieg gewesen und danach bis 1949 in der Gefangenschaft) sprach vom Verrat. Mein Vater sagte : " entweder wir müssen uns hier arrangieren oder Koffer packen !

Alles was uns lieb und teuer war einfach so verlassen ?! Welch ein schrecklicher Gedanke !

Für die Bundesrepublik Deutschland aber, für breite Kreise der bundesrepublikanischen Eliten und Intelligenz, eigentlich für die ganze Welt, ist Willy Brandt der Friedensapostel " par excellence " noch bis heute. (bekam sogar den Nobel-Preis dafür !)

Konrad Adenauer bekam zwar keinen Nobelpreis. Hatte aber, trotz seines hohen Alters, in einer wirtschaftlich und politisch schwierigeren Zeit, die enormen Probleme und Herausforderungen mit Disziplin, Fleiß und Bravour und was noch wichtiger war, mit spürbaren Erfolgen für Deutschland, gemeistert.

Und was machte Willy Brandt ? Wie ein schlechter Verkäufer verschleuderte er das Eigentum seines Dienstherren der Bundesrepublik Deutschland, zu Dumping-Preisen , ohne Rücksicht auf Verluste.

Eine tolle Sache.

Ist es nicht typisch für diese Leute erstmal viel zu erzählen, dann was ganz anderes machen ohne zu überlegen ob sinnvoll, dann groß reformieren weil es angeblich nicht absehbar war, daß es nicht funktionieren konnte und wenn alle Stricke reißen, sich aus der Verantwortung stehlen und die bösen Kapitalisten holen, damit diese den Schaden richten ?
Kaum in der Opposition, bei der Behebung des Schadens Widerstand leisten und alte Feindbilder von Ausbeutung und sozialem Neid propagieren. Und alles zum Wohle des Volkes !!
Wasser predigen und selber Wein trinken ! Irgend wie erinnert mich das an unsere Rot-Grüne Regierung.

Mein zweiter Großvater sagte immer : die Kommunisten sind immer so lange stark, so lange es noch genug "Futter" von den "bösen Kapitalisten" gibt . Ist alles verplempert, ist alles verbraucht, sind sie nicht in der Lage was neues zu schaffen.
Wenn das Elend da ist, dann sind wieder die Kapitalisten gut genug und aus manchem Kommunisten wird über Nacht ein braver, recht schaffender Sozialist oder Sozialdemokrat, der schon immer wußte, daß es so kommen würde.

Willy Brandt ist heute posthum ein Held der sozialistischen Internationale und in die Weltgeschichte als der Vater der Ostverträge und Friedensapostel eingegangen. Warum?, weil die ganze Welt seine Schenkungspolitik selbstverständlich begrüßte. Es ist doch typisch menschlich auf Kosten anderer zu feiern und von einer großen Geste und Großzügigkeit zu sprechen, so lange man die Zeche nicht selbst begleichen muß.

Warum sollten die Russen, Polen, Briten oder Franzosen was dagegen haben können, wenn die Deutschen meinten ihr Land verschenken zu müssen ?
Regen Sie sich auf, wenn der Händler an der Ecke Waren zu Schnäppchen-Preisen anbietet bzw. fast verschenkt ? Nein ! Sie greifen zu !

Die Franzosen haben gerne jede sich nur bietende Gelegenheit genutzt um Deutschland zu schwächen, denn die Angst von einem starken Deutschland ist heute noch spürbar.

Bei einem Besuch des französischen Staatsoberhauptes General de Gaulle Ende der 60-iger in Polen , fuhr der General auch durch das Oberschlesische Industrierevier und rief den Massen zu : " es lebe ein polnisches Oberschlesien ". War die Versöhnung mit Deutschland nur eine Farce, Herr General ?

1990 wollte Francois Mitterrand retten was nicht mehr zu retten war, in dem er versuchte bei einer Blitzvisite in der DDR , die Übergangsregierung und Teile der Intelligenz von der Unabhängigkeit zu überzeugen und beschwörte die Ostdeutschen , die deutsche Vereinigung nicht zu vollziehen.

Wie die Briten reagieren, wenn man versucht ihnen ein Landstück zu entreißen,hat man am Beispiel der Falkland-Inseln gesehen. (Falklandkrieg gegen Argentinien)




Seite 4
Klar ! Mit vollem Bauch und mitten im Konsumrausch der späten Wirtschaftswunder-Jahre was es der einheimischen Bevölkerung und auch inzwischen manchen Vertriebenen eigentlich egal, ob diese Gebiete wieder deutsch werden. Hauptsache Frieden, Freude, Eierkuchen ! Uns den Daheimgebliebenen, den Deutschen in Schlesien war das verständlicherweise nicht egal !! Wir hatten schlechten Frieden mit den Polen, wenig Freude über das "Abgeschnittensein" vom deutschen Mutterlande und der Eierkuchen, wegen der kommunistischen Mangelwirtschaft, war sehr dürftig.

Es ging um unsere Haut ! Es ging um unsere Zukunft ! Es wuchs bereits die 2. und 3.Generation heran.
War ich ein Pole oder ein Deutscher ? In der Schule sagte man uns wir sind jetzt Polen.
In der Schule hörte ich von den bösen Deutschen und ihren Verbrechen ( In der Schulbank machte ich mich ganz klein). Zu Hause saß mein lieber Großvater. War er auch ein Mörder ?
Wie konnte mir und den anderen Schlesiern die ganze Sache egal sein ???

Nicht so ganz egal war dem westdeutschen Bundesbürger die schon berechtigte Frage nach dem Sinn der Existenz zweier deutscher Staaten und der internationalen Anerkennung der DDR. ( In die UNO in 1974 aufgenommen und anerkannt)

Das ging so lange gut bis dann eigentlich bereits in den 80-iger Jahren auch dieser Sachverhalt noch zwar ab und zu öffentlich angesprochen wurde, aber seitens ganz bestimmter politischer Kreise jedoch als ein Relikt des " Kalten Krieges " , und nicht mehr zeitgemäß, angeprangert wurde.

Wahnsinn!! Nach nur 25 Jahren war der Regierung der BRD (rechtlich gesehen der Nachfolger der Weimarer Rep. und des 3.Reichs,) eigentlich egal ob und wie, in welchen Grenzen,die Wiedervereinigung des ganzen, deutschen Landes zu Stande kommt und ob sie überhaupt zu Stande kommen soll.

Wie feige und ehrlos war die bundesdeutsche Regierung ? Sie handelte nicht unter Zwang wie die DDR-Regierung. Diese stahl sich aus der Verantwortung in dem bereits 1950 auf Befehl Stalins die SED die Oder-Neiße-Grenze und die VR Polen anerkennen mußte.

Viele sagten damals, daß Deutschland selber schuld an diesem Elend war. Stimmt !! Das bezweifelt niemand ! Aber das bedeutet nicht, daß ein Unrecht ein anderes rechtfertigt !
Ich kann doch Kompromisse schließen und trotzdem meinen Standpunkt und Überzeugung vertreten und an meinen berechtigten Forderungen festhalten. ( siehe Konrad Adenauer)

Nehmen Sie doch als Beispiel die Geschichte des polnischen Staates und des Freiheitskampfes des polnischen Volkes.

Über 150 Jahre existierte der polnische Staat nicht in Europa, weil durch die expansive Politik der damaligen Mächte ( Rußland, Österreich-Ungarn und Preußen) und auch durch hausgemachte polnische Krisen ( auch da waren die Eliten nicht fähig das Volk zu führen) Polen von der Landkarte Europas verschwand.

Die Polen sagten selber : hauptsächlich sind wir schuld daran, daß unsere Feinde uns besiegen und aufteilen konnten.

Trotzdem hat jeder Pole, auch über so einen langen Zeitraum, nie auf die Wiederherstellung eines polnischen Staates verzichtet. Im Gegenteil, er war stolz ein Pole zu sein und hörte nie auf, für die Unabhängigkeit Polens, mit allen Mitteln, zu kämpfen. Mit vielen blutigen Opfern und Entbehrungen, aber bis zum Erfolg, wie man weiß. Beachtenswert !

Die Polen machten dabei noch ein Super-Deal.

Die dünn, meistens mit Weißrussen, Ukrainern und Litauern besiedelten ostpolnischen Gebiete, mit geringer Wirtschaftskraft und ohne Infrastruktur, wurden gegen hochentwickelte deutsche Ostgebiete ausgetauscht.( 40 % des heutigen Polens waren bis 1945 deutsch ! )

Hätte bloß die deutsche Regierung beim polnischen Nachbar Staatsbürgerkunde-Unterricht genommen,, vielleicht wäre es dann nicht zu solch einer feigen und verräterischen Politik gekommen.

Es war inzwischen alles so egal, daß wie bereits angesprochen, nicht die Probleme der Menschen in der DDR und in ehemaligen Ostgebieten ein Thema waren, sondern die DDR-Staatsbürgerschaft auf der Tagesordnung stand.
Seite 5
Vielleicht hat Johannes Rau recht, wenn er als Politiker sagt, daß er nicht stolz ist Deutscher zu sein.

In Betrachtung der Leistungen damaliger und heutiger, deutscher Politiker kann man wahrlich nicht stolz sein. Man kann auch versuchen diese Ereignisse zu interpretieren je nach Parteibuch.
Ich behaupte aber, nicht wenige Teile der westdeutschen Bevölkerung und ganz bestimmte politische Gruppierungen im "Goldenen Westen" haben die Deutschen außerhalb der BRD im Stich gelassen.

Damals waren diese Gruppierungen noch in der Minderheit. Heute haben sie die Macht.

Und heute führen diese Kräfte wahnwitzige Debatten, ob sie die Not leidenden Menschen auf dem Balkan oder Afganistan, auch im Stich lassen sollen !!!

Damals wie heute ist der persönliche Wohlstand wichtiger als die Auseinandersetzung mit der jüngsten Geschichte und deren furchtbaren Folgen. "Hauptsache mir geht es gut " ist eine gefährliche und kurzsichtige Lebenseinstellung und wir erleben das täglich, wenn die Flüchtlinge der " Dritten Welt " an unsere Tür klopfen und um Einlaß ins Paradies bitten. Teilweise nicht mehr bitten, sie nehmen sich die Freiheit und kommen illegal.

Ich möchte nicht das ganze deutsche Volk, wie es die anderen tun, unter einer Kollektivschuld stellen, denn diese gibt es nicht.

Ich klage, aber die deutschen, demokratisch gewählten Eliten an, die statt dem Deutschen Volke zu dienen um jeden Schaden von ihm abzuwenden, auf der ganzen Linie versagt haben.

Nicht immer und nicht alle waren so. "Es geht ums Ganze" war mal der Spruch.

Ich kann mich noch gut an den ersten Besuch des Deutschen Bundestages im Oktober 1980 erinnern.

Der einzige Volksvertreter der spontan die Zeit und Lust hatte sich mit uns, den schlesischen Spätaussiedlern zu unterhalten war, ein älterer CDU-Abgeordneter. Von den anderen Parteien ließ sich keiner freiwillig blicken.

Die FDP, am längsten die CDU/CSU, haben sich für die Einheit Deutschlands in den Grenzen von 1937 ehrlich und aufrichtig eingesetzt. Später aber überließ man diese Problematik den neonazistischen Parteien mit katastrophalen Folgen für die Vertriebenen, die dann immer öfters als Nazis und "Ewiggestrige" beschimpft worden sind nur weil sie auf das ihnen angetane Unrecht hinweisen wollten.

Auch die Bundesbürger, die noch Verwandte und Bekannte im Osten und in der DDR hatten, sowie die Vertriebenenverbände waren gegen die Anerkennung der Oder-Neiße-Grenze oder der DDR-Staatsbürgerschaft.

Gott sei dank ! Denn als Hans-Dietrich Genscher, selbst ein Ossi und Außenminister der BRD, die Deutschen aus der Prager Botschaft im September 1989 rausholte, war das jahrelange Festhalten an der Nichtanerkennung der "DDR-Staatsbürgerschaft" durch die BRD, sondern das Beharren auf die einzige, gemeinsame "Deutsche Staatsbürgerschaft" , ein wichtiges Argument in den internationalen Verhandlungen mit der Honecker-Regierung. ( Die Sowjets waren mit von der Partie, Honny machte fast nur das was die Sowjets wollten oder erlaubten )

Aber nochmal zum Willy Brandt und den Schlesiern. Wie konnte Willy Brandt nur so handeln ? Wie konnte er nur so "blauäugig" sein, denn schließlich hat er die menschenverachtende Seite des Kommunismus an der Berliner Mauer miterlebt, oder... - nein - ich werde mich hüten hier über die Theorie eines sowjetischen Spions nachzudenken, es ist einfach zu albern! Schließlich hat die Affäre Gillaume gezeigt, daß die selben kommunistischen Machthaber die seine Gesprächspartner, schon fast gute Freunde waren, den Auftrag gaben, ihn auszuspionieren.

Na gut!Tatsache ist aber auch, was jetzt durch die Veröffentlichungen der Stasi-Akten bekannt wurde,daß das Mißtrauenvotum des Herrn Barzel (ein waschechter Ostpreuße) gegen Willy Brandt im Bundestag ist deswegen u.a. nicht gelungen, weil nachweislich 2 Abgeordnete von der Stasi geschmiert worden sind.
( In diesem Fall ist eine aktive Mitarbeit des Herrn Wiegand-SPD für die Stasi durch ein Gerichtsurteil bestätigt worden)
Auch ein Herr Kohl kämpft vehement gegen die weiteren Veröffentlichungen von Stasi-Akten. Warum nur? Aus Staatsräson ? Welche Rolle spielte Herbert Wehner in diesem ganzen Theater ? Spekulationen sind Tür und Tor geöffnet. Die Wahrheit erfahren vielleicht die nachkommenden Generationen. Seite 6
Als Gegenleistung für diese verfehlte Politik (das fiel dann den Kommunisten nicht schwer !), durften die restlichen deutschen Oberschlesier, viele bereits in Mischehen mit den Polen aus ehemaligen polnischen Ostgebieten in die BRD ausreisen. (Stalin hat die polnischen Ostgebiete (-heute weite Teile von Weißrussland,Litauen und Ukraine) übernommen, die polnische Bevölkerung wurde nach Ostdeutschland (- Ostpreußen,Pommern,Schlesien), zwangsweise umgesiedelt.)

Deutschland zahlte noch obendrauf ca. 2000 DM pro einen "Spätaussiedler" für diese Gegenleistung.
( auch wieder eine willkommene Deviseneinnahmequelle für die Volksrepublik Polen )
Das geschah dann bereits unter dem Bundeskanzler Helmut Schmidt.

1990 hat Helmut Kohl als Kanzler der Einheit, die Endgültigkeit der Oder-Neisse-Linie anerkannt.
( Es blieb ihm auch nichts anderes übrig, Änderungen waren nicht mehr möglich )

Dafür bekam Deutschland von den Ex-Verbündeten ( die " 2+4 "-Verträge ) die so genannte Deutsche Einheit, die tatsächlich eine Wiedervereinigung nur mit der Ex-DDR war.

Die ehemaligen ostdeutschen Gebiete sind für immer verloren gegangen.

Und das ist die große Schuld des Willy Brandt und der sozial-liberalen Koalition.( Genscher war dabei.)

"Es muß zusammen wachsen, was zusammen gehört" sagte Willy Brandt nach dem Fall der Mauer und auf den ersten Blick hört sich das gut an.

Nur gehören Ostpreußen, Pommern und Schlesien nicht dazu !! Warum ?
Das sagt der "große Sohn" der deutschen Sozialdemokratie natürlich nicht !

Seine verräterische Politik stimmte den von Kommunisten geschaffenen Veränderungen zu und festigte diese so, daß eine Revision dieses Status Quo nach 20 Jahren, unter der Berücksichtigung einer erforderlichen Zustimmung aller Beteiligten, nicht mehr möglich war.

Vor dieser Gefahr warnte damals 1970 die CDU/CSU -Opposition im Deutschen Bundestag, leider vergeblich.

Das Mißtrauensvotum gegen Willy Brandt und seine Politik schlugen fehl unter anderem auch durch den bereits erwähnten Stimmenkauf der Staatssicherheit der DDR.
( Der Abwickler, wie wir heute wissen, war der bereits angesprochene Herr Wiegand - sitzt heute wieder in Untersuchungshaft, jetzt geht es um Kölner SPD-Bestechungsskandal.
Der Leiter dieser erfolgreichen und meisterlich geführten Aktion der Stasi war der heute in allen Würden und Ehren, frei laufende Markus Wolf. )

Viele sagten damals, daß diese angebliche Gefahr so nicht zutreffen würde und die Vorbehalte der Opposition und der Vertriebenen-Verbände grundlos seien, denn die momentanen Grenzen wurden zwar anerkannt, jedoch der endgültige Grenzverlauf muß und kann nur erst in einem Friedensvertrag gerecht geregelt werden.

Welch eine perfide Lüge !! Man wußte doch nicht wann es zum einen Friedensvertrag kommen werde .

Man ging davon aus , das es sich um Jahre und Jahrzehnte handeln könnte und jeder klar denkende Mensch konnte doch erahnen, daß mit jedem, weiteren Jahr der Trennung vom Mutterlande, die Vertreibung bzw. der "Ausverkauf" der Deutschen (2000 DM) und die Polonisierung fortschreiten werden.

Eines Tages gibt es dann keine Deutschen mehr. Auf dem Papier sowieso nicht, denn die Polen haben allen Schlesiern ob gewollt oder nicht die polnische Staatsbürgerschaft verpasst und meldeten bereits schon Ende der 50-er und Anfang der 60-er Jahre, daß es keine Deutschen in den ehemaligen deutschen Ostgebieten mehr gibt.

Die kommunistische Propaganda behauptete:

- der Rest hätte sich assimiliert und diese "Wasserpolacken" und "Autochtonen" waren eigentlich schon immer Polen gewesen. Jetzt hätten sie sich endlich von ihrem Deutschtum gelöst und so verändert, das ein Zusammenwachsen mit BRD oder sogar DDR, nicht mehr möglich erscheint und auch sogar von dieser Bevölkerungsgruppe nicht gewollt ist.
Seite 7
"Wasserpolack" (also ein "Wasser-Pole") ist eine alte, noch aus der Kaiserzeit stammende, deutsche Schimpf-Bezeichnung der Bevölkerungsgruppen Oberschlesiens die neben dem "Amtsdeutsch" auch "Wasserpolnisch" ein nur in Oberschlesien gesprochener Dialekt bestehend aus polnischen,deutschen und tschechischen Wörtern, benutzten. ( Die Polen übernahmen diese Schimpf-Terminologie )

Dieser wird auch heute noch, mehr schlecht als recht von den Polen verstanden. Die weit verbreitete Zweisprachigkeit (Deutsch und Wasserpolnisch) bedeutete aber nicht, daß ein mehr wasserpolnisch als deutsch sprechender Oberschlesier automatisch ein Pole war. (Ähnlichen Sachverhalt kann man bei den Sorben in der Lausitz/Sachsen oder Luxemburgern und Elsässern beobachten)

Die Kommunisten haben sich das selbstverständlich sehr gewünscht. Es erscheint paradox und nahezu grotesk, daß das Wasserpolnisch bei der erzpolnischen Bevölkerung negative, deutsch-faschistische Assoziationen hervor rief und als ein Beweis für die urpolnischen, nach ca. 700 Jahren wieder gewonnen Gebiete, eigentlich nichts taugte. Die Polen reagierten mit Haß und teilweise mit Gewalt, wenn sie nur diese Sprache hörten. (Verfolgungen auch noch in 1979, während eines Schulausfluges in Warschau , wurden wir beschimpft und bedroht, und unser Bus, an einer Ampel bespuckt und mit Steinen beworfen )

Wie gesagt, die Opposition und die Vertrieben haben gewarnt, daß diese Politik unausweichlich zu folgenden sozialpolitischen Auswirkungen führen wird :

1) die politischen sowieso aber vor allem die ethnischen Wurzeln und Gemeinsamkeiten der besetzten Gebiete mit Deutschland, werden sich mit der Zeit so stark verändern, daß später eine Wiedervereinigung mit diesen deutschen Ostgebieten nicht mehr möglich sein wird.
2) die Polen, Tschechen oder Russen werden bei jeder nur noch sogar sehr vorsichtiger Erwähnung deutscher Ansprüche auf diese Gebiete selbstverständlich vom gefährlichen und revisionistischen, wiedererstarkten, deutschen Nationalismus sprechen und die deutschen Positionen vor der ganzen Welt als eine erneute deutsche Gefahr für den Frieden und Zusammenarbeit in Europa anprangern und bekämpfen.
3) Die Völkergemeinschaft und die Großmächte werden einer eventuellen, späteren Wiedervereinigung BRD mit der DDR nur zustimmen, wenn das zukünftige Deutschland auf die deutschen Ostgebiete verzichtet.

Und so kam es auch !! Scheibchenweise und schleichend hat die BRD auf alles verzichtet, allem Lug und Trug zugestimmt und sogar noch Geld drauf gezahlt. So was kann man in der Weltgeschichte als wirklich einmaligen Vorgang betrachten.

Und sogar heute noch im Jahre 2002 sind die Folgen dieser verfehlten Politik von Willy Brandt und Konsorten zu spüren. Als nur ein Beispiel in dieser Sache kann das Verhalten des tschechischen Parlamentes zu den Benesch-Dekreten angesehen werden !

Viele Bundesbürger und vor allem die jüngeren Jahrgänge, wundern sich über diese Haltung der tschechischen Regierung.

Die Erklärung ist logisch.

Die Tschechen möchten genauso von den Deutschen behandelt werden wie die Polen oder Russen.
Man kann doch nicht den Polen und Russen alles schenken und bei den Tschechen eine Ausnahme machen und verlangen das sie jetzt einlenken, verzichten und Zugeständnisse machen.

Man möchte nicht diese Problematik zum aktuellen Thema machen sonst könnten auf einmal Wahrheiten ans Tageslicht kommen die nicht nur im wiedervereinten Deutschland aber auch in Tschechien oder Polen zu Irritationen bei der eigenen Bevölkerung führen könnten.

Die Fehler wurden damals von Willy Brandt und Co. gemacht, als die Weichen der deutschen Ostpolitik unter einer missverstandenen Aussöhnung falsch gestellt wurden.

Heute will man es nicht wahr haben, daß der Zug längst abgefahren ist.

Die Tschechen pfeifen sogar auf die Androhung der EU ihr Land in die EU nicht aufzunehmen.

Sie wissen was den Polen und Russen gelang wird auch den Tschechen gelingen und die Deutschen werden dann später zähneknirschend auch diese "Kröte" schlucken. Wie so oft in den 57 Jahren nach Beendigung des 2.Weltkrieges. Seite 8
Deswegen dürfen wir uns nicht wundern, daß man uns so behandelt. Es ist in der großen Politik nicht viel anders wie im normalen, privaten Leben.
Wenn ich als Mensch es nicht schaffe mir Respekt zu verschaffen in dem ich meine Interessen vertrete und mich wehre, dann muß ich damit rechnen, daß ich immer wieder aufs Neue belästigt werde und meine Anliegen und Wünsche oder sogar Bitten nicht berücksichtigt werden ! Ich werde immer der Unterdrückte und ein Sklave meines Unvermögens, Angst und Feigheit bleiben. Auch in der Politik.
( Kuschen vorm Hitler bei der Konferenz von München 1938 hat den Krieg nicht verhindert, im Gegenteil)

Hätte Willy Brandt bloß mal `nen Western mit John Wayne gesehen oder einen Psychologen gefragt!
Ronald Reagen als Westernheld von unserer rot-grünen Pseudo-Intelligenz verspottet, wußte was zutun war, denn seine Politik führte nicht zum Krieg sondern zum Untergang des Kommunismus.
Er war der erste, der an der Berliner Mauer sagte : " Mr.Gorbatschow break down this wall ! "

Für die Linke in der BRD ist es halt eine Schande wenn man aus Liebe zur Heimat und der eigenen Familie, diesen zwar nicht perfekten jedoch demokratischen Staat und seine Menschen beschützen und verteidigen möchte. Sollen wir tatenlos zuschauen, wenn alles was uns lieb und teuer ist, ( Freiheit, Demokratie und Wohlstand) zerstört wird ? Nur eine wehrhafte Demokratie hat Bestand.

Nur als starker und erfolgreicher Partner werde ich überall in der Welt respektiert und anerkannt.

Ein starker Partner bin ich aber nur dann, wenn ich zwar kopromissbereit jedoch meine Interessen glaubhaft vertrete und im Ernstfall bereit bin, auch militärisch vorzugehen. Diese Bereitschaft der NATO hat uns vor einem 3.Weltkrieg bewahrt und nicht Angst, Feigheit und faule Ausreden.

Herr Zeman (tschechischer Regierungspolitiker ) fährt auch nach Polen und wirbt dort um Unterstützung für seine Politik, die er auch bekommt. Denn die Polen haben auch ein ähnliches Problem, das man nur ungern in der Weltöffentlichkeit besprechen möchte.

FAZIT: Man hat diese Thesen verbreitet um das schlechte Gewissen des Volkes zu beruhigen und letztendlich ist diese Selbstlüge und Täuschung gerne von vielen Deutschen angenommen worden.
Die deutschen Ostgebiete und das Schicksal dieser Menschen sind auf dem Altar des persönlichen Wohlstandes und Sicherheit sowie panischer Kriegsangst, geopfert worden.

Inzwischen sind junge Generationen von Polen, Russen, Tschechen und Deutschen nachgewachsen.
In der zusammenwachsenden, globalisierten Welt ist eine Grenzverschiebung mit ethnischen Veränderungen, ohne dabei neues Leid zu produzieren, nicht praktikabel und auch von der Mehrheit der Vertriebenen nicht gewollt. ( U.a. auch deswegen konnte Helmut Kohl auch nichts mehr machen ! )

Was aber gewollt ist, ist die ehrliche Auseinandersetzung und Aufarbeitung der Vertreibung der Deutschen jenseits der Oder-Neiße-Linie. Bis heute werden in Polen aber vor allem in Tschechien die Verbrechen an der deutschen Bevölkerung und die rechtswidrige Vertreibung negiert.

Die Äußerungen eines Herrn Zeman (die Sudetendeutschen waren die 5.Kollone Hitlers) zeugen von einer nicht ehrlich gemeinten Geschichtsbewältigung der Tschechen. (dito die einheitliche Billigung der Benes-Dekrete durch das ganze tschechische Parlament, auch wenn es mit dem EU-Recht kollidiert und die Tschechen Probleme beim Eintritt in die EU bewußt in Kauf nehmen.)

Die Wunden könnten schneller heilen und die Lösung könnte die europäische Vereinigung sein. Nur so könnten die Grenzen auch in den Herzen und Köpfen, überwunden werden.

Nur, wollen das die Polen und Tschechen auch ? Wollen Sie eine europäische Vereinigung? Wollen sie eine ehrliche Aufarbeitung der Geschichte oder erhoffen sie sich eigentlich nur wirtschaftliche Vorteile für ihre Länder ?

Wenn sie nicht mal bereit sind auf symbolische Zugeständnisse und Versöhnungsgesten einzugehen und nicht willig sind, sich der rechtstaatlichen Minimal-Anforderungen seitens der EU zu beugen ? Wie soll dann das wirtschaftspolitische Zusammenleben in der erweiterten EU funktionieren, ohne neue Konflikte zu provozieren und alte Vorurteile zu bedienen ?

Das Recht auf Heimat muß bleiben dürfen und das ist leider oft nicht der Fall. Die Versöhnung kann nur funktionieren, wenn nicht nur die Deutschen Ihre Schuld eingestehen sondern auch die Tschechen, Polen und Russen sich der wahrheitsgetreuen Aufarbeitung der Geschichte unvoreingenommen stellen.
Seite 9
Die polnische Bevölkerung staunt, wenn manch ein ehrlicher, polnischer Journalist ( es gibt leider viel zu wenige davon) die Geschichte Schlesiens und der Vertreibung, neutral, ohne Ressentiments und Geschichtsverfälschungen wiedergibt. Leider wird er dann von den eigenen Landsleuten als Handlanger der Deutschen und Nestbeschmutzer beschimpft.

Ich bin von der Haltung der polnischen Regierung und der Bevölkerung gegenüber den Deutschen, besonders gegenüber den Schlesiern tief enttäuscht. Selbstbewußtsein ist ok. Darf aber nicht in einem blinden Nationalismus enden.

Obwohl Deutschland, die Republik Polen uneingeschränkt für den Beitritt zu NATO und der EU unterstützte, die bestehenden Grenzen anerkannte, die x-te Entschädigungszahlung an die Opfer des NS-Regimes leistete (bereits in den 70-iger Jahren, in der Gierek-Ära, bekamen einige KZ-Häftlinge nagelneue VW-Käfer), sogar einen zusätzlichen Ausgleich für die nicht von Deutschland verursachten Kursschwankungen zahlte, den Polen in der Zeit der "Solidarnosc" eine erhebliche materielle und

politische Hilfe zukommen ließ, die Schlesier beim Besuch der alten Heimat fast keine Ansprüche
( es gab paar Ausnahmen ) auf die Rückgabe des von den Kommunisten eingezogenen Eigentums stellten, im Gegenteil viel Geld in die Infrastruktur (Hotels,Wohnhäuser und kleine Firmen) investierten -

- sprechen einige Teile der polnischen Medien und demokratisch gewählte Volksvertreter von einer Invasion der Deutschen, dem Ausverkauf polnischen Eigentums(?) und Interessen.( obwohl man als Ausländer in Polen keine Grundstücke oder Häuser kaufen kann, nur als Beteiligung oder über Strohmänner)

Im April 2002 behauptete ein polnischer Sejm-Abgeordneter Herr Gabriel Jankowski im privaten Satellitenfernsehen TVN , daß schon wieder die Deutschen an der polnischen Misere schuld sind.

Er behauptete, früher war es die deutsche Aggression und heute ist es die deutsche EU. Das Heil Polens liege im Handel mit der ganzen Welt und vor allem im Osten ( Rußland, usw.) und nicht mit der EU und die Polen können jetzt schon alles haben und brauchen eine EU nicht.

Viele der Polen sehen die Deutschen und den Beitritt Polens in die EU immer noch als eine Bedrohung an. Leider !

Das ist die eine Seite der Medaille.

Die andere : sie zählen schon das Geld, das sie von der EU bekommen sollen. Arbeiten bereits in ganz Europa und lassen billige Arbeitskräfte aus der Ukraine und Weißrußland in Polen für sich arbeiten. Exportieren ihre Waren in die EU fast ohne Einschränkungen als wären sie bereits Mitglied in der EU und dann immer noch unzufrieden ? Immer noch blöde Anmache, wenn man als deutscher Schlesier die alte Heimat besucht und ein paar Photos schießt ? (persönlich widerfahren)

So lange die Polen noch immer mehr haben wollen, jetzt nicht mehr nur noch von Deutschland sondern von der EU , ohne auch was dafür tun zu müssen, ohne eine Gegenleistung, so lange wird das nichts mit der europäischen Vereinigung. Denn die EU ist nicht Deutschland und solche Geschenke wie damals 1945 gibt es nicht noch mal.

Nicht Deutschland hat gegen eine, höhere, bzw. gerechtere Finanzumverteilung und Unterstützung der neuen Beitrittskandidaten gestimmt.

Es waren Spanien und Irland (ein klares "NEIN" durch einen Volksentscheid legitimiert), die jahrelang ihre Volkswirtschaften mit dem EU-Geld saniert haben, so daß es ein Vergnügen ist auf spanischen Landstraßen offen zu fahren. Dagegen die Straßen in Ost sowieso, aber auch inzwischen in Westdeutschland, immer mehr einer Mondlandschaft gleichen.

Von der ganzen Problematik wissen aber meine einheimischen Freunde so gut wie nichts oder noch schlimmer, wollen nichts wissen ! Wundern sich nur, das es Deutschland und ihnen wirtschaftlich immer schlechter geht. Schimpfen über die Regierung, die EU, die Spätaussiedler und sagen die CDU ist daran Schuld, daß es so viele Ausländer und Spätaussiedler gibt! Wahnsinn !!!

Und ? Was unternehmen sie dagegen ? - Nichts ? Doch, doch - sie gehen nicht mehr wählen !!
( Könnt` mich kaputtlachen, wenn das Thema nicht so ernst wäre.)
Seite 10
Zum Schluß dieses Kapitels noch ein paar Bemerkungen.

Ich hoffe, daß der objektive Betrachter meine Ausführungen versteht und sich nicht der Kritik eines billigen Populismus anschließt, die immer dann praktiziert wird, wenn den sogenannten demokratischen Meinungsmachern, die Gegen-Argumente ausgehen. Dann fangen die Verleumdungen und Beleidigungen an und ein Sachverhalt wird als absurd und "ad acta" gelegt.

Ich sehe positiv in die Zukunft, denn ich glaube es tut sich wieder was in Deutschland. Die Absicht die "doppelte Staatsbürgerschaft" einzuführen hatte die bundesrepublikanische Gesellschaft wach gerüttelt.

Der Widerstand gegen die " falschen Propheten " seitens der breiten Schichten der Bevölkerung wächst, obwohl mehr aus dem "Bauch" als aus dem "Kopfe" heraus.


Viele können nicht rational entscheiden, weil ihnen das Hintergrundwissen fehlt oder einfach überfordert sind die komplexen sozialpolitischen, wirtschaftlichen und geschichtlichen Hintergründe zu verdauen und die daraus gewonnen Erkenntnisse sinnvoll einzusetzten.

Darauf setzt die Bürokratie. Auf die Unwissenheit und Trägheit der Bevölkerung. Teilweise schafft sie es auch das Volk für dumm zu verkaufen.

Man schaue sich nur die tendenziöse Berichterstattung in den deutschen Medien an (der WDR ist am schlimmsten).Gut das man heute ausländische Sender empfangen kann, denn dann merkt man schnell wie und was so alles die deutschen ,angeblich freien, unabhängigen und überparteilichen Medien, nicht berichten.

Aber eines schafft die Bürokratie nicht - die Gefühle der Menschen auf Dauer zu manipulieren und für ihre Zwecke zu mißbrauchen.
Das schafften die roten und braunen Diktaturen nicht, und unseren dekadenten Oberschicht wird es auch nicht gelingen.

Die Volksseele ist unbestechlich und " die Gedanken sind frei ". Und irgend wann kommt die Wahrheit doch raus.

Ehrliche, freie und optimistische Menschen egal wo auf der Welt, vertrauend auf Gott und die Zukunft, werden die Herausforderungen des 21.Jahrhunderts meistern. Sollte das nicht klappen blüht der Menschheit das Schicksal der Dinosaurier.

Abschließend möchte ich noch erwähnen, daß die Zeilen hier ein Versuch sind, allen deutschen Schlesiern ( vielleicht auch nicht nur Schlesiern) Mut und Zuversicht zu geben und den hier in der BRD aufgewachsenen Kindern dieser Schlesier, einen Bericht der geschichtlichen Ereignisse und Folgen aus der persönlichen Sicht eines Betroffenen zu vermitteln.

Ich möchte nicht, daß meinen Kindern falsche oder verdrehte Wahrheiten eingehämmert werden und diese nicht wissend wieso und warum, sich vielleicht der eigenen Herkunft und der, der Eltern schämen müssten. (Wie in der DDR - Schlesier mit dem Geburtsort "Grünberg" hatten im Ausweis "Zielona Gora/Polen" stehen und durften nicht erwähnen, daß sie Vertriebene waren)

Wir Schlesier sind stolz Deutsche in den deutschen Ostgebieten unter polnischer Verwaltung und nach 1970, (dank Willy Brandt, leider), in Polen gewesen zu sein und sind auch stolz deutsche Schlesier in Deutschland zu sein.
Keiner will eine Revision der Grenzen. Was wir wollen ist die Wahrheit über die Geschichte Schlesiens auch seitens der Polen, Wahrheit über den Verlust der Heimat und die Vertreibung, Wahrheit über die Anerkennung der Oder-Neiße-Grenze zu Polen, Wahrheit über die Spätaussiedlung der restlichen Deutschen. Wir fordern Freizügigkeit, Freiheit und Recht auf Heimat in unserer Heimat.

Und wenn schon die ehemaligen ostdeutschen Gebiete für Frieden und Versöhnung geopfert wurden, dann soll die ganze Welt das anerkennen und die Jugend in Polen und in Deutschland in der Schule diese geschichtliche Wahrheit als Mahnung für die Zukunft begreifen und nicht die kommunistischen Lügen als Dogma lernen.


Seite 11
Wie die Deutschen auf Grund der Schuld und Verbrechen des 2.Weltkrieges bereit waren um des Friedenswillen mit Tabus zu brechen, so könnten heute andere Völker sich am Beispiel Deutschlands orientieren. Manche Probleme des 21.Jahrhunderts könnten so gelöst werden.(z.B. Israel und die Palästinenser)

Eines Tages wird sich die Bitterkeit und Trauer der Schlesier, wenn nicht durch wahrhaftige Aufarbeitung der Geschichte, dann auf jeden Fall physisch (Tod) auflösen, in dem die Generationen der echten deutschen Schlesier aussterben und die Kinder keinen Bezug mehr zu Schlesien haben werden.

Aber so lange wir leben, werden wir es nie akzeptieren , daß man uns und andere Vertriebene oder Aussiedler als Hitlers 5.Kolonne oder als "Polacken" beschimpft. Wir haben zu viel gelitten, auf Hab und Gut verzichtet und unter gefährlichen und abenteuerlichen Ereignissen unsere Heimat verlassen müssen. Wie von den Eltern abgeschobene und verlorene Kinder ( wie Hänsel und Gretel) haben wir an die Tür des Vaterlandes geklopft. Nicht immer war der Empfang herzlich und verständnisvoll .Kann ich verstehen.

Es gab leider auch Aussiedler die ihrer Gesinnung nach mehr polnisch als deutsch waren. Nach 1945 aus Todesangst oder aus Opportunismus ihr Deutschtum verneinten und praktisch Polen wurden.
(Kann ich noch verstehen , ist menschlich. Der Überlebenswille ist stärker als jede Moral)
Erst durch den wirtschaftlichen Niedergang sich wieder ihrer deutschen Wurzeln erinnerten und in die BRD als Wirtschaftsflüchtlinge und nicht als heimkehrende Deutsche übersiedelten. Kann man vielleicht auch noch entschuldigen, die fehlende Intergrationsbereitschaft aber nicht. Diese führt zu Irritationen bei der einheimischen Bevölkerung und der Vertriebenen der "ersten Stunde".

Auf einmal sind sie wieder große Polen ( z.B.: der Box-Champion Darius Michalczewski, nachdem er jahrelang für Deutschland kämpfte, steigt er nun wieder für Polen in den Ring ).

Ich habe von diesen Menschen noch nie ein Wort des Dankes an Deutschland gehört.

Worte des Dankes für die Aufnahme hier, für die prompt gezahlte Arbeitslosen- oder Sozialhilfe und Eingliederungshilfen am Anfang des Aufenthaltes in der BRD, auch für den Sprachkurs "Deutsch für Spätaussiedler", für die Möglichkeit persönlicher Entfaltung und Meinungsfreiheit, für sichere Existenz und Wohlstand und auch für die Rente, obwohl manche wenig oder garnichts in die deutsche Rentenkasse eingezahlt haben.

Mit Menschen, die sich an diese Leistungen des deutschen Volkes nicht mehr erinnern können oder wollen und ihr Deutschtum wieder verneinen, möchte ich nichts zu tun haben und jeder Vergleich mit ihnen ist eine Beleidigung.


Ich danke aber all den Menschen, die gewußt haben wer wir sind und warum wir hier sind und die uns beim Aufbau einer neuen Existenz geholfen haben.

Daher gerade jetzt wo Europa zusammenwächst, sind wir, (die echten Ostdeutschen) ein Katalysator zwischen den Völkern und leisten Trotz Vorurteile und Widerstände uns gegenüber, seitens der Polen aber auch seitens der Deutschen, einen wichtigen und wertvollen Beitrag bei diesem Aufbau.


Richard Schütteler

im April 2002








Alle Rechte beim Verfasser, Veränderungen und Vervielfältigung strengstens verboten.


Seite 12
Ergänzung aus aktuellem Anlass (sarkastisch)

Als ich mit meiner Ahnenforschung am 15.04.02 fertig wurde, konnte ich nicht ahnen das meine Befürchtigungen und Behauptungen gerade im Bezug auf unsere Jugend sich so schnell bestätigen werden.

Die Ereignisse von Erfurt waren, ich zitiere mich jetzt selbst: "ein lauter Knall und Rums".(Kapitel1-Seite2)
Und ?? Haben die verantwortlichen Politiker, aber auch Eltern die richtigen Lehren daraus gezogen ?
Sind Sie wachgerüttelt worden ? Ich glaube nicht. Unsere Kinder sind das Ergebnis unserer dekadenten Gesellschaft. Die Lehrer werden weiterhin machtlos gemacht, die Computerspiele und Schützenvereine sind schuld und die beklopten, faulen und fast kriminellen Jugendlichen bekommen die Abschlußzeugnisse geschenkt oder einen JVA-Erholungsurlaub auf Mallorca.

Das Geld fehlt und wird für faule Deutsche, abgelehnte Asylanten, kriminelle Ausländer sowie für die Resozialisierung der Sexualstraftäter sinnvoll eingesetzt. Denn das sind doch die Leistungs -und Hoffnungsträger unserer Demokratie - aber nicht doch unsere Kinder !

Es sei denn sie sind schon sozialistisch-ökologisch und ideologisch so gut geimpft, daß sie alleine mit 14 Jahren bis 24.00 Uhr in der Disco rumhängen können. Dann mit 16 und mit Drogen vollgepumpt, sollten sie selbstverständlich in der Lage sein, unsere moderne rot-grüne Regierung zu wählen. Mehr kann man doch der gestressten Jugend nicht zumuten.

Für eine neue Cafeteria in der Schule meiner Tochter ist das Geld nicht da und überhaupt sollen doch die Eltern das Geld geben. Uns kann man das zumuten.

Stop !! Stimmt nicht ! Es ist noch Geld für Kinder da. Sie müssen aber auf jeden Fall türkischer Herkunft sein, mindestens 60 nachweisliche Straftaten begangen haben und Mehmet heißen.

Dann bekommen sie mit 18 Jahren Aufenthaltsgenehmigung oder doppelte Staatsbürgerschaft, auf jeden Fall die Sozialhilfe und die Zuneigung und Liebe der Medien. Vielleicht sollte unsere rot-grüne Regierung mit diesem Leistungspaket in der ganzen Welt um neue Bürger werben ? Wäre das auch nicht eine super Vorlage für das neue Einwanderungsgesetz?

Keine Liebe und Zuneigung bekam Herr Jürgen Möllemann.

Wir können uns glücklich schätzen,das er noch lebt und das wir noch nicht holländische Verhältnisse hier haben. Aber vielleicht eines Tages doch ? Nein , das glaube ich nicht.

Das auserwählte Volk macht das schon. Die haben alles im Griff. Nicht nur in Palästina, auch bei uns.
Die Haßkampagne gegen den Schriftsteller Martin Walser geht bereits in die zweite Runde und bereitet auch den Freunden Israels einige Sorgen.

Keine Sorgen braucht sich unser Knaller des Jahrzehnts, Rudolf Scharping zu machen.

Viele wissen nicht mehr, daß er doch 1994 Bundeskanzler werden sollte. Oskar Lafontaine und Schröder waren nur seine Assistenten ! So ein guter und kompetenter Politiker und Mensch mußte jetzt seinen Hut nehmen.

Bedauernswert, denn diese Kannalie hatte doch in der sozialdemokratischsten Partei Deutschlands so eine tolle Karriere hinter sich. Merkte er denn nicht wo er war, oder merkten die nicht was er war ? oder beides?
Nur fliegen ist schöner , am besten mit den Bonusmeilen der Lufthansa.

Das hat auch unser Vorzeigekommunist Gysi gemerkt. Ohne den Klassenfeind als Angriffsziel selber regieren also Entscheidungen treffen und Verantwortung übernehmen, das geht doch nicht. Vor allem, wenn keiner mehr da ist, den man um Rat fragen könnte.

Lenin, Stalin, Breschnew und Honni sind schon längst tot. Eine Revolution hat momentan keine Chance auf Erfolg, weil die Berliner autonome Szene nur zum 1.Mai Randale macht. Also lieber "verpi....en", den Scherbenhaufen den bösen Kapitalisten zum Aufräumen überlassen und dann erst kommen und den Mund aufreißen, wenn "die Karre" wieder läuft. (siehe Kapitel 1-Seite 4)
Tja, nur fliegen ist schöner... Seite 13 2.August 2002


Schlesier
- Tuesday, March 04, 2003 at 06:39:03 (CST)


Jeztech Slonzok mieszkom 21 lot w Niemcach na slonsku byli my "Germany" a Niemcach som my "Auslyndry" to co w koncu som my? Czasym czy sie wtydzic ze my ze slonka som my "bo takie som masze rodoki".
Jan Masny <[email protected]>
Bad Hersfeld, Hessen Germany - Monday, March 03, 2003 at 14:18:38 (CST)


Jeztech Slonzok mieszkom 21 lot w Niemcach na slonsku byli my "Germany" a Niemcach som my "Auslyndry" to co w koncu som my? Czasym czy sie wtydzic ze my ze slonka som my bo takie som masze rodoki.
Jan Masny <[email protected]>
Bad Hersfeld, Hessen Germany - Monday, March 03, 2003 at 14:18:00 (CST)


Jeztech Slonzok mieszkom 21 lot w Niemcach na slonsku byli my "Germany" a Niemcach som my "Auslendry" to co w koncu som my?
Jan Masny <[email protected]>
Bad Hersfeld, Hessen Germany - Monday, March 03, 2003 at 14:16:08 (CST)


Jeztech Slonzok mieszkom 21 lot w Niemcach
Jan Masny <[email protected]>
Bad Hersfeld, Hessen Germany - Monday, March 03, 2003 at 14:11:57 (CST)


jozek,
przeczytalem ten tekst dwa razy, mam do Ciebie te pytania:

- czy ktos na Slonsku zabrania uzywania jezyka slonskiego, kultywowania tradycji slonskiej, zrzeszania sie w organizacje slonskie?
- czy ktos na Slosku manipuluje wybory samorzadowe, tak ze Slonsk nie moze byc rzadzony przez Slonzakow albo ich wybrane partie polityczne i organizacje?
- jezeli sa szkoly i placowki kulturalne dla mniejszosci niemieckiej, dlaczego Slonzacy nie walcza o to samo?
- czy uwazasz, ze wsrod Slonzakow brak jest ludzi wyksztalconych, ktorzy mogliby godnie reprezentowac interesy Slonska?
- czy popierasz Ruch Autonomii Slonska, ktory dazy do oderwania Slonska od Polski i utworzenie samodzielnego Panstwa Slonskiego z Prezydentem i Rzadem Slonzakow i wtedy napewno z tego bedziesz zadowolony?

Ja jestem Polakiem, ale wiele lat pracowalem na Slonsku na kierowniczych stanowiskach i nigdy nie przypominam sobie tematow o dlawieniu slonskosci, czy ponizaniu tej narodowosci i ten temat jest mi zupelnie obcy, wrecz przeciwnie Slonzak, to byl zawsze bardzo dobry i solidny pracownik, jego mentalnosc do poszanowania kultury i tradycji byla wzorem do nasladowania dla naplywowej czesci pracownikow.

mieczyslaw
- Sunday, February 23, 2003 at 11:09:44 (CST)


Mój Slask, moja Polska, mój swiat,-Jestem Slazakiem. To dla mnie tak oczywiste, jak to, ze bije we mnie serce i ze oddycham. Slaskosc mnie boli. Ten ból, czasem bardziej realny od bólu fizycznego, jest dla mnie dowodem na to, ze to cos istnieje.Przez wiele lat moja tozsamosc nie stanowila dla mnie problemu. Wychowalem sie na Slasku wiejskim, w otoczeniu, w którym moi pobratymcy stanowili ogromna wiekszosc. Slaskosc przez wiele lat byla dla mnie jedynym swiatem, jaki znalem. Nie zmienila tego nawet szkola. Dopóki chodzilem do szkoly w mojej miejscowosci, do kolegów sie godalo, do „pani” sie mówilo, ale tylko na lekcji, bo poza lekcja czasami nawet z „pania” mozna sobie bylo pogodac. Polska byla w telewizji, w szkole, w ksiazkach, byla czyms dalekim i egzotycznym. Slaskosc byla czyms tak naturalnym, jak powietrze, którym sie oddycha bezwiednie i którego sie nawet nie zauwaza, albo jak chleb, po który zawsze mozna bylo siegnac. Slask byl w naszej pracy na polu u dziadków, w opowiadaniach o staroszkach, którzy na gospodarce przezyli sto lat, w ómie, która opiekowala sie nami w zastepstwie rodziców, w parze golebi, która dziadek przeznaczal na obiad dla wnuków. Slask byl tez w zdziwieniu dziadka, który chcial sobie „wyrobic emeryture” pracujac w PeGeeRze i nie mógl sie nadziwic dialektycznemu cudowi komunizmu - „jak to sie dzieje, ze oni chodza pijani, tyle dobra marnuja, a ciagle maja pieniadze i prosperuja”. Tylko czasami glosy doroslych zamienialy sie w szept, gdy ujkowie wieczorami rozprawiali o sluzbie w trzech armiach, wspominali o tym, jak bylo za Niymca, a jak za staryj Polski.Czasami ta egzotyczna polskosc objawiala sie, jako cos wrogiego naszej slaskosci, np. w postaci naslanych z Czestochowy na urzedy „Poloków”, albo nawiedzonych nauczycieli polonizatorów. Ale to byly raczej problemy doroslych, zaslyszane w podsluchanych mimowolnie rozmowach. Zreszta byla jeszcze jedna bardzo istotna okolicznosc. O to wszystko mozna bylo obwinic komune. Gdy zaczynalem dorastac wybuchla w Polsce „Solidarnosc”. To sprawialo, ze slaskosc z polskoscia latwo bylo mi pogodzic. Moje pierwsze brutalne odczucie polskosci nastapilo, gdy po ukonczeniu szkoly podstawowej poszedlem do ogólniaka w miescie. Nie przyszlo mi do glowy, zeby moja etnicznosc przed kimkolwiek ukrywac. I spotkalo mnie odrzucenie. Moja slaskosc i wiejskosc zostaly wydrwione. Pierwsze lata nauki w ogólniaku zapamietalem jako doswiadczenie upokorzenia. Najbolesniejsze bylo to doznane ze strony rówiesników. I tu sie zacialem. Nie wiem dlaczego, ale uparlem sie, ze nie bede sie ani mojej mowy, ani mojego wiejskiego pochodzenia wstydzil. Mysle, ze odczuwalem jakies poczucie osobistej godnosci, które nie pozwolilo mi wyprzec sie siebie. Kosztowalo mnie to wiele bólu, ale przetrwalem. Bylem od nich zdolniejszy, pracowitszy, twardszy. Mimo tego mocnego negatywnego doswiadczenia nie nastapil we mnie jakis radykalny konflikt miedzy polskoscia i slaskoscia. Znowu o wszystko obwinialem komune. Przeciwko komunie bylismy wszyscy, bez róznicy polskojezyczni i slaskojezyczni. Bylismy po jednej stronie barykady, po drugiej byli tzw. „oni”. Bohaterstwo, poswiecenie, zaangazowanie dla Sprawy, to wszystko pociagalo, imponowalo. Wiekszosc moich ówczesnych znajomych przewinela sie przez oaze. Na pielgrzymkach spiewalismy „Piesn konfederatów barskich”, nocami sluchalismy „Wolnej Europy” i z wypiekami na twarzy szeptalismy sobie plotki o tym, gdzie ukrywa sie Zbyszek Bujak. Polske idealizowalismy. Latwo bylo to zrobic, bo tej wolnej Polski nie bylo. Wydawalo sie nam, ze jak tylko sowieci sie wyniosa, bedzie u nas raj na ziemi. Pamietam, ze kiedys na lekcjach polskiego przerabialismy publicystyke Edmunda Osmanczyka, który z pozycji polskiego patrioty, a jednak dosc krytycznie, wypowiadal sie o Polakach, porównujac ich z Niemcami, którzy wlasnie przegrali wojne. Wpisywalo sie to dosc dobrze w propagande schylkowego okresu komuny, propagande szukajaca przyczyn upadku panstwa w „wadach narodowych”. Pamietam, ze wtedy jako jedyny odwazylem sie zaprotestowac i zawziecie polemizowalem z polonistka. Bylem jak Gabriel Basista, w filmie „Sól ziemi czarnej” ogladajacy Polske z daleka, przez lunete, jak marzenie, jak ludowa basn. Jedyna Polska, jaka wtedy znalem, to kilka wsi z moich okolic plus patriotyczno-heroiczna mitologia. I ta wolna Polska do nas przyszla, zostala nam podarowana za darmo, jak manna z nieba zrzucona Zydom na pustyni. Ta wolna Polska do nas przyszla i rozczarowala. Rozczarowala mnie tak samo, jak pokolenie Gabrielów Basistów, do którego nalezal mój pradziadek powstaniec. I okazalo sie, ze z tych naszych wszystkich idealów nic nie zostalo. Nagle Polacy zaczeli sie modlic do sukcesu, idac do niego po trupach sasiadów, zamiast prostoty wybrali zycie lekkie, latwe, przyjemne i glupie, a poswiecenie i solidarnosc zamienili na zasade „smierc frajerom”. I nie potrafilem wpasowac mojej slaskosci w swiat dobrze umotywowanych i „wartosci swej w pelni swiadomych” nosicieli telefonów komórkowych, cwanych polityków i pograzonego w marazmie proletariatu, którego aktywnosc zyciowa ogranicza sie do drobnych oszustw, walenia piescia w stól i krzyku „a mnie sie nalezy, a mysmy sobie wywalczyli”. I pomyslalo mi sie, czy czasem Osmanczyk nie mial racji. I moja polskosc topniala z kazdym nowym zwyciestwem postkomuny, z kazda nowa afera narodowo-katolickiej „prawicy”, by niedawno ostatecznie lec w gruzach. I zaczalem czuc te róznice. Nie wiem, czy jestem Polakiem. Wiem na pewno, ze nie jestem Polakiem standardowym, nie jestem takim Polakiem, jak inni. Górny Slask, przynajmniej ten, który znam i pamietam, jest inny. Moje rozczarowanie nie wiaze sie tylko z inwazja Mac-swiata. Wierzylem gleboko w to, ze wolna Polska wezmie moja slaska etnicznosc w obrone. Przeciez przed wojna Slask mial szeroka autonomie. Nic takiego sie nie stalo, a pod pewnymi wzgledami jest gorzej, niz za komuny. Pamietam, ze w czasach komunistycznych Slask budzil pewien respekt. Przedstawiano Slazaków jako ludzi ciezkiej pracy, prostych, ale twardych i godnych szacunku. To wszystko zmienilo sie po roku 1990. Nastala wprawdzie pewna moda na slaskosc, ale slaskosc ta odarto calkowicie z jej ducha, sprowadzajac ja do swoistego slaskiego zoo, w którym mozna sobie poogladac rózne okazy prymitywnego folkloru. (I jest calkiem mozliwe, ze tylko takie zoo nam pozostanie, bo to prawdziwe zoo ponoc bankrutuje). Dzisiaj Slask postrzegany jest jako zatruta czarna dziura zasiedlona jakimis zdegenerowanymi pólglówkami. Tak samo, jak przed laty, upokorzenie jest czestym doswiadczeniem mówiacego po slasku i przyznajacego sie do swojej etnicznosci. Mysle, ze Polacy nigdy Slaska nie zaakceptowali takim, jaki on jest, nie uznali go za czesc swojej polskosci. Polacy zawsze traktowali Slask jako teren, który dopiero ma sie na ich polskosc nawrócic. Polacy nigdy nie uznali za swoja naszej mowy. Gdyby bylo inaczej, nauczyciele polonisci nie byliby trenowani, jak unikac slaskiego akcentu („ ... musisz mówic tak, zeby nikt nie poznal, ze jestes ze Slaska”) i jak oduczac dzieci mówienia po slasku. Gdyby bylo inaczej, p. redaktor Smolorz nie musialby sie skarzyc, ze urzednicy w katowickim magistracie notorycznie przekrecaja jego nazwisko zamieniajac jego slaskie brzmienie na mniej drazniace dla polskiego ucha „Smolarz”. Polacy nigdy nie uznali za swoja historii naszej ziemi. W szkolnych podrecznikach do nauki historii znajdziemy wiecej informacji o rewolucji francuskiej i ekspansji kolonialnej Anglii niz o dziejach Slaska, które przez szesc wieków toczyly sie calkiem odmiennie od dziejów panstwa polskiego. Dlatego po dwunastu latach demokracji slaskie miasta nadal zaludnione sa ludzmi wykorzenionymi, w ogóle nie znajacymi czesto bogatej przeszlosci swych miejscowosci, ich zabytków i pomników kultury. Jesli naród przyrównalibysmy do rodziny, to jego spisane dzieje moglibysmy przyrównac do rodzinnego albumu ze zdjeciami, w którym dokumentuje sie najwazniejsze wydarzenia z zycia bliskich osób. W tym albumie, którym jest spisana historia Polski, nie ma zdjec ze Slaska. Wniosek cisnie sie na usta sam. Ludzie, którzy ten album ukladali nie uznali nas za swoich bliskich, za czlonków swojej narodowej rodziny. Polska przejmujac pod swoje zwierzchnictwo nowe ziemie na Zachodzie powinna byla sie poszerzyc nie tylko w sensie terytorialnym, ale takze duchowym. Pojecie polskosci powinno zostac rozszerzone o Slask taki, jakim on byl. Stalo sie jednak inaczej. Polska potraktowala Slask jako swego rodzaju „lebensraum” do zasiedlenia przez nowych standardowych Polaków. Chcemy ziemi, chcemy fabryk, chcemy domów, ale nie chcemy historii, kultury i jezyka mieszkanców tego terenu. Pod tym wzgledem dzisiejsza Polska nie rózni sie od Niemiec Bismarcka. Mój pradziadek przystapil do powstania nie po to, zeby Slask stal sie jeszcze jednym Mazowszem albo jeszcze jedna Malopolska. Ryzykowal zycie po to, zeby Slask mógl pozostac Slaskiem i zeby nasza swojskosc przetrwala. Jak mu sie wtedy wydawalo, dobrym sposobem na to bylo zwiazanie sie z Polska. Na poczatku bylem pelny zapalu. Dalem tej wolnej Polsce duzy kredyt zaufania. Czekalem, bo przeciez wszystkiego nie uda sie naprawic od razu. Czekalem dwanascie lat - okres wystarczajaco dlugi, zeby przynajmniej cos zaczac i w ten sposób wyrazic swoje intencje. Teraz moja wiara we wparcie ze strony Polski sie wyczerpala. Wiem, ze jesli sami sie nie upomnimy o swoje, zginiemy. Moja slaska etnicznosc jest dla dzisiejszej Polski klopotliwa historyczna zaszloscia, jakims „brakujacym ogniwem” ewolucji prowadzacej do pelnego „powrotu na lono narodu”. Wolna Polska ignoruje ta etnicznosc przy podziale administracyjnym, przy ukladaniu programów szkolnych. Slazaków wprawdzie nie wysiedla sie juz i nie zsyla na Ural, ale nie pozwala sie trwac naszej tozsamosci. Wolna Polska dazy do calkowitego zasymilowania mnie i moich pobratymców. Zasymilowania, czyli ujednolicenia w ramach ustandaryzowanej polskosci. Zasymilowania, czyli wydarcia slaskosci z serca mojego i moich ziomków. Proces ten nazywa sie eufemistycznie „integracja”. Nie jestesmy podmiotem wolnego polskiego panstwa, jestesmy w tym panstwie w dalszym ciagu przedmiotem. Podmiot to ktos, kto wspóldecyduje i ktos dla kogo to panstwo istnieje. Przedmiot to cos, z czym cos sie robi bez pytania go o zdanie. Najbardziej boli, gdy przykrosc spotyka nas ze strony bliskich. Mnie najbardziej boli, ze mojej slaskosci w wiekszosci nie akceptuja Polacy przyznajacy sie do wiary w Boga i wyznajacy poglady prawicowe. Moja slaskosc w duzej czesci nie jest akceptowana w polskim Kosciele. Z grubsza rzecz biorac polskosc mozna rozumiec na dwa sposoby. Mozna ja rozumiec w sposób szeroki i otwarty, tak jak to bylo w Rzeczypospolitej z czasów jej swietnosci. W tej Rzeczy-pospolitej miescil sie niemieckojezyczny Prusak Mikolaj Kopernik, ruska szlachta, zydowskie mieszczanstwo oraz wiele innych nacji i etnicznosci. W takiej Rzeczypospolitej doskonale zmiescilby sie mój Slask. Istnieje tez bardzo zawezone pojecie polskosci, które pojawilo sie po rozbiorach, a utrwalilo w wieku dwudziestym. Pojecie to kaze rozumiec polskosc jako jednakowosc, a w róznorodnosci etnicznej upatruje zagrozenie. „Racja stanu” uzasadnia wiec rozmywanie i niszczenie etnicznosci. W tak rozumianej polskosci nie ma dla mnie miejsca. W tym rozumieniu Polakiem nie jestem i nigdy nie bylem, poniewaz moja mowa, moja tradycja, moja swiadomosc nie przystawaly i nie przystaja do standardu. Niestety wolna Polska, na która czekalem, a szczególnie ta Polska prawicowa, prawdopodobnie ze strachu przed nowym, coraz wyrazniej przechyla sie ku temu zamknietemu i waskiemu rozumieniu narodowosci. Moja slaskosc jest wiec postrzegana jako niebezpieczna, a mój upór staje sie grzechem przeciwko narodowi. Patriotycznym i chrzescijanskim obowiazkiem Slazaka jest poddanie sie asymilacji. I widze, jak dzien po dniu ta moja swojskosc-slaskosc topnieje z jednej strony pod naporem Mac-swiata w polskim opakowaniu, a z drugiej pod wplywem prawicowych, narodowych fobii. Jaki wiec sens ma dla mnie bycie Polakiem? Jaki sens ma dla mnie naród, który mnie nie akceptuje. Po co mi ojczyzna bez jezyka, tradycji i dziejów moich ojców. Jesli organizujemy sie razem w jedno panstwo, to nie po to, zeby jedni narzucali cos drugim, ale po to, zeby nawzajem i razem chronic rzeczy, które sa dla nas drogie. Polskosc moglaby miec dla mnie sens, ale tylko wtedy, gdyby wspierala moja slaskosc i pomagala mi stawac sie w niej doskonalszym czlowiekiem. A to juz brzmi prawie jak zasada pomocniczosci, znana z katolickiej nauki spolekiej nauki spole wieksze sa moralnie godziwe, jesli nie zastepuja wspólnot mniejszych, ale wspieraja je w tych zadaniach, których mniejsze wspólnoty nie sa w stanie wypelnic. Tymczasem póki co polskosc wdziera sie w moje zycie i zamiast moja pierwotna slaskosc wspierac, brutalnie zada jej amputacji. Amputacja taka choc bolesna, jest mozliwa. Tylko po co na miejsce amputowanej slaskosci przyszywac ustandaryzowana polskosc. Tylko, czy po takiej amputacji mozliwa jest jeszcze jakakolwiek tozsamosc narodowa albo etniczna. Dla mnie tozsamosc nie moze byc czyms czysto utylitarnym („tam ojczyzna, gdzie lepiej”). Podstawa tozsamosci musi byc pewien zwiazek emocjonalny z jakas zbiorowoscia i jej kultura. Jesli mój zwiazek emocjonalny ze slaskoscia zostalby przeciety, jakakolwiek tozsamosc przyszyta na jego miejsce bylaby czyms sztucznym i bardzo plytkim. Tak pojeta polskosc bylaby rzeczywiscie tylko pewnym „interfejsem”, który umozliwia mi funkcjonowanie w otoczeniu Polaków i kontakt ze swiatem. Tak pojeta polskosc bylaby przy tym czyms zupelnie przypadkowym, gdyz wynikalaby tylko z tego, ze urodzilem sie akurat tu i akurat w tym, a nie innym czasie. Gdyby moi przodkowie zdecydowali sie zgermanizowac, bylbym Niemcem. Gdyby Prusy nie zabraly Slaska Austrii dwa i pól wieku temu, prawdopodobnie najbardziej naturalny bylby dla mnie „interfejs” czeski. Tylko jesli juz decydujemy sie na przeprowadzenie tej bolesnej operacji, to po co przyszywac akurat „interfejs” polski. Polski „interfejs”, byc moze jest lepszy od slaskiego, ale niesie ze soba swoje wlasne ograniczenia. Jesli mamy nasze dzieci uczyc jezyka, który nie jest nasz, to dlaczego ma to byc „jedno z mniej znanych afrykanskich narzeczy”. Czy razem z „interfejsem” mamy przyswajac sobie wszystkie polskie fobie przed Wschodem i Zachodem i uprzedzenia wobec sasiadów? O ilez lepszy bylby „interfejs” angielski albo niemiecki!Przeciecie zwiazku z tradycja przodków, w której czlowiek wyrastal, w istocie prowadzi do „zglobalizowania sie” i czesciowo do nihilizmu. Prawdziwa tozsamosc ksztaltuje sie przez setki lat, przechodzac z pokolenia na pokolenie. Nie da sie przeszczepic Mazowsza albo Malopolski na Slask. Chyba, ze godzimy sie na nihilizm. Mysle, ze tu jest jedna z najpowazniejszych przyczyn klopotów, jakie przezywa obecnie wolna Polska, a z nia Slask. O cóz wiec nam chodzi? Czy o pieniadze, czy o niepodlegle panstwo slaskie, czy o wyrzucenie z naszej ziemi obcych? Nie! Jak wszystko co zyje, po prostu chcemy trwac. Chcemy trwac nie tylko fizycznie. Chcemy trwac takze duchowo, a wiec chcemy, zeby trwaly rzeczy nam bliskie, nasza mowa, nasze obyczaje, nasza slaska swojskosc, dzieki której oswajamy otaczajaca nas przestrzen i mozemy czuc sie w niej dobrze, znajdujac w niej poczucie ladu, bezpieczenstwa i harmonii. Nie mozemy zgodzic sie na asymilacje. Nie mozemy zgodzic sie na bycie jakims niedoskonalym stanem przejsciowym na drodze do pelnej polskosci. Wiem, ze slaskosc istnieje i choc nie potrafie jej do konca sprecyzowac, chce ja zachowac. Nie interesuje mnie, czy ktos nazwie ja narodowoscia, etnicznoscia, jezykiem, dialektem, gwara, czy jeszcze jakos inaczej. Chce, zeby trwala! Jesli chcemy slaskosc zachowac, musimy to dazenie ukonkretnic. Ta nasza swojskosc wymaga doprecyzowania. Musimy sie zastanowic, co jest dla nas najwazniejsze, co chcemy zachowac lub twórczo przemienic, a czemu pozwalamy odejsc do przeszlosci. Wiadomo, ze nie da sie dzisiaj zyc tak, jak sto lat temu. Nasza nowa slaskosc musi byc na tyle elastyczna, zeby dostosowywac sie do nowych czasów i okolicznosci. Z drugiej strony musi byc w niej na tyle duzo naszej swojskosci, zebysmy mogli ja postrzegac jeszcze jako cos swojego, a nie juz jako cos obcego. Mysle, ze zadowalajaca odpowiedz na to pytanie nie zostala jeszcze podana. Byc moze dwanascie lat wolnosci, po których w dalszym ciagu nie wiadomo, czym okaze sie byc nowa Polska i czym Slask, to za malo, aby jakas dobra idea mogla sie wykluc. Mac-swiat proponuje nam wizje Slaska czysto ekonomiczna i utylitarna, Slaska traktowanego tylko jako pewna wspólnota interesów. Jest to wizja kraju bogatego, poprzecinanego autostradami, po których suna szybkie auta i pelnego nowoczesnych budowli, ale zupelnie wypranego z naszej swojskosci. No bo jak pogodzic ducha ograniczenia i ascezy, o którym pisal Bodzio, z dazeniem do sukcesu, jak pogodzic rodzinnosc z mobilnoscia, a nasz twardy jezyk z autoprezentacja. Narodowa prawica i Kosciól proponuja wizje Slaska jako czesci Polski podobnej do innych i zamieszkalej przez Polaków takich samych, jak w innych czesciach kraju. W tej wizji tez nie ma miejsca na nasza etnicznosc. Na Slasku maja po prostu mieszkac dobrzy, uczciwi ludzie - Polacy. Nasza etnicznosc ma sie roztopic w polskosci, mamy ja zlozyc narodowi w ofierze. Ale ja chce, zeby ona trwala. Tozsamosci etnicznej i narodowej nie daje sie wyjasnic jedynie wartosciami uniwersalnymi. Moja narodowosc jest wartoscia tylko dla mnie i moich pobratymców, nie ma ona wiekszego znaczenia np. dla Portugalczyka, podobnie jak jego portugalskosc nie jest istotna dla mnie. Gdybysmy mieli sie opierac jedynie na wartosciach wspólnych dla calej ludzkosci (uczciwosc, dobroc, pracowitosc) , nalezaloby zlikwidowac wszystkie narody, takze polski. Niektórzy dzialacze naszych lokalnych elit (Zwiazek Górnoslaski) cos tam bredza o jakiejs potrójnej tozsamosci polsko-niemiecko-czeskiej. Moze to i prawda, tylko ze doswiadczenie ostatnich lat pokazuje, ze ta mityczna tozsamosc jest jeszcze bardziej mglista i niekonkretna, niz moje opowiadanie o slaskosci-swojskosci. Jesli chce sie cos zrobic, najpierw trzeba skonkretyzowac cel. Poniewaz przez dwanascie lat ta konkretyzacja nie nastapila, potrójna tozsamosc stala sie pustym haslem do wykorzystania w przemówieniach wyglaszanych na organizowanych za pieniadze podatnika akademiach z okazji „kolejnej okraglej rocznicy”. Ludzie skupieni wokól Ruchu Autonomii Slaska chca chronic slaskosc poprzez wywalczenie autonomii dla regionu, a takze przez formalno-prawne zalegalizowanie istnienia naszej etnicznosci jako narodowosci. Obie te rzeczy budza zdecydowany opór ze strony Polaków. Autonomia i samorzadnosc sa rzecza dobra, tylko ze jesli chcemy autonomii, to zapewne nie dla niej samej, ale po to, zeby za jej pomoca cos osiagnac. Jesli chodzi tylko o wiecej pieniedzy, to ta wizja nie odbiega za bardzo od wizji Mac-swiata. Zapewne wiec chodzi o cos innego. Otóz wydaje mi sie, ze w istocie chodzi o ochrone tej naszej swojskosci, której jednak nie udalo sie zalozycielom stowarzyszenia skonkretyzowac. W tej sytuacji slowo „autonomia” stalo sie pewnym wytrychem, ersatzem, w którym wyczuwam strach przed obcymi i dazenie do odseparowania sie od nich. Sama autonomia, podobnie jak uznanie narodowosci, nic nam nie da, jesli nie bedziemy wiedzieli, co z tym zrobic. Spróbujmy wiec to nasze pragnienie zachowania swojskosci skonkretyzowac. Byc moze okaze sie wtedy, ze wiele mozemy osiagnac tymi narzedziami i srodkami, jakie juz mamy (np. samorzad gminny i powiatowy) bez antagonizowania ludzi nie poczuwajacych sie do naszej slaskosci, a zyjacych na Slasku obok nas. Do mnie najbardziej przemawia droga obrana przez Kaszubów. Uwazam, ze ostoja naszej nowoczesnej tozsamosci powinna stac sie mowa. Mowa ta musi jednak zostac uporzadkowana i przetworzona w jezyk literacki. Mojej slaskosci nie chce pojmowac jako cos zamknietego i majacego zastapic polskosc. Nie chce sie odcinac ani od kultury polskiej, ani niemieckiej, ani zadnej innej. Chce, aby moja slaskosc stala sie pewna „wartoscia dodana”, z której czerpac beda mogli inni. Do tej mowy dodalbym jeszcze pamiec o dziejach przodków, czyli historie, ale pelna, a nie wybiórcza. Marzy mi sie Slask nie zunifikowany, ale wieloetniczny, na którym zyja w zgodzie ludzie uwazajacy sie za Polaków, za Niemców, za Slazaków (niezaleznie od tego, czy nazwiemy ich narodem, czy nie), a takze wszystkie stany posrednie. Chcialbym, aby wszystkie te spolecznosci wzajemnie sie zaakceptowaly, uszanowaly swoje istnienie i umialy wspólpracowac dla wspólnego dobra bez dazenia do zasymilowania kogokolwiek. Chcialbym, zeby zamiast slowa „integracja” zaczeto uzywac slowa „zgoda”. Nie wymagajmy od ludzi deklaracji narodowych rozumianych w waskim sensie i wzajemnie sie wykluczajacych. Zyjac w spoleczenstwie wieloetnicznym czlowiek wchodzi w relacje z czlonkami róznych narodowosci, zaprzyjaznia sie z nimi, zakochuje sie. Po pewnym czasie zaczyna z nimi wspól-czuc, staje sie troche Niemcem, troche Zydem, troche Ukraincem. Mozna byc jednoczesnie Polakiem i Zydem, mozna byc jednoczesnie Polakiem, Slazakiem i Niemcem. To jest bardziej naturalne niz bycie tylko Polakiem. Wymaganie od takiego czlowieka jednoznacznego opowiedzenia sie po tej, czy tamtej stronie jest tak beznadziejne, jak wymaganie od dziecka rozwodzacych sie rodziców, by zdecydowalo, czy chce byc z mama, czy z tata. Skoro jednak wybierac mi kaza, staje zdecydowanie po stronie tego, co dla mnie bardziej wewnetrzne, pierwotne i naturalne - po stronie slaskosci. Polskosc przyszla do mnie jako cos wtórnego, a czesto tej mojej pierwotnej slaskosci wrogiego. Mysle, ze Slask taki, jaki mi sie marzy, bylby szansa takze dla Polski. Polacy niszczac nasza i inne etnicznosci, choc sami tego nie rozumieja, okaleczaja siebie i swój kraj. Moglismy i nadal mozemy byc „perla w koronie” i „sola ziemi czarnej”. Lecz jesli sól utraci swój smak, to czymze ja posolic ...Jozek

Jozek
SI - Sunday, February 23, 2003 at 06:48:51 (CST)


Witoomy we 2003
Republika Silesia

WITOOMY <[email protected]>
- Saturday, February 22, 2003 at 22:31:16 (CST)




 

THANK YOU FOR YOUR VISIT AND WELCOME TO

WWW.REPUBLIKASILESIA.COM
DZIYNKUJYMY ZA WIZYTA I WITOOMY W REPUBLICE S'LOONSKIJ


GUESTBOOK 1995 GUESTBOOK 1996 GUESTBOOK 1997 GUESTBOOK 1998